Newsletter

Energetyczne NATO

Adam Szejnfeld, 09.03.2015
Zamiast narzekania lepiej skupić się na szukaniu sojuszników

Zamiast narzekania lepiej skupić się na szukaniu sojuszników

Jeszcze niedawno uważano, że to idée fixe. Że to zupełnie niemożliwe i się nigdy nie uda. A jednak. Kolejne kryzysy na linii Moskwa – Kijów, a w konsekwencji całkiem realna groźba odcięcia w przyszłości państw Unii Europejskiej od rosyjskiego gazu sprawiły, że zachodni politycy przejrzeli na oczy. Wreszcie polski postulat stworzenia Unii Energetycznej został poważnie potraktowany. I się nie dziwię. Musimy bowiem budować w Europie, a może i na świecie, coś na kształt „energetycznego NATO”.

Nie tak dawno Komisja Europejska przedstawiła plan 40 działań na najbliższe 5 lat, by doprowadzić do zwiększenia wspólnotowego bezpieczeństwa energetycznego. To efekt propozycji złożonej wiosną zeszłego roku przez premiera Donalda Tuska. Wcześniej, w nowo wybranej jesienią zeszłego roku Komisji, utworzono specjalne stanowisko wiceprzewodniczącego ds. Unii Energetycznej. To był namacalny dowód na to, że Zachód poważnie potraktował polskie propozycje.

W ramach tworzenia Unii Energetycznej Komisja planuje przede wszystkim potężne inwestycje w infrastrukturę przesyłową i magazynową. Bez tego można byłoby jedynie pomarzyć o wspólnotowym bezpieczeństwie w dziedzinie energetyki. Do tego przewiduje się również opracowanie planów prewencyjnych i awaryjnych w przypadku zakłóceń w dostawach gazu czy innych nośników energii.

W katalogu propozycji ważne jest między innymi i to, że Komisja zapowiedziała uczestnictwo w negocjacjach gazowych prowadzonych przez poszczególne państwa członkowskie. Gdy do tego dołożyć standaryzację umów gazowych prowadzącą do wyeliminowania klauzul niekorzystnych z punktu widzenia wspólnego bezpieczeństwa energetycznego, to zaczyna się powoli wyłaniać pierwszy kształt pożądanej Unii. Owszem, brak w niej jeszcze wielu elementów, na przykład wspólnych zakupów, ale chyba nikt nie miał złudzeń, że tak kontrowersyjny plan osiągnie się w stu procentach podczas „pierwszego podejścia”.

Cóż, nie od razu Kraków zbudowano. Unii Europejskiej w obecnym kształcie również nie powołano natychmiast. Wszystko jest i musi być procesem wieloletnim. Ważne, że cel został przyjęty i widzimy progres w podejmowanych działaniach. Wszak trzeba pamiętać, że nie chodzi o zwykłą decyzję jednego gremium, jakiś podpis na dokumencie i tyle!

Poszczególne kraje w Europie korzystają z różnych źródeł energii sprowadzanych z rozmaitych stron Europy i świata, jak też posiadają odmienne miksy energetyczne. Tworzyły do tej pory różne strategie, które obowiązują do dzisiaj i są zaplanowane jeszcze na lata. Jak do tego dołożyć całkowicie odmienną wrażliwość 28 państw, na przykład w kwestii paliw kopalnych, OZE czy energii nuklearnej, to mamy supeł trudny do rozwiązania!

Rzecz jasna malkontenci, szczególnie z opozycji, zawsze znajdą powód do narzekań i lamentów. Ale może zamiast się obrażać na cały świat, że w planach Komisji węgiel nie jest wychwalany pod niebiosa, a gaz łupkowy się blokuje albo że nie ma jeszcze wspólnych zakupów, lepiej skupić się na szukaniu w Unii sojuszników, którzy podobnie jak my oceniają proponowane przez Komisję rozwiązania. Wtedy będzie łatwiej iść do przodu i kiedyś osiągnąć wyznaczone cele.