Newsletter

Nie udawaj Greka, graj w Chińczyka

Bogdan Góralczyk, 06.03.2015
Unia Europejska i trzeszcząca w szwach strefa euro stają przed zupełnie nowym wyzwaniem

Unia Europejska i trzeszcząca w szwach strefa euro stają przed zupełnie nowym wyzwaniem

Ceremonia Otwarcia Letnich Igrzysk Olimpijskich, Pekin 2008 r. CC-BY-SA-2.0. Autor: U.S. Army

Triumf lewicowej koalicji Syriza i 149 mandatów w 300-osobowym parlamencie jest łatwy do wyjaśnienia. To odpowiedź na spadek PKB o 26 proc. w ostatnich kilku latach, bezprecedensowe 26-proc. bezrobocie (podwójnie wyższe wśród młodych) i poczucie krzywdy w stosunku do Trojki, czyli Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i MFW.

Owszem w Grecji przyjęto do wiadomości, że kraj w trakcie kryzysu otrzymał 240 mld euro pomocy. Jednak powszechne przekonanie jest jedno: zdecydowana większość tych środków trafiła z powrotem do pożyczkodawców, czyli głównie niemieckich i francuskich banków. I właśnie Niemcy oraz Trojka są traktowani jako publiczni wrogowie, bo zmuszają dumnych Greków do zaciskania pasa, a więc do rezygnacji z wielu dotychczasowych przywilejów socjalnych, o wygodnym życiu nie mówiąc.

Nowi aktorzy na scenie

Grecja to kraj małych i średnich przedsiębiorstw oraz usług. Tylko ok. 5 proc. zatrudnionych znajduje miejsca pracy w przedsiębiorstwach i zakładach o załodze powyżej 250 osób. Dlatego większość obywateli uważała, że to ona sama (a nie rząd czy tym bardziej instytucje europejskie) kształtuje swój los. Tymczasem to właśnie instytucje z zewnątrz nakazują im zmiany rytmu i procedur, w tym nadmiernie rozbudowanej biurokracji oraz nieprzejrzystego systemu podatkowego.

Odwołując się do tego poczucia krzywdy Syriza obiecała zmianę. Bez problemu znalazła koalicjanta (mniejsza, że z przeciwległej strony) i natychmiast po wyborach ruszyła na unijne, chociaż nie tylko, salony. Tak oto dotychczasowa walka w Grecji zamieniła się w bój o Grecję, prowadzony nie tylko w Brukseli, Berlinie czy Londynie, ale także Moskwie i Pekinie. Bowiem i Rosjanie, i tym bardziej Chińczycy ślą wyraźne sygnały: jeśli obecnym władzom w Atenach w twardych negocjacjach z Trojką się nie uda, to oni stoją u bram. Innymi słowy, stawką jest jedność i spoistość strefy euro.

Zdaniem pracujących na rzecz Trojki ekspertów obecny rząd premiera Tsiprasa nie jest zdolny do przeprowadzenia strukturalnych zmian, które prowadziłyby do zwiększenia konkurencyjności i przejrzystości gospodarowania czy zmniejszenia kosztów pracy. Przy takiej a nie innej strukturze gospodarki trudno też mówić o przestawieniu się na działalność proeksportową, a ta byłaby wskazana. Natomiast renesans usług wymagałby powrotu turystów, którzy w ostatnich latach w świetle obrazów telewizyjnych z wieców i demonstracji niechętnie do Grecji przyjeżdżają.

Bezpośredniego dramatu, tzn. natychmiastowego zderzenia z Trojką, nie ma. 25 lutego po twardych rozmowach ministrowie finansów strefy euro zatwierdzili 4-miesięczne moratorium na spłacanie wymaganych rat. Grecja dostała trochę oddechu plus dodatkowe 7,2 mld euro na realizację wcześniejszych zobowiązań. Trwa jednak dalsze przeciąganie liny, bo trudno mówić o przełomie.

Trojka nie odpuściła. Trwa przy pryncypiach i nadal wymaga zaciskania pasa przed dostarczeniem kolejnej transzy kredytu i gotówki. Kluczowe pytanie na dziś jest takie, jak dalsze negocjacje, a nie ich zerwanie, wyjaśni swoim wyborcom Syriza? Lewica obiecywała przecież w kampanii dużo. Przy poklasku widowni rysowała scenariusze gonienia w skarpetkach i wywożenia w taczkach rodzimych – nie tak znowu licznych – oligarchów, i unijnych biurokratów oraz bankierów („krwiopijców”).

Jak teraz zareagują dumni Grecy? Czy dadzą się przekonać, czy ponownie wyjdą na ulice? Albowiem przedstawiona przez ministra finansów Yanisa Varoufakisa 6-stronicowa lista proponowanych reform to nic innego, jak mocne wycofanie się z wyborczych obietnic.

Jak podała szefowa MFW Christine Lagarde, propozycje Varoufakisa dotyczą podatku VAT, systemu emerytalnego, reform rynku pracy i prywatyzacji. Lecz – jak zaznaczyła – „nie są wystarczająco konkretne i nie do końca zadowalające”. Skądinąd wiadomo, że list zawierał podstawowe wyborcze postulaty Syrizy, tzn. podniesienie stawek emerytur oraz przeznaczenie pewnych środków na „humanitarną pomoc” dla najbiedniejszych. Jednak sztandarowe hasła wyborcze, takie jak skreślenie lub umorzenie części długu, powrót do pracy osób usuniętych w kryzysie czy podniesienie stawki minimalnej płacy zniknęły. Co na to wyborcy?

Ustępstwa rządu w Atenach można zrozumieć. Jest potwornie trudno i trzeba wybierać między złem i jeszcze gorszym złem. Przy okazji twardych negocjacji z Trojką okazało się bowiem, z jak bardzo chorym organizmem mamy do czynienia. Na koniec 2014 r. Grecja miała 86 mld dolarów niespłaconych podatków, z której to sumy rząd przewiduje, że może zebrać co najwyżej 9 mld. A takich „kwiatków” jest przecież więcej.

Wysoka stawka niepewnej gry

Widać, że piłka nadal jest w grze, a kolejna odsłona greckiego dramatu nastąpi z końcem kwietnia, kiedy minie moratorium (objęło okres od początku roku). Na co należy zwrócić uwagę, dramatis personae nie są już tylko Trojka, gabinet premiera Tsiprasa i greckie społeczeństwo. Na scenę wyraźnie wkraczają nowi aktorzy: Rosja i Chiny.

Rosjanie dążą do podważenia europejskiej jedności ale – co pokazał Cypr – są w stanie za to zapłacić. Z kolei dysponujący o wiele większymi możliwościami i już w Grecji obecni Chińczycy licytują mocniej. Chcą na przykład przejąć kontenerowy port w Pireusie, w którym już mają częściowe udziały, i traktować go jako ważną bazę wypadową na cały basen Morza Śródziemnego, a nawet Europę. Syriza tę prywatyzację w trakcie kampanii wstrzymała, ale telefoniczne rozmowy premiera Tsiprasa z chińskim odpowiednikiem Li Keqiangiem mogą w pewnej chwili przynieść kolejną umowę. Podobną do tej z czerwca 2014 r., gdy Chiński Bank Rozwoju zagwarantował 3,2 mld dolarów kredytu na rozbudowę greckich stoczni.

Tym samym Unia Europejska (a tym bardziej trzeszcząca w szwach strefa euro) staje przed zupełnie nowym wyzwaniem. Obok radzenia sobie z roszczeniowymi i niezadowolonymi Grekami, będzie musiała przewidzieć reguły nowej gry – „w Chińczyka”.

Problem z jakim mamy do czynienia w Europie, polega nie tylko na rosyjskim wyzwaniu w sferze bezpieczeństwa, o czym mówimy na okrągło. Ale też na – starannie udokumentowanym np. przez François Godementa i Angelę Stanzel z European Council of Foreign Relations – nowym co do skali i treści chińskim wyzwaniem kapitałowym i gospodarczym.

Kto wie, czy to właśnie nie przypadek grecki stanie się symbolem nowej Wielkiej Gry. I o tym też powinniśmy pamiętać, przyglądając się kolejnym odsłonom greckiego dramatu, który jest jeszcze daleki od zakończenia. Nie trzeba być prorokiem, by skonkludować: dalsze turbulencje i nieprzewidziane zwroty akcji wciąż przed nami.

*Bogdan Góralczyk – profesor w Centrum Europejskim UW, były ambasador, stały komentator IO