Newsletter

Po rozmowach w Mińsku

Bartłomiej Sienkiewicz, 12.02.2015
Po raz pierwszy od czasu II Wojny Światowej o bezpieczeństwie europejskim decydowano bez udziału USA

Po raz pierwszy od czasu II Wojny Światowej o bezpieczeństwie europejskim decydowano bez udziału USA

CC-BY-SA-2.0. Autor: Guillaume Speurt

Nie znamy wszystkich okoliczności dotyczących porozumienia mińskiego. Nie wiemy, czy Rosja będzie chciała dotrzymać zawartych uzgodnień, czy też podzielą one los poprzednich prób pokojowego uregulowania konfliktu.

Żadne deklaracje na tym etapie nie są warte papieru, na jakim je spisano, póki nie dojdzie do faktycznego przerwania walk we wschodniej Ukrainie. To nie wypowiedzi polityków w Mińsku, Moskwie czy Berlinie będą znakami pokoju, lecz cisza na froncie.

Można mieć tylko nadzieję, że dla Rosji to porozumienie nie jest okazją do dalszej gry wojną jako naturalnym narzędziem politycznym. I że dla przywódców Niemiec i Francji porozumienie mińskie nie będzie wygodnym usprawiedliwieniem w stylu: „zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, więc już jesteśmy zwolnieni z dalszych działań”.

Ale w tej kwestii dwie okoliczności są oczywiste.

Pierwsza: dla Ukrainy pokój, choćby czasowy, jest lepszy niż konieczność reformowania upadającej gospodarki i równoczesne prowadzenie wojny, bo to zadanie ponad siły państwa ukraińskiego. Z wszelkimi konsekwencjami, także dla bezpieczeństwa i stabilności wokół polskich granic.

I druga: po raz pierwszy od czasu II Wojny Światowej o bezpieczeństwie europejskim decydowano między państwami zachodniej Europy a Rosją. Bez udziału USA. W ten sposób otwiera się furtka (brama?) do zupełnie innej rzeczywistości politycznej na kontynencie. Na zakończenie warto też dodać, że był to od lat nieosiągalny postulat rosyjskiej polityki zagranicznej.

Być może po latach uznamy, że boje wokół Debalcewa, Ługańska czy Mariupola toczyły się o inną stawkę. I to nie suwerenność Ukrainy była wtedy kluczowa, choć od niej wszystko się zaczęło.

*Bartłomiej Sienkiewicz – dyrektor Instytutu Obywatelskiego