Newsletter

Pokolenie podwyższonego ADHD

Krystyna Szafraniec, 08.08.2013
Na nowy styl życia – z konsumpcją „uduchowioną” w tle – mogą sobie pozwolić ci, którzy nie mają kompleksów społecznych i poczucie własnej wartości budują na czymś innym niż posiadanie rzeczy

Jarosław Makowski: Jesteśmy już po prezentacji raportu Młodzi 2011. Ciekawe, że podczas prezentacji ani razu nie użyła Pani określenia „stracone pokolenie”. Czy za tym zwrotem kryje się więc metafora, samospełniająca się przepowiednia czy realny problem?

Prof. Krystyna Szafraniec: Samospełniające się przepowiednie mają to do siebie, że się spełniają. Ale nie dlatego nie użyłam tego określenia. Dlaczego? Bo nie ma w Polsce „straconego pokolenia”. Metaforą tą często epatują dziś media, lecz – jak to media – z pewnej groźby czynią fakt społeczny. Niemniej nie jest to także tylko dziennikarska metafora. Spotkałam się z pojęciem „straconego pokolenia” w bardzo poważnych raportach międzynarodowych, a w metaforze tej zawiera się cały dramat współcześnie żyjących młodych ludzi. Nie tylko młodych Polaków. Żyją oni w przekonaniu, że rzeczywistość winna oferować im warunki dla barwnego, dostatniego i wygodnego życia. Są produktem społeczeństwa konsumpcyjnego, wierzącym w nieograniczone możliwości współczesnej cywilizacji. Ta generacja jest przepełniona marzeniami i wyobrażeniami o wiecznie trwającym sukcesie gospodarczym i bezwzględnym prawie każdego do dobrobytu i do szczęścia.

Nie użyłam podczas prezentacji metafory „straconego pokolenia” również dlatego, że odpowiadałam tam na pytanie o to, jacy są młodzi. Chciałam się przeciwstawić powszechnemu narzekaniu na młodzież i przedstawić jej wizerunek wynikający z badań, oparty na faktach, a nie na lękach, stereotypach i fobiach. Fakty dają podstawy do wysyłania również pozytywnych sygnałów. Pozwalają dostrzec, że młodzi składają się nie tylko z egoizmu, wygodnictwa czy roszczeń, jak to się często ujmuje. Ja wierzę w młodych ludzi, choć nie jestem pewna, czy oni wierzą w siebie.

Czy kryzys w Europie nie odsłania przypadkiem zalążków tego „straconego pokolenia”?

Kryzys jest momentem, w którym marzenia i wyobrażenia młodych rozpadają się jak mydlana bańka. Dziś mamy dopiero przedsmak tych problemów. Gdy stagnacja gospodarki okaże się trwalszym zjawiskiem o światowym zasięgu, jego konsekwencje mogą być bardzo poważne. Tak czy inaczej, „stracone pokolenie” to tylko potencjalne zagrożenie, przy założeniu pogłębiania się kryzysu światowego. Uświadomienie sobie tego zagrożenia i przygotowanie działań o charakterze „prewencyjnym” jest rzeczą wielkiej wagi. I taka myśl w Raporcie bardzo wyraźnie się przewija.

Dziś jak mantra pada pytanie: jacy są młodzi Polacy? I odpowiedź jest prosta: różni! Ale czy jest jakiś wspólny mianownik, który charakteryzowałby młode pokolenie?

To prawda, młodzi Polacy są bardzo różni. Są również wielowymiarowi. Mają odmienne i na ogół bardzo duże wymagania. Chcą żyć barwnie, ciekawie. Odstręcza ich nuda. Także ta w miejscu pracy. To pokolenie ma, mówiąc nieco metaforycznie, coś w rodzaju zbiorowego ADHD. Chcą działać, zmieniać świat i swoje najbliższe otoczenie. Mają wysokie oczekiwania wobec kontaktów międzyludzkich i wysokie poczucie oczywistości życiowych wymagań.

Czy bardzo różnią się zatem od swoich rówieśników w innych częściach Europy?

Nie, w wielu kwestiach są bardzo podobni. Różnią się przede wszystkim światopoglądowo i obyczajowo. Młodzi Brytyjczycy czy Niemcy socjalne funkcje państwa uważają za oczywiste i zwalniające ich od wielu trosk. Z kolei młodzi Polacy potrafią się zdziwić skalą takich postaw w zachodnich krajach. Nie znaczy to, że w Polsce nie są zgłaszane oczekiwania wsparcia ze strony rządu. Są, ale – co ciekawe – nie ma zgody na wspieranie każdego, kto tylko spełni warunki formalne (cwaniactwo i zbytnie obciążenie państwa zobowiązaniami socjalnymi spotyka się z potępieniem).

Młodzi nie są roszczeniowi. A jak wyglądają na tym tle kwestie obyczajowe?

Z polskiej perspektywy młodzi wydają się bardzo liberalni obyczajowo. Media epatują wskaźnikami rozwodów, nieślubnych dzieci czy rozpadających się wcześnie związków. Jednak jesteśmy dopiero w połowie drogi, którą pokonały w tych kwestiach młode pokolenia na Zachodzie. Równolegle wyłania się grupa młodzieży, która reprezentuje bardzo konserwatywne poglądy – redukujące definicję rodziny do pary małżeńskiej z dzieckiem (dziećmi), przeciwstawiające się aborcji, rozwodom itp. Jednocześnie statystyki wskazują na duży spadek frekwencyjnej religijności wśród młodzieży.

W swoim raporcie zwraca Pani Profesor uwagę na znaczenie sieci dla młodych ludzi. Na ile Internet wyznacza ich ambicje, tworzy aspiracje?

Sieć nie tyle jest medium, które pobudza aspiracje czy wyobrażenia młodych ludzi o poziomie życia. To przede wszystkim medium, które pozwala być w kontakcie. Daje poczucie więzi i wspólnoty. Sieć jest dla młodych ważna, ponieważ dużo ich pasji, potrzeb, zwłaszcza społecznych, nie znajduje ujścia w realu. Internet to dziś nie tylko bezmyślne patrzenie w ekran i stukanie w klawiaturę. To możliwość zdobywania i współtworzenia wiedzy, obcowania z odległym światem. To możliwość nieustannego bycia on-line z drugą osobą lub całym gronem, tak jakby byli w tym samym pokoju lub tuż obok. Sieć to miejsce, gdzie młodzi upubliczniają swoją twórczość, dokonują ekspozycji własnego Ja. Dzięki temu kształtowanie własnej osobowości staje się procesem bardziej refleksyjnym, odwołującym się do bardzo różnych opinii i ocen.

Jasno wynika z Raportu, że dziś momentem wejścia w dorosłość jest podjęcie pierwszej pracy. Obecnie na pewno nie jest to dla młodych ludzi łatwe zadanie. Czy młodzi będą musieli się pożegnać z aspiracjami? Czy styl życia i kultura będą miały dla nich większe znaczenie niż pieniądz i kariera?

Na nowy styl życia – z konsumpcją „uduchowioną” w tle – mogą sobie pozwolić ci, którzy nie mają społecznych kompleksów i poczucie własnej wartości budują na czymś innym niż posiadanie rzeczy. Ci, którzy doświadczają elementarnych niedoborów, będą nadal postrzegali swoją wartość przez pryzmat posiadanych dóbr. Takie podejście do życia podtrzymują: ekspansywna reklama, kolorowe magazyny, telewizyjne seriale. Tylko niektórzy będą sobie „odpuszczać”. Nie należy takiego odpuszczania utożsamiać z widocznym dziś schładzaniem aspiracji edukacyjnych. To dwie zupełnie różne sprawy.

Czyli maleje zainteresowanie młodych Polaków zdobywaniem wyższego wykształcenia?

Tak, ale nie zmniejsza się zainteresowanie konsumpcją i stylem życia na niej opartym. Młodzi zdecydowanie częściej decydują się na kształcenie w technikach i szkołach zawodowych, a nie w liceach ogólnokształcących. Zwycięża trzeźwa obserwacje życia i doraźna kalkulacja młodzieży biedniejszej i mniej uzdolnionej. Konstatuje ona, że inwestycje w długą edukację, która niczego nie gwarantuje, zwyczajnie się nie opłaca. Pojawia się wątpliwość, po co studiować, jeśli nie czuje się pewnych spraw, bo nie dorasta się w kręgu społecznym, który wyposaża w pewne wzorce życia i kapitały kulturowe. Przecież równie dobrze można być świetnym rzemieślnikiem czy sprzedawcą. Pamiętajmy, że nie unieważnia to jednak aspiracji konsumpcyjnych ludzi młodych. Te pozostają na stałym, niezmiennie wysokim poziomie.

Kapelan Yale, wielebny Coffin jr, zwracając się w 1995 roku do swoich studentów powiedział, że mogą wziąć udział w wyścigu szczurów. Ba, mogą nawet go wygrać. Ale nie oznacza to, że przestaną być szczurami. Czy dziś młodzi ludzie zdają sobie już powoli sprawę, że nie muszą brać udziału w wyścigu szczurów, aby być szczęśliwymi?

Zbyt mało ludzi postrzega świat w takich kategoriach. Reklamy i pełne sklepowe półki pokazują nam, jak można wspaniale żyć. Ktoś, kto nie odczuwa większych deficytów i komu w życiu niczego nie brakowało, będzie traktował tego typu sytuacje z dystansem. Ale są tacy, którzy dostatek widoczny w sklepach i lansowane w mediach oferty bogatego życia traktują dosłownie. Kryzys zaczyna ujawniać, że wiele dobrodziejstw społeczeństwa konsumpcyjnego jest trudniej osiągalnych. Sytuacja niedoborów zawsze działa w dwójnasób – z jednej strony schładza aspiracje, urealnia oczekiwania, a jednocześnie wywołuje efekt „kwaśnych winogron” (nieszczerego dezawuowania pożądanych dóbr i ich jeszcze większe ich pożądanie). Jest jeszcze dużo obszarów społecznych w Polsce, w których nowa filozofia życia, czy choćby nowa filozofia konsumpcjonizmu, długo nie zagości. Ta przestrzeń dla alternatywy jest dziś bardzo mała.

Nie ma w młodych rewolucyjnego ducha – stwierdzacie w Raporcie. Czy jednak z rewolucjami nie jest tak, że one przychodzą niejako z boku, a nie na zawołanie takiego czy innego polityka?

Zdecydowanie tak. Podstawowa sprawa to strukturalna dojrzałość systemu do tego, żeby nastąpił przełom. Czy odczytujemy w nim – w procesach społecznych – takie niezbędne zderzenie nowych możliwości i nowych potrzeb z ograniczeniami instytucjonalnymi, społecznymi, prawnymi itd. Pierwszym sygnałem jest spiętrzenie społecznych oczekiwań, aspiracji czy wyobrażeń dotyczących innego, lepszego życia. Przekonanie o ich słuszności i konstatacja, że obecne urządzenie świata jest z tego punktu widzenia blokadą nowych celów. Potrzebna jest nowa wizja rozwoju. Znamy w historii przypadki rewolucyjnych i ewolucyjnych prób naprawiania rzeczywistości społecznej. Młodzi Polacy stanowią dziś potencjał dla zmiany, a także argument na rzecz owej zmiany.

A jak to się odzwierciedla w postawach młodych Polaków?

Filozofia większości z nich zawiera takie oto przekonanie: Należy mi się porządne życie. Wszyscy mnie do tego namawiali, przekonywali, przygotowywali. Wszyscy mówili: ucz się, obserwuj trzeźwo świat, ładuj akumulatory, a przyszłość cię wynagrodzi. Nie po to inwestowałem w siebie, żeby teraz być reprezentantem „straconego pokolenia”. Podstawowe pytanie jest takie: czy młodzi widzą dla siebie szansę we własnym kraju i czy potrafią wykorzystać demokratyczne procedury wywierania presji na zmianę. Dane, jakimi dysponujemy – mam na myśli badania socjologów – pokazują, że wyobrażenie tych szans jest różne w różnych segmentach społecznych. Podobnie jest z gotowością do uczestniczenia w demokratycznych procedurach. Młodzi Polacy pokazują, że odpowiadają im wartości społeczeństwa konsumpcyjnego. Przyswoili sobie nawet reguły działania odnoszące się do własnej aktywności. Większość z nich chce odnaleźć się w jego ofertach i strukturach. W tym sensie nie mają powodów, by się buntować i negować zaistniały porządek. Ale jak Pan słusznie zauważył, z rewolucjami jest tak, że przychodzą z boku. I problem nie polega na tym, że następuje gwałtowna zmiana społeczna. Rewolucje mają oczyszczający sens. Warunek jest jeden – muszą one dokonywać się w imię lepszej wizji i z gwarancjami, że to co następuje po zmianie, będzie lepszym zabezpieczeniem społecznego rozwoju niż to, co było przed zmianą.

Z tej perspektywy rewolty, za którymi nie stoją konstruktywne wizje, nie będą dobrym sygnałem. Nie sztuką jest się zbuntować. Sztuką jest obrać taką wizję i strategię rozwoju, która nie tylko będzie wychodzić naprzeciw społecznym oczekiwaniom, ale która daje także gwarancje realnego rozwoju korzystnego dla jak najszerszej grupy ludzi. Bardzo groźna jest w tym kontekście wizja światowego kryzysu finansowego, który może być punktem zapalnym, przenoszącym iskrę niezadowolenia w różne regiony. Dla młodych ludzi z Afryki przedłużająca się recesja gospodarcza to kwestia biologicznego przetrwania. Dla żyjących w Unii Europejskiej, upadek wyobrażeń o karierze i życiu pełnym dobrodziejstw. To niby nic, ale z perspektywy socjalizacji tego pokolenia, jego wyobrażeń o udanym życiu i szczęściu, to wystarczające powody do niezadowolenia. I do buntu.

Jak wobec tych zagrożeń powinna wyglądać polityka rządu?

To trudne pytanie. Pisząc ten Raport uświadomiłam sobie (po raz kolejny), że mamy do czynienia z systemem naczyń połączonych. I jak trudno jest ingerować rządowi w rzeczywistość, w której państwo nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Sprawia to specyfika współczesnego kapitalizmu, kontekst gospodarki globalnej. Żyjemy wszak w systemie, którego podstawową regułą organizacyjną są zasady wolnorynkowe. Jednocześnie adresatem społecznych roszczeń jest państwo. Weźmy rynek pracy. To dziś kluczowa sprawa dla młodego pokolenia. Młodzi ludzie mówią: dajcie nam pracę, a my już sobie z resztą damy radę. Lecz państwo nie jest pracodawcą. Jeśli już, to w coraz mniejszym zakresie. I nie jest głównym rozgrywającym. Może to źle, sądzą niektórzy. Powrót do idei etatyzmu jest jednak niebezpieczny, bo zarzyna ekonomiczną efektywność systemu. Ten wariant już przerabialiśmy przez całe pół wieku w PRL-u.

Czy zatem państwo nic nie może? Nie, tak nie jest. Państwo ciągle ma do spełnienia ważną rolę, lecz musi mieć aktywnych i wymagających, także w stosunku do siebie, społecznych partnerów. Rząd w wersji minimum powinien być inicjatorem mądrych inicjatyw ustawodawczych, które godzą interesy różnych partnerów społecznych. Zwłaszcza tych, których kapitał jest bardzo ważny z punktu widzenia rozwoju społecznego. Tym kapitałem są, bez wątpienia, ludzie młodzi. Polityka rządu powinna być aktywna – śmiała, ale prowadzona z rozeznaniem aktywów i pasywów, społecznych i światowych realiów, w których funkcjonujemy. Skierowana na instytucjonalne, ale i mentalne zmiany. Podstawową powinnością rządu jest dbać o to, by tworzyć ramy prawne, w których życie staje się bardziej przyjazne, które nie blokują, lecz wyzwalają energię młodych ludzi. I pozwalają bezpiecznie myśleć o naszej przyszłości. Efektem prac nad Raportem jest fakt, że takie działania już są brane pod uwagę i przygotowywane.

*Prof. Krystyna Szafraniec – socjolożka, wykłada na UMK w Toruniu, autorka raportu „Młodzi 2011”

Tekst opublikowany w Lupie Instytutu “Stracone pokolenie: mit czy rzeczywistość?” we wrześniu 2011 r.