Newsletter

Klucze do Pomorza Zachodniego

Maciej Drzonek, 12.02.2015
Klucze do sukcesu w polityce regionalnej wcale nie muszą leżeć w regionie

Klucze do sukcesu w polityce regionalnej wcale nie muszą leżeć w regionie – mówi dr hab. Maciej Drzonek w rozmowie z Janem Gmurczykiem

Jan Gmurczyk: Co o sytuacji politycznej w województwie zachodniopomorskim powiedziały nam ostatnie wybory samorządowe?

Dr hab. Maciej Drzonek: Komentując lub oceniając wyniki z 2014 roku zawsze zaczynam od pewnego zastrzeżenia. Dla mnie jako politologa najbardziej pożądaną sytuacją byłoby, aby wszystkie siły polityczne w Polsce zwróciły się do Państwowej Komisji Wyborczej o ponowne sprawdzenie kart do głosowania wszędzie tam, gdzie istnieje jakakolwiek niejasność, czy wyniki są wiarygodne. Dotyczy to zwłaszcza okręgów, w których różnica między wynikami sondaży exit poll a wynikami ogłoszonymi przez PKW rysuje się bardzo wyraźnie.

Proszę mnie nie zrozumieć źle: nie twierdzę, że te wybory były takie czy inne. Zaznaczam tylko, że powstało zamieszanie z liczeniem głosów i systemem informatycznym. Rozwianie narosłych wokół tego wątpliwości leży w interesie wszystkich partii politycznych.

Wróćmy jednak do sytuacji na Pomorzu Zachodnim. Oczywiście, w ostatnich wyborach Platforma Obywatelska potwierdziła swoją silną pozycję w regionie. Na tle innych województw rezultat PO także okazał się dobry.

Tym niemniej, na sprawę można też spojrzeć bardziej krytycznie. Platforma zastosowała inną strategię niż dotychczas, nie tylko zresztą na Pomorzu Zachodnim. Mam tu na myśli coś, co nazywam uciekaniem w niby-bezpartyjność. To mechanizm stosowany w całej Polsce, przez różne partie.

Na czym on polega?

Wiadomo, że w wyborach samorządowych partie polityczne nie są dla wielu obywateli ugrupowaniami pierwszego wyboru. Partie zdają sobie z tego sprawę. Jeśli przewidują gdzieś słabszy wynik, tworzą na przykład koalicję z jakimś komitetem niepartyjnym.

Budując sojusze z silnymi aktorami na lokalnym rynku wyborczym, PO osiągnęła na Pomorzu Zachodnim sukces. Z jednej strony świadczy to o zręczności i umiejętności budowania koalicji, z drugiej jednak sygnalizuje pewien problem. Sięganie po niby-bezpartyjność potwierdza słabszą pozycję partii parlamentarnych na poziomie lokalnym.

Tu od razu pojawia się kolejny wniosek. Platforma powinna się zastanowić, co zrobić, aby jej silna pozycja, liczona zdobytymi mandatami oraz fotelami burmistrzów i prezydentów, za cztery lata się nie pogorszyła.

Miałby pan tu jakąś wskazówkę?

Klucze do sukcesu w polityce regionalnej wcale nie muszą leżeć w regionie. Dużym problemem na Pomorzu Zachodnim jest stopień rozwoju infrastruktury transportowej. Zauważmy przede wszystkim, że droga ekspresowa S3 zwęża się w okolicach Goleniowa i przez to się korkuje. Tu nie chodzi tylko o komfort turystów jadących nad morze, ale także o dojazdy ciężarówek na promy do Świnoujścia, które jest bardzo ważnym portem zarówno dla Pomorza Zachodniego, jak i całej Polski.

Dlaczego mówię o tym w kontekście ponadregionalnym? Ponieważ problem nie ogranicza się tylko do wspomnianego zwężenia. Trzeba także zbudować „trójkę” na Dolnym Śląsku, aby udrożnić całą arterię komunikacyjną pomiędzy granicą z Czechami a Świnoujściem i – dalej, aż do Skandynawii. To jest podstawowy problem, na który zwraca się uwagę w regionie. Na tym tle niedawna decyzja o budowie drogi ekspresowej S6 ze Szczecina do Koszalina to w moim odczuciu błąd.

Jak zatem podejść do tematu budowy drogi S3?

Mając takie poparcie na Pomorzu Zachodnim oraz tylu posłów z regionu, Platforma mogłaby stworzyć skuteczne lobby na rzecz budowy „trójki”. Miałaby tu wsparcie innych partii politycznych. Na tym odcinku można działać ponadpartyjnie, podobnie jak lobby gdańskie zabiegało wspólnie o swoje inwestycje. Jako partia rządząca, PO powinna być liderem budowania takiej ponadpartyjnej koalicji, która mogłaby o tę inwestycję drogową zawalczyć.

Na tym jednak nie koniec. Druga rzecz, o którą Platforma do tej pory niewystarczająco zabiegała, to stałe połączenie między Wyspą Uznam a Wyspą Wolin w formie mostu lub, co bardziej prawdopodobne, tunelu. Obserwuję politykę zachodniopomorską od wielu lat i postawiłbym tezę, że to połączenie dawno by już powstało, gdyby była ku temu wola polityczna. Dodam, iż połączenie wysp to coś więcej niż tylko łatwiejsze przemieszczanie się mieszkańców Świnoujścia. Tu chodzi o otwarcie północnej Polski, a zatem całego Pomorza Zachodniego, na turystów z Niemiec.

Trzecia sprawa, także związana z komunikacją, to budowa mostu na wysokości Police-Święta. Ta przeprawa jest konieczna, aby zbudować obwodnicę Szczecina i wyprowadzić bardzo niebezpieczny transport samochodowy z Polic, który obciąża teraz stolicę regionu.

To wszystko są kosztowne projekty.

Tak, ale politycy powinni patrzeć do przodu, nawet jeżeli nie ma pieniędzy. Gdyby Platformie udało się wykonać te trzy duże inwestycje, o których wspomniałem, a które są konieczne dla rozwoju Pomorza Zachodniego, to żadna inna partia nie miałaby tu nic do powiedzenia przez najbliższe kilkanaście lat. Dziwię się, że tych wyzwań nie podjęto. PO ma w regionie duże poparcie i wielu posłów, a jednak to się nie przekłada na decyzje polityczne podejmowane w Warszawie.

Zatrzymajmy się przy poparciu dla Platformy. Dlaczego właściwie Pomorze Zachodnie jest „bastionem PO”?

Wysokie poparcie dla Platformy można tłumaczyć specyficzną konsystencją społeczną województwa. Spójrzmy na przykład na badania prowadzone przez Kościół katolicki na temat osób biorących udział w praktykach religijnych. Archidiecezja szczecińsko-kamieńska zawsze wypada w rankingach nisko. Innymi słowy, społeczeństwo regionu zachodniopomorskiego pozostaje dość ambiwalentne wobec religii. Taka struktura społeczna niewątpliwie wzmacnia partie centrowe lub centrowo-lewicowe, natomiast utrudnia budowę elektoratu partiom prawicowym.

Zwróćmy uwagę, że do dziś Sojusz Lewicy Demokratycznej notuje stosunkowo dobre wyniki na Pomorzu Zachodnim, przy czym po 2005 roku Platforma przejęła część elektoratu SLD i udaje się jej go utrzymać. Dawni wyborcy Sojuszu znaleźli sobie alternatywę, choć są też pewne wyjątki.

Na przykład?

Chociażby Świnoujście. Mamy tu bardzo ciekawą sytuację. Prezydent Janusz Żmurkiewicz to jedyny przypadek w Polsce, gdzie w mieście na prawach powiatu kandydat na prezydenta startuje pod szyldem SLD czwarty raz z rzędu i wygrywa.

Widzimy tu jednak także pewną słabość partii politycznych. Żmurkiewicz zarządza sprawnie i w zasadzie mógłby startować sam, bez SLD. W rywalizacji o miasto dosyć dotkliwe porażki ponoszą zarówno PO, jak PiS, choć oczywiście wyniki wyborów do Rady Miasta Świnoujście są ogólnie zrównoważone. Nie można powiedzieć, by Platforma była tu liderem, bo PiS wcale nie zdobyło o wiele mniej głosów. SLD też ma dobry wynik, a do tego dochodzą jeszcze środowiska lokalne.

A jak ocenić stopień rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i partycypacji w regionie?

Cóż, nie jest z tym najlepiej. Frekwencja wyborcza utrzymuje się na średnim poziomie albo nawet trochę poniżej średniej. Lokalnie bywa wyższa, ale ogólnie mieszkańców Pomorza Zachodniego nie można pochwalić za jakąś szczególnie prężną aktywność obywatelską.

Patrząc w przyszłość, jak będą głosować mieszkańcy regionu w nadchodzących wyborach prezydenckich?

W poprzednich Bronisław Komorowski uzyskał tu bardzo wysokie poparcie, zwłaszcza na tle innych regionów. Wydaje się, że nadal może spodziewać się dobrego wyniku, choć nie sądzę, by był on równie wysoki jak w 2010 roku. Wiele też będzie zależeć od przebiegu samej kampanii wyborczej.

A jak zapowiadają się wybory parlamentarne?

Kandydaci Platformy Obywatelskiej na Pomorzu Zachodnim mogą liczyć na lepsze wyniki niż ich koledzy z innych regionów Polski, zwłaszcza południowo-wschodniej. Do wyborów pozostało jednak jeszcze trochę czasu. Wiele może się zdarzyć.

Przypomnijmy, że Pomorze Zachodnie przeżyło w ostatnich latach traumę związaną z upadkiem Stoczni Szczecińskiej. To nie zostało mieszkańcom nigdy wytłumaczone. Platforma kojarzy się z partią, za rządów której doszło do definitywnego zamknięcia zakładu. Teraz mieliśmy gorącą sytuację na Śląsku związaną z górnictwem. Udało się ją załagodzić, ale jeżeli pojawiłyby się podobne ogniska zapalne w innych zakątkach kraju, to na Pomorzu Zachodnim mogą odżyć pytania o stocznię.

Nie jest zatem powiedziane, że kandydaci Platformy mogą spać spokojnie i myśleć już o następnej kadencji parlamentarnej. Co więcej, dużo będzie zależało od polityki prowadzonej przez rząd, choćby w zakresie wspomnianej przeze mnie infrastruktury drogowej.

*dr hab. Maciej Drzonek – politolog, analityk wydarzeń politycznych. Pracuje w Instytucie Politologii i Europeistyki Uniwersytetu Szczecińskiego, w 2013 r. opublikował monografię „Reelekcje prezydentów miast w wyborach bezpośrednich w Polsce”