Newsletter

Zimna wojna? Oby tylko zimna

Jacek Saryusz-Wolski, 10.02.2015
Rosyjski imperializm na powrót stał się zagrożeniem dla narodów Europy

Rosyjski imperializm na powrót stał się zagrożeniem dla narodów Europy

Źródło: P070709PS-0057

25 lat po upadku żelaznej kurtyny krajobraz bezpieczeństwa w Europie przechodzi głębokie zmiany. Wokół Unii Europejskiej rozpościera się strefa niestabilności i wojen, przypieczętowując koniec pozimnowojennej „dywidendy pokoju”. Rosyjski imperializm na powrót stał się zagrożeniem dla narodów Europy.

Wojna przeciwko Ukrainie stanowi przedłużenie imperialnej logiki Kremla. Mimo stosowania nowoczesnych metod wojny hybrydowej: opierania się na nieregularnych oddziałach „ochotników” (tzw. „zielonych ludzikach”), intensywnej wojny informacyjnej, destabilizacji struktur państwowych przeciwnika, stosowania dostaw surowców energetycznych jako instrumentu wywierania presji politycznej, aneksja Krymu i części Donbasu jest przykładem międzynarodowej agresji wedle najgorszych XX-wiecznych wzorców.

Nie oznacza to jednak, że historia się powtarza. Pozycja tak Polski, jak i Zachodu jest nieporównywalna z sytuacją w 1945 r. Wówczas naprzeciw liberalnym demokracjom stał potężny Związek Sowiecki, wspierany przez lewicową międzynarodówkę, „pożytecznych idiotów” czy wreszcie zwyczajnych agentów. Dziś Rosja jest nieporównanie słabsza. To, że zdecydowała się na konfrontację, jest także wynikiem błędów popełnionych przez USA i UE.

Władimir Putin i jego najbliższe otoczenie mają dwa priorytety. Z jednej strony chodzi o utrzymanie dominacji na obszarze byłego ZSRR, wręcz jego odtworzenie w nowej postaci. Prymat Moskwy ma przy tym być uznany nie w skutek dokonań rosyjskiej gospodarki, kultury czy nauki, lecz mieszanki korupcji (w odniesieniu do postkomunistycznych elit) i zastraszenia (reszty społeczeństwa).

W przypadku fiaska obu metod, tak jak w przypadku Gruzji czy Ukrainy, w grę wchodzi stosowanie nagiej agresji i terroryzmu na masową skalę. Z drugiej strony rozpoczynając działania wojenne na Ukrainie, Putin liczy na wzmocnienie swojej pozycji wewnętrznej i zdławienie potencjalnego oporu rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Kreml przeszedł z etapu planowania, rozpoczętego jak twierdzą eksperci już na początku lat dwutysięcznych, do fazy operacyjnej. Tradycyjne elementy stabilizujące system międzynarodowy – prawo, wzajemne powiązania handlowe czy wojskowa strategia odstraszania – nie zadziałały.

Upojony rosnącymi zyskami z handlu ropą i gazem Kreml nie był zainteresowany korzystną współpracą gospodarczą na uczciwych zasadach. Mimo coraz to ponawianych, naiwnych prób budowy partnerstwa z Rosją przez USA i Unię. W świetle systematycznie spadających nakładów na zbrojenia państw NATO i przekonaniu o coraz mniejszej realnej wartości art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, znikła obawa przed zachodnim potencjałem odstraszania. Putin operuje według zimnej, zero-jedynkowej logiki. Pokazując naszą słabość i podziały, sami zachęcaliśmy go do agresji.

To właśnie owa słabość i erozja politycznej jedności i solidarności Zachodu jest podstawowym wyzwaniem dla bezpieczeństwa w Europie w 2015 roku. UE nie jest w stanie podjąć, naturalnej by się wydawało, roli stabilizatora swego wschodniego i południowego sąsiedztwa. W efekcie geostrategiczną pustkę wypełniają autokraci pokroju Putina, islamscy fundamentaliści i terroryści.

Rosnące poparcie dla populistów, a zwłaszcza zwycięstwo i rządy radykalnej lewicy i prawicy w Grecji, tylko pogarszają sytuację, grożąc osłabieniem fundamentów zachodniego porządku: Unii i sojuszu północnoatlantyckiego. Pierwsze dni nowego gabinetu Tsiprasa potwierdzają te obawy. Grecja rozhuśtała europejską gospodarkę i osłabiła spójność UE wobec rosyjskiej agresji na Ukrainie. Wspólnej Polityce Zagranicznej i Bezpieczeństwa grozi paraliż, w tym polityce sankcji wobec Rosji.

Europejczycy, sfrustrowani przedłużającym się spowolnieniem gospodarczym, dążą do ukarania elit, głosując na wszelkiej maści – lewicowej i prawicowej – populistów. Populistów, których łączą jedynie trzy rzeczy: niechęć do USA i UE, nieufność wobec wolnego rynku i podziw dla człowieka silnej ręki, Putina.

Gniew wyborców może mieć jednak poważne konsekwencje. Współczesna gospodarka opiera się w znacznej mierze na szeregu uregulowań instytucjonalnych, umożliwiających bezpieczny przepływ dóbr, dostawy energii czy sprawne funkcjonowanie rynków finansowych. Osłabienie zachodnich instytucji wprowadziłoby element niepewności i skutkowałoby destabilizacją strategicznych dla europejskiej gospodarki obszarów, jak choćby wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Grozi to powrotem do, wydawałoby się już zażegnanych, konfliktów.

Nasza słabość jest bezwzględnie wykorzystywana. Tylko silna, solidarna i jednolita postawa UE i USA wobec naruszeń porządku międzynarodowego może ustabilizować sytuację. Zagrożeniem dla pokoju nie jest więc zachodnia asertywna dyplomacja powstrzymywania, ale właśnie polityka odwrotna, appeasementu, ugłaskiwania, zachęcająca wręcz agresora do podbijania stawki.

Apele o podjęcie przez Zachód czegoś na kształt polityki odprężenia (détente), wobec narastającej agresji Rosji, są błędne. Historia nie powtarza się wprost i dosłownie. A nawet jeśli już, to znacznie bliżej nam do roku 1938, a i pokusy „jałtańskie” też dają o sobie znać. Nie stoimy bowiem przed wyborem między, oby przejściowo, złymi i napiętymi stosunkami z imperialną Rosją – bo one takowymi już są, nazywanymi przez analogię zimną wojną – a powrotem do business as usual’, czyli iluzji normalnych stosunków. Tejże iluzji, którą Zachód karmił się w minionym ćwierćwieczu, oskarżając tych, którzy go ostrzegali, o rusofobię. I nie rozumiejąc, że to w rzeczywistości doświadczenie historyczne, znajomość rzeczy i, jeśli już, sowietofobia.

Obym się mylił. Jawi się to jako wybór między zimną wojną i containment, a wojną gorącą, która – w formie zastępczej – już trwa na Ukrainie i grozi dalszą eskalacją.

*Jacek Saryusz-Wolski – doktor ekonomii, europoseł PO, minister ds. europejskich w latach 1991-96 i 2000-01,negocjator polskiego stowarzyszenia i członkostwa w UE, b. Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych PE, Wiceprzewodniczący Europejskiej Partii Ludowej i frakcji EPL w PE d/s polityki zagranicznej i wschodniej.