Newsletter

Polska na rozdrożu

Łukasz Jasina, 04.02.2015
W stosunkach z Ukrainą czas na partnerstwo, a relacje z Rosją trzeba budować od nowa

W stosunkach z Ukrainą czas na partnerstwo, a relacje z Rosją trzeba budować od nowa

Wizyta premier Ewy Kopacz w Kijowie i publikacja listy najważniejszych lobbystów Ukrainy każą  nam zastanowić się poważnie na rolą stosunków polsko-ukraińskich w europejskiej układance geopolitycznej. Polska nie jest już bowiem tym krajem, który w europejskim dyskursie o Ukrainie odgrywa pierwszoplanową rolę. Ta sytuacja nie jest zresztą do końca zawiniona przez samych Polaków.

Jednocześnie jednak wydarzenia na Ukrainie wywołują zrozumiałe w tej sytuacji, wzmożone myślenie o narodowym bezpieczeństwie i priorytetach polskiej polityki zagranicznej, wśród których stosunki polsko-ukraińskie zawsze winny zajmować miejsce uprzywilejowane.

Z uwagi na taką, a nie inną politykę Rosji i wsparcie Polski dla zaostrzenia stanowiska Unii Europejskiej wobec tego kraju, kolejnym ważnym dylematem pozostaje kwestia przyszłych relacji polsko-rosyjskich. Nikt, poza redaktorami rubryk newsowych w internetowych portalach, nie potraktował chyba poważnie kurtuazyjnych słów wypowiedzianych przez Władimira Putina pod adresem nowo akredytowanej ambasador RP w Moskwie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Niewspółmierna do sytuacji reakcja rosyjskiej warstwy przywódczej na niedawną wypowiedź ministra Grzegorza Schetyny wskazuje raczej na to, jak relacje Polski i jej największego sąsiada będą wyglądać w przyszłości.

W przyjętych przez rząd trzy lata temu „Priorytetach polskiej polityki zagranicznej 2012-2016” nikt oczywiście nie przewidział pogorszenia się sytuacji w Europie Wschodniej. Oto przykładowy cytat ze strony 18 przywoływanego dokumentu, dotyczący relacji z Ukrainą i Rosją: Szczególne znaczenie dla Polski ma rozwój stosunków z Ukrainą, naszym partnerem strategicznym. Konsekwentne wspieranie unijnych aspiracji społeczeństwa ukraińskiego i pogłębianie relacji NATO – Ukraina należy do priorytetów polskiej polityki zagranicznej. Realizacja tych dążeń prowadzi jednak poprzez dobrą współpracę bilateralną i konsekwentne wdrażanie reform wewnętrznych, a także przestrzeganie europejskich standardów demokratycznych przez Ukrainę. (…) Polsce zależy na utrzymaniu dobrych, pragmatycznych stosunków z Rosją na zasadach wzajemności. Dzięki pozytywnej dynamice w tych relacjach możliwa jest intensyfikacja dialogu politycznego i kontaktów gospodarczych. Rosja zabiega także o zbliżenie z Europą. Obecnie wynika to przede wszystkim z oficjalnego programu modernizacji tego kraju, mającego głównie wymiar naukowo-techniczny. Dlatego też Polska popiera wysiłki Rosji w celu spełnienia warunków związanych z członkostwem w OECD. Wsparcie Polski dla reform w Rosji powinno polegać też m.in. na zaakcentowaniu przez Warszawę swojej wizji unijnego Partnerstwa dla Modernizacji”.

O ile fragment dotyczący Ukrainy, za sprawą jego niezwykle ogólnej narracji, mógłby być użyty i teraz w rządowych dokumentach (choć musiałby być obudowany szerszą treścią), o tyle ten, który dotyczy Rosji, razi nas dzisiaj swoją anachronicznością. Sformułowania dotyczące Ukrainy i Białorusi nie mogą być jednak w roku 2015 identyczne jak przed trzema laty. W obydwu wypadkach potrzebujmy nowych pomysłów, które zastąpią ogólniki.

Po pierwsze, Ukraina

Stosunki polsko-ukraińskie wymagają nowego zdefiniowania nie tylko z uwagi na rewolucję sprzed roku, zmianę ekipy rządzącej Ukrainą czy wojnę. Zmieniło je przede wszystkim katastrofalne zachwianie poczucia bezpieczeństwa, a co za tym idzie – przejście polityki ze sfery rytuałów odprawianych w dobie stabilności do twardych decyzji podejmowanych w okresie zagrożenia. Dla Ukrainy pod wodzą Petra Poroszenki i Arsenija Jaceniuka najważniejszą wartością jest teraz ocalenie struktury tego państwa, jego integralności, a prawdopodobnie również niepodległości.

Polska i polscy politycy przyzwyczaili się do roli pośrednika pomiędzy Ukrainą a Zachodem. Sytuacja ta, choć w odwróceniu, przypominała nieco relację, która łączyła z Niemcami przed rokiem 2004 – relację ze starszym bratem, który jest naszym adwokatem i opiekunem. Taki sposób myślenia utrwaliły w nas działania Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego, a częściowo również pośrednictwo Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego pomiędzy Janukowyczem a UE. Po rewolucji pośrednictwo to wyraźnie na naszych oczach zanikało. Nie zostaliśmy zaproszeni do rozmów w „formacie normandzkim”, długo oczekiwaliśmy na wizyty  ukraińskich polityków wyższego szczebla.

Tyle że nie możemy tu mówić o upadku znaczenia Polski. Nasz kraj nadal odgrywa dużą rolę w kształtowaniu unijnej  i natowskiej polityki względem Ukrainy, jest też dla Ukrainy pożądanym partnerem gospodarczym i infrastrukturalnym. To nasi politycy konsultują przygotowywane na Ukrainie reformy – samorządową i gospodarczą.

Ukraina w 2014 r. z kraju zapomnianego w europejskiej strukturze geopolitycznej przesunęła się na czołowe miejsce i jest tak, nawet jeśli tego nie dostrzegamy, zauważając słabość wielu aspektów unijnej pomocy. Polska nie jest już jej potrzebna jako pośrednik, ale jako partner. A partnerów ocenia się po ich sile i znaczeniu. Udana reasumpcja naszych możliwości względem Ukrainy pozwoli nam na przeorientowanie stosunków z Ukrainą na całkowicie realne tory. A realizmu we wzajemnych relacjach potrzebujemy teraz bardziej niż symboli. Symbolika wychodzi nam wspólnie całkiem nieźle i z nią problemów nie będzie. Tak naprawdę potrzebujemy jednak normalnych międzypaństwowych stosunków Warszawy i Kijowa. I jesteśmy w tej sprawie chyba na dobrej drodze, o ile oczywiście nasze rządy nie popełnią jakichś kardynalnych błędów. A takim byłoby chociażby bagatelizowanie Kijowa i roli Polski nad Dnieprem. Wizyta Ewy Kopacz i jej rezultaty na razie każą być w tej materii optymistami.

Po drugie, Rosja

Stosunki Polski z Rosją muszą być właściwie napisane od nowa i trzeba sobie powiedzieć wprost: nie nastąpi to szybko. To, co zdarzyło się w ubiegłym roku, może zostać zrewidowane tylko w wypadku pojawienia się mocnego i szczerego dialogu pomiędzy obiema stronami. Na taki mieliśmy nadzieję w roku 2010, ale jak się okazało, nasz partner w dużym stopniu udawał, że chce się dogadać. Tym bardziej nie ma więc szansy na dialog obecnie. Oczywiście, mimo ograniczeń spowodowanych swoistą „zimną wojną”, nadal będą utrzymywane między naszymi krajami stosunki kulturalne i gospodarcze (z poprawką na kolejne sankcje, jakie mogą być nałożone na i przez Rosję).

Polska niestety jest w relacjach z Rosją skazana w dużej mierze na pozycję pasywnego obserwatora. Może reagować na chęć dialogu z drugiej strony, ale przy jednoczesnym, mocnym podkreślaniu, że będzie to możliwe po spełnieniu przez Rosję określonych warunków wynikających z imponderabiliów. Niestety, dziś wydaje się, że prawdziwe zbliżenie może umożliwić dopiero zmiana ekipy rządzącej w Rosji.

*dr Łukasz Jasina – historyk i publicysta, ekspert ds. wschodnich, szef działu wschodniego tygodnika internetowego „Kultura Liberalna”