Newsletter

Ukraina 2015: trudno o optymizm

Łukasz Jasina, 14.01.2015
Wsparcie Unii musi być większe, by nasz sąsiad uniknął kolejnych tragedii

Wsparcie Unii musi być większe, by nasz sąsiad uniknął kolejnych tragedii

CC-BY-SA-2.0. Autor: Guillaume Speurt

Miniony rok przyniósł zmianę geopolitycznych znaczeń związanych ze słowem „Ukraina”. Jeszcze jesienią 2013 roku było to wprawdzie państwo ważne, choć nie inspirujące zdarzeń o charakterze szerszym niż regionalny. Problemy władz w Kijowie i tamtejszego społeczeństwa zaprzątały głównie analityków europejskich oraz specjalistów w tej dziedzinie rozsianych po całym świecie. Jeszcze gorzej było z deklaracjami polityków. O Ukrainie wypowiadali się zazwyczaj przedstawiciele polskiej klasy politycznej, rzadziej niemieckiej. Sporo deklaracji padało w krajach zaangażowanych w program Partnerstwa Wschodniego – czyli w Szwecji, na Litwie, w Łotwie czy Estonii – lecz gdzie indziej panowała cisza. Znamiennym wyjątkiem były oczywiście Stany Zjednoczone, ale i tam była to sprawa dość marginalna.

Rewolucja na Majdanie i agresja rosyjska zmieniły tę sytuację całkowicie. Najpierw Ukraina stała się powodem, który miał doprowadzić do ogólnoświatowego konfliktu – do czego jednak na szczęście nie doszło, choć stosunki polityczne między Rosją i Zachodem są gorsze niż w którymkolwiek momencie po roku 1991.

Konflikt związany z Ukrainą nie przeobraził się w „wojnę gorącą”  (oczywiście, nie dotyczy to mieszkańców Donbasu, dla których jest to konflikt jak najbardziej krwawy), niemniej wydaje się być daleki od rozwiązania. Paradoksalnie jednak bliżej jest do jego rozwiązania w kategoriach ogólnoświatowych niż wewnątrzukraińskich. Zachód wciąż może dojść do porozumienia z Putinem, zwłaszcza jeśli militarna faza konfliktu w Donbasie nadal będzie zamrażana. Tyle że to  zamrożenie będzie wielkim ryzykiem dla ukraińskiej niepodległości.

W tym momencie warto się jednak skupić nad tym, jak będzie być może wyglądała ewolucja polityczna na Ukrainie w roku 2015. Poprzedni rok nauczył nas wprawdzie ostrożnego podchodzenia do tego typu przewidywań, ale kilka spraw przewidzieć można. Niestety, niewiele z nich napawa optymizmem.

Ukraina w NATO: czy to możliwe?

W ostatnich tygodniach minionego roku Rada Najwyższa zadecydowała o rezygnacji Ukrainy ze statusu państwa „pozablokowego”. Był to krok oczekiwany przez wielu zachodnich polityków i komentatorów. Ukraina ostatecznie dokonała w ten sposób wyboru proatlantyckiej opcji polityczno-militarnej. Ale wbrew optymizmowi niektórych, droga do akcesji Ukrainy do Paktu Północnoatlantyckiego jest jeszcze daleka.

Przede wszystkim zaproszenie Ukrainy do Paktu nie może nastąpić z uwagi na wewnętrzne natowskie procedury. Ostatni szczyt NATO odbył się jesienią w walijskim Newport, a następny odbędzie się dopiero w roku 2016 w Warszawie. A tylko podczas takiego spotkania można wystosować zaproszenie dla nowego państwa. Fakt, że w tym właśnie roku w Stanach Zjednoczonych będzie trwała kampania wyborcza, może Ukrainie sprzyjać lub nie. W każdym razie Barack Obama będzie już prezydentem schyłkowym, a to podejmowaniu decyzji w perspektywie strategicznej nie sprzyja – nawet jeżeli będzie on mógł liczyć na wsparcie w tej materii ze strony republikańskiej większości w Kongresie.

Ukraina nie jest wprawdzie formalnie w stanie wojny, ale konflikt w Donbasie będzie wykorzystywany przez przeciwników jej akcesji w łonie NATO – zwłaszcza jeżeli siły separatystów wznowią działania wojenne. Problemem jest też respektowanie przez samą Ukrainę natowskich standardów. Nominacja Stepana Poltoraka na ministra obrony w rządzie Arsenija Jaceniuka to niezamierzony, ale jednak, wyraz sprzeciwu wobec tych zasad, gdyż nowy minister jest zawodowym wojskowym. Czy generał w służbie czynnej na czele resortu obrony może być uznany za element wprowadzania cywilnej kontroli nad armią? Raczej nie.

Co ze stowarzyszeniem z Unią?

Demonstracje na Majdanie rozpoczęły się po rezygnacji rządu Mykoły Azarowa z popisania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE. Umowa została podpisana po rewolucji, dlatego fakt, że nowe władze Ukrainy faktycznie i formalnie zawiesiły jej wykonanie, jest prawdziwym paradoksem. Pomimo trwającego procesu ratyfikacyjnego, do końca 2015 roku stowarzyszenie Ukrainy i Unii będzie procesem martwym.

Choć jest to po części spowodowane przez wojnę, mimo wszystko krytycznie należy ocenić spowolnienie w przeprowadzaniu reform strukturalnych na Ukrainie. Nadal nie ruszyła z miejsca kwestia reformy samorządowej, a reformy gospodarcze też nie zaskakują tempem. Gdyby porównywać obecną sytuację na Ukrainie z sytuacją Polski sprzed ćwierćwiecza, to moment, w którym teraz znajdują się nasi sąsiedzi, odpowiadałby etapowi pomiędzy wdrożeniem planu Balcerowicza a reformą samorządów z wiosny 1990 roku.

Niepewna sytuacja wewnętrzna

W wywiadzie z ukraińskim historykiem Jarosławem Hrycakiem, który wspólnie z Tomaszem Piechalem przeprowadziłem ostatnio dla „Kultury Liberalnej”, nasz rozmówca sugeruje możliwość wystąpienia na Ukrainie zaburzeń wewnętrznych. Bez względu na to, jak je w tej chwili zdefiniujemy – czy będzie to, jak chce Hrycak, chaotyczny wybuch, czy też jakaś forma „trzeciego Majdanu” – taka sytuacja jest możliwa. Polityka gospodarcza rządu nie przynosi szybkiej poprawy sytuacji ekonomicznej, a każda forma rozwiązania problemu w Donbasie jest zła. Dalsze trwanie wojny przeszkadza w reformach, zaś perspektywa jej zakończenia każe zastanowić się nad losem weteranów, którzy mogą stanowić potencjalne źródło niepokojów społecznych.

Niezauważalny na Zachodzie personalny konflikt pomiędzy prezydentem Poroszenką a premierem Jaceniukiem został wprawdzie chwilowo wytłumiony, ale każdy kryzys w kraju może na powrót go ożywić.

O ile istnieje masa krytyczna związana z wybuchem społecznym, o tyle tym razem może zabraknąć takiemu wybuchowi liderów. Większość „przywódców Majdanu” znalazła się już w krajowej polityce; zasiadają chociażby w Radzie Najwyższej. A bunt bez przywódców jest nieprzewidywalny.

Jeśli do opisanych powyżej problemów dołożymy to, że strumień zagranicznych inwestycji jest na Ukrainie raczej wątły, a na wschodzie kraju panuje kryzys humanitarny – to w kwestii ukraińskiej trudno być optymistą.

Tym większe brzemię ciąży na nas, na Unii Europejskiej. Musimy pomagać Ukrainie nie tylko w kwestiach związanych z jej konfliktem z Rosją. Tylko większe niż dotychczas skupienie się na sytuacji wewnętrznej wschodniego sąsiada Unii uratować Ukrainę przed kolejnymi tragediami.

*dr Łukasz Jasina – historyk i publicysta, ekspert ds. wschodnich, szef działu wschodniego tygodnika internetowego „Kultura Liberalna”