Newsletter

Bezsilność sondażowni

Michał Zieliński, 14.01.2015
Które badania traktować z przymrużeniem oka?

W grudniu mieliśmy do czynienia z kuriozalną sytuacją, gdy dwa sondaże TNS Polska – zrealizowane niemal w tym samym okresie – wskazały dwóch różnych liderów, jak i dwie odmienne tendencje.

W badaniu zrealizowanym metodą wywiadów bezpośrednich (5-10 grudnia) prowadziła PO (34 proc.), zyskując w stosunku do poprzedniego miesiąca aż 8 punktów procentowych. W badaniu zrealizowanym metodą wywiadów telefonicznych (10-11 grudnia) liderem okazał się PiS (34 proc.), który zyskał względem listopada 6 punktów procentowych.

Do różnic między poszczególnymi ośrodkami demoskopijnymi wszyscy już zdążyli się przyzwyczaić. Po raz pierwszy jednak mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której wzajemnie sprzecznych wyników dostarczył jeden i ten sam ośrodek badawczy – TNS Polska.

Indagowana przez dziennikarkę „Gazety Wyborczej” prezeska TNS nie potrafiła przekonująco wyjaśnić tych różnic, co nie jest specjalnie zaskakujące: firmy zrzeszone w OFBOR nie potrafią od kilku lat opracować programu naprawczego czy choćby ujednolicić sposobu prezentowania wyników sondaży (z uwzględnieniem niezdecydowanych lub bez).

Co jednak najbardziej kuriozalne, szefowa TNS nie potrafiła również wskazać partii, która – jej zdaniem – cieszy się obecnie największym poparciem Polaków. Trzeba docenić szczerość pani prezes, nieczęsto bowiem w cywilizowanych krajach szefowie wiodących ośrodków sondażowych przyznają się do takiej bezsilności i poczucia bezsensu swojej pracy.

Czy jednak rzeczywiście na podstawie sondaży nie jesteśmy dziś w stanie wskazać partii, która wygrałaby wybory parlamentarne?

Pojedynczy sondaż faktycznie może być obarczony sporym błędem. Prostą metodą ominięcia tej pułapki jest uwzględnienie pomiarów z dłuższego okresu. Ponieważ ostatnim wielkim przełomem w pomiarach preferencji partyjnych okazał się wybór Tuska na szefa Rady Europejskiej, pod lupę weźmy wszystkie sondaże z ostatniego kwartału 2014 roku.

Dla każdego ośrodka badania opinii publicznej zsumowano wszystkie pomiary od września do grudnia i obliczono przeciętne poparcie dla PO i PiS. Uzyskano w ten sposób łączną próbę niemal 28,5 tys. Polaków (w standardowym sondażu – ok. 1 tys.). Taka perspektywa uwalnia nas od emocjonowania się każdym sondażem z osobna i pozwala na wyciągnięcie dużo trafniejszych wniosków o poparciu dla partii niż bazowanie na jednym tylko pomiarze.

0

Jak się okazuje, w analizowanym okresie według wszystkich ośrodków demoskopijnych liderem rankingu partyjnego była PO. Na 29 sondaży ogółem Platforma prowadziła w 20, a w 9 przewagę miał PiS.

Istnieje oczywiście możliwość, że wszystkie sondażownie mylą się jednocześnie i przeszacowują poparcie dla PO bądź zaniżają wyniki PiS. Choć w przeszłości mieliśmy do czynienia i z takim błędem (wybory prezydenckie w 2005 r.), wydaje się że obecnie sondażownie uporały się z tym problemem, czego dowodem były wybory parlamentarne w 2011 r. czy europejskie w 2014 r. W tym ostatnim głosowaniu okazało się, że to wynik PiS w niektórych sondażach przedwyborczych był zawyżony względem rezultatu wyborów.

Zwróćmy przy okazji uwagę, że najbardziej do siebie zbliżone są pomiary TNS Polska, Millward Brown oraz IBRiS. Nie przypadkiem zapewne to sondaże właśnie tych trzech ośrodków okazały się najbliższe rzeczywistym rezultatom eurowyborów. Od ustaleń „wielkiej trójki” najbardziej odstają wyniki CBOS i to w sposób wręcz rażący: przewaga PO nad PiS wyniosła w ostatnim kwartale 2014 roku aż 8 punktów procentowych w CBOS i zaledwie 1-2 punkty w wynikach pozostałych ośrodków demoskopijnych.

Za kilka miesięcy czekają nas wybory prezydenckie, a potem parlamentarne. Będziemy w tym okresie bombardowani dziesiątkami badań preferencji politycznych. Zalecam uważną lekturę raportów TNS Polska (dużo trafniejszy sondaż telefoniczny dla TVP niż wywiady bezpośrednie), Millward Brown i IBRiS. Pozostałe wyniki, w tym wszelakie „sondy uliczne” i „sondaże wewnętrzne” rzekomo wyciekające z partii, traktujmy z przymrużeniem oka.