Newsletter

Grecja pozostanie w strefie euro

Jan Gmurczyk, 19.01.2015
Powrót Grecji do drachmy nie byłby korzystny

Powrót Grecji do drachmy nie byłby korzystny

Zaprzysiężenie greckiego parlamentu, październik 2009 r. CC-BY-SA-2.0. Autor: ΠΑΣΟΚ

Temat wyjścia Grecji ze strefy euro – zdawałoby się, że ostatecznie zamknięty w 2012 roku – wypełzł z krypty i znów straszy. Wszystko za sprawą nieoczekiwanego rozpisania w Helladzie przedterminowych wyborów parlamentarnych. Postawiły one znak zapytania odnośnie tego, czy dotychczasowy kurs naprawy greckiej gospodarki, prowadzony pod międzynarodową kuratelą, będzie kontynuowany.

Po serii głębokich dostosowań, ostrej dawce reform oraz sześcioletniej recesji, w wyniku której kraj stracił ok. jedną czwartą PKB, zeszły rok przyniósł Grecji upragnione odbicie. Z prognoz Komisji Europejskiej wynika, że grecki wzrost gospodarczy wyniesie w 2014 roku 0,6 proc., po czym przyspieszy do 2,9 proc. w roku 2015 i 3,7 proc. w roku 2016. KE oczekuje również m.in. wzrostu zatrudnienia, ożywienia inwestycji oraz spadku poziomu długu publicznego w stosunku do PKB.

Sęk w tym, że kryzys pozostawił w tkance społecznej Grecji głęboką bliznę. „27-procentowego bezrobocia nie da się obniżyć do akceptowalnych poziomów w kilka lat. Może to potrwać dłużej niż dekadę, zwłaszcza że spora część bezrobocia ma długotrwały charakter” – mówił niedawno prof. George Pagoulatos w wywiadzie dla Instytutu Obywatelskiego.

Choć grecka gospodarka najgorsze zdaje się mieć już za sobą, a społeczeństwo jest wycieńczone kryzysem, wszelkie pomysły poluźnienia rygoru reform i oszczędności wywołują natychmiast dyscyplinujące pomruki ze strony Berlina.

Niemcy dają do zrozumienia, że zobowiązań trzeba dotrzymywać, a strefa euro stała się już na tyle stabilna, że w ostateczności można ją sobie wyobrazić i bez Greków. Za sprawą narosłej niepewności rentowność dziesięcioletnich greckich obligacji skarbowych, która przez znaczną część 2014 roku utrzymywała się w okolicach 6 proc., znów podskoczyła do ok. 10 proc.

Czy scenariusz powrotu Greków do drachmy jest jednak prawdopodobny? Raczej nie.

Grecja wie, że pomimo wyrzeczeń korzysta na euro. Porzucenie wspólnej waluty teraz, gdy tak wiele poświęceń zostało już poczynionych na rzecz jej utrzymania, i gdy przed krajem maluje się perspektywa ożywienia, byłoby po prostu bez sensu.

Mało tego, tzw. grexit wywróciłby grecką rzeczywistość do góry nogami. „Nowa drachma” byłaby najpewniej słabą walutą. Ucieczka kapitału, niewypłacalność państwa, ogólny chaos w gospodarce – to wszystko stałoby się realnym zagrożeniem.

Który rząd, choćbyśmy go nazwali najbardziej „populistycznym”, zamieniłby perspektywę ożywienia koniunktury na widmo ekonomicznej zapaści? Dodajmy na marginesie, że koszty polityczne reform zostały już w dużej mierze poniesione. Teraz na poprawie sytuacji będzie można stosunkowo łatwo zbijać punkty.

Powrót Grecji do drachmy byłby niekorzystny również z perspektywy strefy euro. Dość zauważyć, że ryzyko załamania greckiej gospodarki to ryzyko załamania greckich rynków eksportowych, jak również ryzyko dużych strat na greckich papierach wartościowych. Kraje Unii Europejskiej są ze sobą ściśle powiązane, zaś euroland przypomina sieć – im więcej członków, tym większa synergia korzyści dla wszystkich.

Zresztą nie bardzo wiadomo, jak operacja wyjścia Grecji ze strefy euro miałaby w ogóle wyglądać od strony technicznej i prawnej. Byłoby to praco- i czasochłonne. Dziś, w dobie niepewnej koniunktury, zarówno Ateny, jak i inne europejskie stolice mają z pewnością wiele pilniejszych zmartwień.

Oczywiście w ramach gry politycznej różni gracze na unijnej scenie mogą sięgać po rozmaite zapowiedzi czy sugestie, lecz koniec końców osią stosunków międzynarodowych, zwłaszcza w świecie zachodnim, pozostaje pragmatyka ekonomiczna.

Z punktu widzenia gospodarki powrót Grecji do drachmy nie byłby korzystny ani dla Greków, ani dla pozostałych mieszkańców eurolandu. Dlatego wyjścia Hellady ze strefy euro nie należy się spodziewać.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego