Newsletter

Korespondencja: Francja dzień po tragedii

Jacek Kubiak, 08.01.2015
Każdy Francuz czuje się tak, jakby strzały wymierzone były właśnie w niego

Zamach na redakcję „Charlie Hebdo” wywołał we Francji szok. Wszyscy zgodnie twierdzą, że celem ataku terrorystów były podstawy porządku republikańskiego, w którym wolność słowa ma pierwszoplanowe znaczenie. Dlatego każdy Francuz czuje się tak, jakby strzały wymierzone były właśnie w niego.

Źródło: Je suis Charlie/ Facebook

Zbrodnia popełniona na dziennikarzach i rysownikach z „Charlie Hebdo” wywołała bezprecedensową reakcję jedności ze strony całego społeczeństwa francuskiego. Na wezwanie organizacji dziennikarzy, związków zawodowych i partii politycznych jeszcze w środę wieczorem odbyły się manifestacje w centralnych punktach największych francuskich miast, na które stawiły się tłumy Francuzów.

Prezydent François Hollande wygłosił krótkie i bardzo spontaniczne orędzie telewizyjne. Jego głównym przesłaniem było stwierdzenie, że Francja nie zrezygnuje z wolności słowa. Prezydent wezwał również do jedności całego społeczeństwa francuskiego. Ale i bez tego wezwania Francuzi poczuli się w pełni zjednoczeni w obliczu grozy aktu terrorystycznego.

Występujący w programach telewizyjnych politycy (tak lewicowi jak i prawicowi) wypowiadali się w tym samym duchu. Szczególnego znaczenia nabrały oświadczenia poparcia dla redakcji bądź co bądź skrajnie lewicowego „Charlie Hebdo” ze strony prawicowych polityków, którzy do niedawna byli atakowani i ośmieszani przez to pismo. Również prezydent Holland, socjalista, też bywał do tej pory bardzo często obiektem drwin ze strony „Charlie Hebdo”. W obliczu tragedii wszystkie te zaszłości odeszły na bok. Ba, bycie obiektem drwin ze strony zaatakowanego przez terrorystów pisma stało się swego rodzaju nobilitacją.

Pięciu zastrzelonych w środę rysowników „Charlie Hebdo” było doskonale znanych ogółowi Francuzów z rysunków zamieszczanych nie tylko w tym piśmie. Z tego powodu ich tragiczna śmierć wywołała u bardzo wielu ludzi szok podobny do utraty bliskiej i znanej sobie osoby.

Swym aktem agresji terroryści uczynili z uszczypliwego i bezkompromisowego pisma satyrycznego, którego dowcipy często były jednak mało śmieszne i w złym guście, symbol walki o wolność słowa i o utrzymanie dotychczasowej formy zachodniej demokracji. Ofiary ataku w ciągu kilku godzin weszły w sposób zupełnie naturalny w poczet bohaterów  narodowych. Ich pamięć zostanie uczczona w czwartek 8 stycznia w południe minutą ciszy we wszystkich szkołach Francji. Bić będą dzwony katedry Notre Dame w Paryżu i zapewne wielu kościołów w innych miastach kraju.

Policja oficjalnie odmawia szczegółowych informacji na temat przebiegu śledztwa. Ale wszyscy trzej zamachowcy zostali zidentyfikowani. Mają to być 32- i 34-letni mieszkańcy podparyskiego Pantin francusko-algierskiego pochodzenia i 18-letni licealista z okolic Reims na wschodzie Francji. Obaj starsi zamachowcy znani byli policji i mieli wrócić tego lata z Syrii.

Zamach z 7 stycznia będzie miał długofalowy wpływ na życie nie tylko Francuzów. Dzisiejsza jedność w świecie polityki zapewne szybko zniknie, gdy każda opcja będzie forsować własne sposoby walki z terroryzmem. Największe obawy dotyczą Frontu Narodowego, który od dawna wykorzystuje do własnych celów politycznych strach przed islamem i bezpardonowo piętnuje muzułmanów. Ta strategia przynosi doskonałe efekty, więc łatwo sobie wyobrazić, że tym szerzej będzie stosowana po tak tragicznym w skutkach zamachu.