Newsletter

Korespondencja z Paryża: Francja w żałobie

Jacek Kubiak, 07.01.2015
Dzisiejszy zamach jest skierowany przeciw wolności

Stało się. Zamaskowani i uzbrojeni w kałasznikowy bandyci napadli na redakcję satyrycznego pisma „Charlie Hebdo”, zabijając co najmniej 12 osób i poważnie raniąc od 3 do 10 – według rozbieżnych na razie informacji medialnych.

Źródło: Flickr

W ostatnich dniach udaremniono we Francji kilka ataków terrorystycznych dżihadystów i związanych z nimi radykalnych grup. Francja jest zresztą wymarzonym polem działania dla islamskich terrorystów ze względu na ponad 5-milionową muzułmańską mniejszość religijną. Do owych 5 milionów należą oczywiście również niewierzący
i niepraktykujący Francuzi wywodzący się z muzułmańskich rodzin. Trzeba pamiętać, że w tak ogromnej i różnorodnej grupie społecznej łatwo znajdują się czarne owce.

Sprawcy dzisiejszego ataku uciekli i choć w momencie, gdy piszę te słowa, ciągle trwa na nich obława na paryskich ulicach, to szanse na ich pojmanie na gorącym uczynku są zapewne minimalne. Ponieważ „Charlie Hebdo” często drwił z islamskich fundamentalistów, Allaha i samych terrorystów, to właśnie w nich upatruje się sprawców rzezi z ul. Nicolas Appert w 11 dzielnicy Paryża.

Ale „CH” drwił równie często z ekstremalnej prawicy, fundamentalizmu religijnego niezwiązanego z islamem, sekt, kultury i szeroko rozumianej polityki. Ze wskazaniem winnych trzeba więc czekać na ustalenia policji. Choć według dziennika „Le Figaro” napastnicy mieli krzyczeć „Pomściliśmy Proroka”, co oczywiście wskazuje na terrorystów muzułmańskich.

„CH” jest bezkompromisowym satyrycznym pismem. Jego redaktor naczelny Stéphane Charbonnier zawsze twierdził, ze gazeta utożsamia się z całą lewicą francuską jak również z tymi, którzy w wyborach nie biorą udziału, lecz lewicy sprzyjają.

Francuskie media satyryczne (gazety, programy telewizyjne, radiowe, kabarety) nie zatrzymują się przed żadną świętością i żadnym autorytetem. Francuzi śmieją się
z wszystkiego, nie oszczędzając nikogo. Ani prezydenta republiki, ani rządu, ani instytucji państwowych i religijnych. To swoboda wypowiedzi wywalczona ponad 200 lat temu, w czasie Rewolucji Francuskiej, o której utrzymanie Francuzi walczą ciągle od owych 200 lat. Dzisiejszy zamach nie jest skierowany wyłącznie przeciwko bluźniercom religijnym (zabity dziś z zimną krwią Stéphane Charbonnier mówił, ze „bluźnierstwo nikogo nie zabija”), lecz przeciwko wolności. A z niej Francja nie zrezygnuje.