Newsletter

2015: Unia na rozdrożu

Bogdan Góralczyk, 01.01.2015
Najbliższe 12 miesięcy zdecyduje, w którym kierunku jako połączona Unia pójdziemy – ku jedności czy w rozsypkę

Najbliższe 12 miesięcy zdecyduje, w którym kierunku jako połączona Unia pójdziemy – ku jedności czy w rozsypkę

Źródło: European Parliament (Facebook.com)

Przyszłość Unii Europejskiej stoi pod znakiem zapytania. Wypowiedzi i odmiennych od siebie opinii na ten temat dużo, ale postulaty i propozycje – przyznajmy – są różnej wartości. Wydaje się, że u progu nowego roku należy raz jeszcze wyeksponować słowa papieża Franciszka, wygłoszone do europosłów w listopadzie w Parlamencie Europejskim: „Oprócz rozszerzonej Unii Europejskiej, jest również bardziej złożony i mocno zmieniający się świat. Jest on coraz bardziej wzajemnie powiązany i globalny, a więc mniej „eurocentryczny”. Obszerniejszej i posiadającej większy wpływ Unii zdaje się jednak towarzyszyć wizerunek Europy trochę podstarzałej i przytłumionej, skłonnej, by czuć się mniej uczestniczącą w świecie, który patrzy na nią z dystansem, nieufnością, a niekiedy z podejrzliwością”.

Papież zarzucał UE „egoistyczny styl życia”, przeniesienie centrum debaty na „kwestie techniczne i ekonomiczne, kosztem autentycznej orientacji antropologicznej”. A jeśli dobrze wczytać się w jego słowa, doszedł do słusznych wniosków, że w efekcie tej technokratycznej unifikacji płynącej z Brukseli i rosnących w sprzeciwie wobec niej partykularyzmów i narodowych egoizmów ginie jednostka ludzka z jej prawami, podobnie jak zanikają zdrowe instynkty zaradności, przedsiębiorczości, innowacyjności. Innymi słowy, nadmierny technokratyzm z jednej oraz przesyt konsumpcyjny z drugiej strony dławią unijne mechanizmy i struktury, nie dając szans na prawdziwą, tak pożądaną reformę.

Dlatego za kluczowe w wystąpieniu w Strasburgu należy uznać te oto słowa, że „w ostatnich latach rośnie nieufność obywateli do instytucji uznanych za odległe, trudniące się ustanawianiem przepisów postrzeganych jako dalekie od wrażliwości poszczególnych narodów, jeśli nie wręcz za szkodliwe. Z wielu stron odnosi się ogólne wrażenie zmęczenia, starzenia się Europy – babci, już bezpłodnej i nie tętniącej życiem. Z tego względu wydaje się, że wielkie ideały, które inspirowały Europę, straciły siłę przyciągania na rzecz biurokratycznych mechanizmów technicznych swoich instytucji”.

Nowe kierunki

Najbardziej nagłośnione w mediach zostało (na krótko) to porównanie UE do starej, bezpłodnej babci. Tymczasem przesłanie było głębokie i bardzo trafne: Unia pogubiła się, zapętliła w biurokratycznej kakofonii, straciła wiarę w siebie i azymuty, według których powinna kroczyć naprzód w tym świecie, gdzie inne centra, poza Europą, nabrały wigoru i są na fali. Mamy fenomen „wschodzących rynków”, z odbudowującymi szybko swe dawne pozycje i imperialną moc Chinami, Indiami czy Turcją. I mamy mowy, asertywny kurs Moskwy i Kremla, o nowych niepokojących zjawiskach notowanych na Bliskim Wschodzie już nie mówiąc (od Państwa Islamskiego po pogrążoną w chaosie Libię i niepewny przyszłości Egipt).

Teraz, gdy w Unii mamy nowe rozdanie, trzeba mocno bić na alarm, zagrzewać przywódców do walki i kreślenia nowych wizji, bez których jako scentralizowana struktura albo zwiędniemy, albo – jak chcą coraz głośniejsi wyznawcy idei państw narodowych – zamienimy się w stertę piasku, ku radości nowych mocarstw i ośrodków siły na innych kontynentach.  Trzeba mieć siłę i wolę, by podpisać kluczową umowę o handlu i inwestycjach z Amerykanami (TTIP), by przeciwstawić się imperialnym zapędom Putina, by sformułować wreszcie zasady wspólnej unijnej polityki na najważniejszych dziś kierunkach, które prowadzą ku Waszyngtonowi, Moskwie, Pekinowi, Tokio, a nawet New Delhi i Ankarze.

Przede wszystkim jednak nie wolno dać nam się podzielić i poszatkować, jak chcieliby Nigel Farage, Marine Le Pen, Timo Soini czy Alexis Tsipras. Tylko Unia zjednoczona może być globalnym graczem. Każde inne rozwiązanie jest receptą na katastrofę, co trzeba wtłaczać do głów szczególnie Brytyjczykom i Francuzom, mocno Unią rozczarowanym (co zresztą potwierdzają sondaże). Bo jeśli Brytyjczycy w zapowiadanym referendum z UE wyjdą, a Francuzi będą nadal przekonani, iż jedynym zwycięzcą integracji w jej obecnej formie są Niemcy, to o Unii w jej dzisiejszym wydaniu możemy zapomnieć.

Trzy zestawy kluczy

Wszystko wskazuje na to, iż klucze do przyszłości UE trzyma trójka graczy. Po pierwsze Niemcy, bez których dobrej woli nic się nie uda i które muszą zrozumieć, że idąc tym samym co dotąd kursem, będą spychały innych na peryferie, a to prosta recepta na klęskę projektu europejskiego.

Drugim jest nowy przewodniczący Rady Europejskiej, najważniejszego gremium międzyrządowego, Donald Tusk. Jak na prawdziwego miłośnika futbolu przystało, musi on obudzić wśród przywódców państw członkowskich ducha zespołowej gry, a zarazem świadomość, że gramy do tej samej bramki, a nie do kilku naraz.

Trzecim zaś graczem Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej, czyli najważniejszego gremium ponadnarodowego. On z kolei musi znaleźć sposób na to, jak i gdzie zdobyć pieniądze, by pchnąć Unię do przodu. Wolę już ma, pierwszy plan nakreślił. Tyle tylko, że z planowanych ponad 300 mld euro ma zaledwie 21 mld, a reszta, jak mówią krytycy, to pieniądz wirtualny. Jak go zamienić w realny? Oto jest pytanie.

Czas na pobudkę

Oczywiście – nie będzie łatwo. Jednak jedno jest pewne już dziś: papież Franciszek w Strasburgu miał rację. Bez prawdziwego przełomu się nie obejdzie. Albo zdobędziemy się na kolejny potężny reformatorski impuls, albo będziemy coraz bardziej grzęźli na utartych, już mocno błotnistych i wyboistych, szlakach. Ponieważ mamy w Unii nowe władze, niemal z pewnością możemy stwierdzić: to 2015 rok zadecyduje, w którym kierunku jako połączona Unia pójdziemy – ku jedności czy w rozsypkę.

Unia nie stanie po stronie wygranych, jeśli nie wyrwie się z zaklętego, dysfunkcjonalnego kręgu coraz bardziej asertywnych polityk narodowych, coraz bardziej technokratycznych polityk wspólnotowych oraz uciekających coraz szybciej Europie rynków globalnych. Albo się obudzimy, albo przegramy.

Tertium non datur…

*Bogdan Góralczyk – profesor w Centrum Europejskim UW. b. ambasador, stały komentator IO