Newsletter

Intencje i konsekwencje

Michał Dobrzański, 16.12.2014
Wszyscy chcemy szybko i wygodnie dotrzeć do celu

Debata o kształcie i jakości przestrzeni w polskich miastach w dużej mierze zdominowana jest przez spór o rolę samochodów. Kierowców coraz częściej spotyka krytyka, że powodują korki, zatruwają powietrze, zabierają cenną przestrzeń lub narażają życie i zdrowie innych.

Krytyka ta nie jest bezpodstawna. Diagnoza, że masowa motoryzacja wytwarza powyższe problemy, została postawiona już dość dawno.

Obecnie dąży się do tego, aby jak najwięcej mieszkańców miasta, tak często jak to możliwe, wybierało inne środki transportu. Osoby, dla których samochód stanowił dotychczas najbardziej oczywisty wybór, należy przekonać do zmiany przyzwyczajeń transportowych. Jest to nie lada wyzwanie, które wymaga stosowania szeregu środków, zarówno zachęcających do innych form transportu, jak też zniechęcających do używania auta.

Jednak nie mniej istotnym, a jakby zaniedbanym elementem tej układanki, jest tłumaczenie osobom przywiązanym do samochodu, dlaczego ich pojazd nie jest już tak mile widzianym gościem w mieście. Im więcej ludzi rozumieć będzie przesłanki dla ograniczania ruchu samochodowego, tym łatwiej będzie wdrożyć potrzebne zmiany.

Nie wolno przy tym zapominać, że jeszcze do niedawna poruszanie się samochodem było w Polsce postrzegane jako coś oczywistego i obojętnego. Jako coś, co nie podlega żadnemu negatywnemu wartościowaniu.

Jeśli ktoś nie interesuje się na co dzień problematyką mobilności w mieście – dotyczy to znakomitej większości jego mieszkańców! – może zwyczajnie nie znać argumentów przeciw samochodom. I nie dostrzegać, że konsekwencją częstego poruszania się samochodem są problemy, które eksperci określają tak egzotycznymi terminami, jak nadmierna kongestia, ponadnormatywne stężenie pyłów zawieszonych w powietrzu lub niski poziom bezpieczeństwa niechronionych uczestników ruchu.

Dyskusje o transporcie potrafią być bardzo zajadłe, gdyż dotyczą codziennych wyborów każdego z nas. Dlatego w ferworze debaty łatwo przyjąć błędne założenie, że użytkownicy samochodów też dysponują fachową wiedzą i świadomie godzą się na wszelkie negatywne konsekwencje swojego wyboru.

Rzeczywistość jest zgoła odmienna. Człowiek, który korzysta z samochodu, robi tak, ponieważ jest do tego przyzwyczajony. Jest to dla niego najwygodniejsze lub nigdy wcześniej nie sprawdził rozwiązania alternatywnego. Ale nie wybiera samochodu z intencją szkodzenia innym.

Można tu podać kilka przykładów. Choć wielu kierowców przynajmniej czasami parkuje nieprzepisowo, nie znaczy to, że uważają swoje postępowanie za słuszne. Większość jako przyczynę zapewne wskaże doraźną konieczność, a nie chęć utrudnienia życia pieszym.

Trzeba też dodać, że państwo mocą swych urzędów i instytucji utwierdza ich w przekonaniu, że to, co robią, nie jest złe. Chociażby przez prawo, które zezwala na postój na chodnikach, lub przez działanie służb miejskich, które masowo tolerują nieprawidłowe parkowanie. Wzmacnia to przekonanie także fakt, że prawie wszyscy dookoła postępują podobnie.

Analogicznie wygląda sytuacja z przekraczaniem dozwolonej prędkości. Choć jest to niebezpieczne, nie jest wcale oczywiste, że kierowcy, łamiąc ograniczenie prędkości, są w pełni świadomi potencjalnych konsekwencji swego czynu. I że umyślnie narażają innych uczestników ruchu na wypadek. Zza kierownicy prędkość odczuwa się inaczej, a 10 km/h więcej  jest prawie niezauważalne.

Dlatego stawianie sprawy w stylu „skoro jeździsz do pracy samochodem, to jesteś moralnie zły, gdyż chcesz, aby było więcej wypadków/ były większe korki/ powietrze było bardziej zatrute itd.” jest przeciwskuteczne. Jeśli chce się kogoś przekonać do zmiany dotychczasowego stanowiska, nie można od razu ustawiać go na pozycji wymagającej obrony. To zamyka pole do dyskusji.

Dużo lepiej jest uświadamiać kierowcom, jakie są konsekwencje takich a nie innych wyborów. I pokazywać, że niekoniecznie odpowiadają one ich własnym intencjom. Wbrew pozorom trudno zakładać, że użytkownicy samochodów świadomie pragną konsekwencji nadmiernej motoryzacji.

Wszyscy – kierowcy, rowerzyści, pasażerowie komunikacji, piesi – mają podobne potrzeby. Chcą możliwie szybko, bezstresowo i wygodnie dotrzeć do celu. Dziś samochód w mieście, szczególnie w godzinach szczytu, często nie zaspokaja ani pierwszej, ani drugiej z nich. W korkach nikt stać nie lubi. Przyjemność uwolnienia się od nich – dzięki podróży autobusem po buspasie lub rowerem – łatwo jest odczuć.

Jeśli chcemy placów bez parkingów i ulic bez wypadków trzeba skutecznie przekonywać nieprzekonanych, aby spróbowali innych rozwiązań niż samochód, przynajmniej w pewnych sytuacjach. Nie osiągnie się tego, niesłusznie przypisując kierowcom złe intencje.