Newsletter

Romantycy, których skłóciła historia

Martin Pollack, 29.12.2014
Polacy zawsze walczyli – nawet gdy walka była skazana na porażkę

Polacy zawsze walczyli – nawet gdy walka była skazana na porażkę – z Martinem Pollackiem rozmawia Weronika Przecherska

Autor: Szater

Weronika Przecherska: Powiedział pan kiedyś, tak z przymrużeniem oka, że jest pan przede wszystkim ogrodnikiem, nie zaś pisarzem i tłumaczem. Jak mają rozumieć to stwierdzenie pańscy czytelnicy?

Martin Pollack: Człowiek pełni różne funkcje, które niezwykle trudno rozgraniczyć. Będąc na wsi, gdzie mieszkam, rzeczywiście jestem ogrodnikiem. Gdy spędzam czas wśród książek, jestem pisarzem. Przygotowując przekłady polskich tekstów, jestem tłumaczem.

W Polsce uchodzi pan za polonofila i znawcę Polaków. Choć pana nazwisko nieodłącznie kojarzy się z Polską, zainteresował się pan naszym krajem przez przypadek.

Rzeczywiście, moje nazwisko brzmi bardzo polsko (śmiech). Jednak to zupełny przypadek i nie dlatego związałem swoje życie z waszym krajem. Zanim rozpocząłem studia na Uniwersytecie Wiedeńskim, niewiele wiedziałem o Polsce i polskiej literaturze. I nie byłem pod tym względem w Austrii wyjątkiem. Miłością do Polski zaraziła mnie przesympatyczna nauczycielka języka polskiego na Uniwersytecie Wiedeńskim. Później wszystko potoczyło się dość szybko. Po raz pierwszy przyleciałem do Warszawy w 1965 roku.

Jakie były pierwsze wrażenia?

Byłem przede wszystkim niesłychanie zaskoczony. Warszawa może nie była piękna, ale ogromnie mnie ciekawiła. Ta ciekawość nie ograniczała się oczywiście tylko do stolicy. Fascynowały mnie także mniej znane zakątki kraju. Urzekali i inspirowali ludzie. Jadąc tu, planowałem zostać tylko rok. Jednak właściwie od razu zdecydowałem się przedłużyć stypendium o kolejne dwanaście miesięcy. Było to stosunkowo proste, ponieważ w tamtym czasie niewiele osób decydowało się na pobyt w Polsce. Polska była dla Austriaków krajem zbyt odległym, za mało znanym i niezbyt atrakcyjnym. Muszę przyznać, że do dziś trudno mi to zrozumieć. Wówczas również bardzo mnie to dziwiło.

Pan, wręcz przeciwnie, chciał poznać Polskę dosłownie centymetr po centymetrze.

Lepiej bym tego nie ujął. Z ciekawości objechałem autostopem cały kraj. Nic dziwnego, że Polska tamtych czasów to dla mnie kolaż różnych wspomnień, mentalności i dialektów. Przez te wszystkie lata miała dla mnie różne oblicza: komunizm, mała stabilizacja, czasy Gomułki. Do dziś to właśnie ta różnorodność najbardziej mnie fascynuje. Na wspomnienia nakłada się także oblicze literackie waszego kraju. To przecież z książek znam na przykład Polskę przedwojenną. Jednak gdy dziś – z sentymentem – wspominam tamte studenckie czasy, myślę o ludziach, których poznałem. Moje spojrzenie na wasz kraj ukształtowały przede wszystkim spotkania i wielogodzinne rozmowy.

(…)

Nie mogę nie zapytać, co pana tak urzekło.

Choćby tak starodawny zwyczaj, jak całowanie kobiet w rękę. Kiedy przyjechałem do Polski, taka forma powitania była bardzo popularna. W ten sposób witało się w Austrii jeszcze pokolenie moich rodziców. Być może dlatego tak chwytało mnie to za serce. Przede wszystkim zainspirowała mnie jednak polska i wschodnioeuropejska literatura. Do dziś próbuję w niej znaleźć odpowiedź na pytanie, jak konflikty ukształtowały ten region Europy.

Czy pana zdaniem to właśnie konflikty są kluczem do wytłumaczenia historii, opisania mentalności i wreszcie – porozumienia?

Pochodzę z rodziny nazistowskiej, nie zostałem więc wychowany w duchu pojednania. Wręcz przeciwnie, zawsze mi tłumaczono, że Słowianie, Polacy, to wrogowie. Trzeba z nimi walczyć. Trzeba ich pokonać. Szybko jednak przekonałem się, jak wielką bzdurą są te nawoływania. Zrozumiałem, jak bardzo nie pozwalają nam wyjść z zaklętego kręgu wojny i nienawiści. Miałem tę świadomość, jeszcze zanim przyjechałem do Polski. Jednocześnie byłem pewien, że trzeba zgłębiać istotę konfliktów. Dowiadywać się jak najwięcej o ich źródłach, próbować zrozumieć istotę, wyciągać wnioski z ich przebiegu, a nie udawać, że się nie wydarzyły. Tym sposobem nigdy nic nie zyskamy.

Przede wszystkim jednak trzeba otwarcie mówić o zbrodniach popełnionych przez naszych ojców. Wypytywać, co podzieliło nas w przeszłości. Sprawdzać, czy zostały jakieś rany i cierpienie. Ten proces, choć niezwykle bolesny, jest potrzebny dla higieny psychicznej. Dopiero wtedy można rozpocząć dyskusję z drugim człowiekiem, sąsiadem.

Od wielu lat jest pan postronnym obserwatorem polskiej rzeczywistości: naszych zwycięstw, traum, spełnionych marzeń czy upadków. Czy myśli pan, że kraj który obserwował pan w czasie studiów, przed przemianami, to kraj, którego już w nas nie ma?

Niestety, z powodów politycznych nie wszystkie te przemiany było mi dane obserwować. Polska transformacja była błyskawiczna i choćby dlatego musiała pozostawić ślad w sposobie postrzegania rzeczywistości. By mentalność dogoniła zmiany, potrzeba co najmniej półwiecza, nie zaś dziesięciu czy dwudziestu lat. Pomimo tego tempa Polacy doskonale sobie radzą z wyzwaniami nowej rzeczywistości. Te wysiłki dostrzega się również za granicą. Co ciekawe, dzięki mojej pracy wyrobiłem sobie opinię ambasadora Polski. Dzięki temu zawsze dowiaduję się pierwszy, co mówi się o Polsce i Polakach. Te rozmowy są dla mnie papierkiem lakmusowym społecznych nastrojów. I od bardzo dawna są to opinie w większości pozytywne. Dawne westchnienie: „Ach, ci twoi Polacy”, zostało zastąpione przez przekonanie, że „Polak potrafi”.

W jaki sposób, jako ambasador Polski, pisarz oraz tłumacz, objaśnia pan naszą kulturę, mentalność, sposób bycia?

Nie czuję się wielkim autorytetem, dlatego nie staram się przekazywać żadnych uniwersalnych prawd. Zależy mi na tym, by oddać wydarzenia, nastroje. Precyzyjnie nakreślić sylwetki moich bohaterów oraz opisać ich charaktery i motywacje.

Nie znoszę nostalgicznej i kiczowatej literatury. Wolę raczej ciemne kolory, dlatego nie zawsze pokazuję moich bohaterów w różowym świetle. Jako tłumacz mam jednak przede wszystkim świadomość, że pewnych kwestii nie da się w pełni odzwierciedlić i wyjaśnić. Można tylko pokusić się o próbę ich opisania i zrozumienia…

Czy znalazł pan klucz do rozgryzienia polskiej mentalności?

Na pytanie o klucz do zrozumienia Polaków zawsze odpowiadam: historia. To ona jednocześnie was łączy i dzieli. To ona jest podwaliną waszej mentalności. Żeby odkryć Polskę, trzeba wiedzieć, co przeżywali i przeżywają Polacy. W Austrii ta świadomość nadal jest zbyt mała. Chociaż warto zaznaczyć, że wiemy i rozumiemy coraz więcej. Nieocenionym źródłem wiedzy o Polsce i spojrzenia Polaków na rzeczywistość jest młoda polska literatura. Niezmiernie bogaty jest też polski reportaż, perfekcyjnie łączący dziennikarstwo i literaturę. To skarbnica wiedzy o Polsce oraz lektura obowiązkowa dla każdego zainteresowanego waszym krajem. Niesłychane, jak bardzo Polacy pielęgnują sztukę reportażu, choć nie zawsze jest to opłacalne. Oczywiście wiele polskich tekstów czeka jeszcze na przetłumaczenie. Zawsze można narzekać, że nie wszystko zostało zrobione. Jednak polska twórczość jest dziś w zupełnie innym miejscu, niż była jeszcze kilka lat temu. A to przecież ona kształtuje obraz Polski i Polaków. Co więcej, buduje pomosty pomiędzy wschodem a zachodem Europy.

(…)

Dziś na stałe mieszka pan jednak w Austrii. Jakie emocje towarzyszą pańskim wizytom w naszym kraju?

Nie ma już tej Polski, którą poznałem w latach sześćdziesiątych. Zresztą Austria też nie jest już tym krajem, który pamiętam z czasów młodości. Przede wszystkim cieszy mnie jednak, że Polska jest dziś takim normalnym, europejskim państwem. Oczywiście boryka się z różnymi problemami, jak skutki kryzysu, dysproporcje w dochodach czy konflikty polityczne. Nie są one jednak tylko polską specyfiką. Przed takimi samymi wyzwaniami stoją Francja, Szwecja czy właśnie Austria. Pod tym względem sytuacja w Warszawie nie różni się od tej w innych europejskich stolicach.

Jednak z powodu problemów wywołanych kryzysem europejskie kraje coraz bardziej oddalają się od siebie i krytycznie patrzą na europejski projekt. W Polsce nadal przeważa euroentuzjazm. Dlaczego tak jest?

W Polsce wciąż bardzo żywe jest myślenie romantyczne. Dla was – Polaków – Europa to wielki projekt historyczny, dla którego warto wiele poświęcić. Bardzo różnicie się pod tym względem od Niemców czy Austriaków. Oni traktują Europę przede wszystkim jako inicjatywę ekonomiczną. Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że w ogóle nie myślicie o korzyściach materialnych z bycia we wspólnocie, jednak nie jest to motywacja dominująca.
Również dlatego Polska powinna pełnić rolę pośrednika pomiędzy Wschodem a Zachodem. Zresztą doskonale zdajecie sobie z tego sprawę. Wiecie, że silna Polska potrzebuje silnej Ukrainy i niezależnej Białorusi. Wielokrotnie udowodniliście, że potraficie wyciągnąć pomocną rękę do słabszych. To jedna z najważniejszych lekcji, jaką odebrałem od Polaków.

Nierzadko jesteśmy dla innych wzorem, sami jednak często nie doceniamy swoich bohaterów. Wiecznie spieramy się o przeszłość, rzadziej spoglądamy w przyszłość. Nie potrafimy być z siebie dumni?

Polacy zawsze walczyli – nawet gdy walka była skazana na porażkę. Bohaterstwo zaś nierzadko wiązało się z klęską. Tym samy walka stawała się osią sporu między romantykami a pozytywistami. Takie przykłady w waszej historii można mnożyć. Ten konflikt jest zresztą wiecznie żywy. Stąd stałe spory o bohaterów. Fakt, rzadko cieszycie się z sukcesów innych i raczej krytycznie oceniacie tych, którym się udało. Nie mówicie o osiągnięciach bliźnich w kategorii zasług, lecz przypadku. Jednak moim zdaniem nie jest to typowo polska przypadłość. Raczej ludzki odruch.

Dziś, gdy Polska znajduje się w jednym z przełomowych momentów swojej historii, ta potrzeba konsensusu jest szczególnie silna. Czy Polacy mogą patrzeć w przyszłość z optymizmem?

Moje spojrzenie na Polskę jest absolutnie subiektywne. To suma obserwacji moich i moich znajomych. Wielu z nich było całkowicie zaskoczonych, jak dobrze wasz kraj poradził sobie w kryzysie. Z problemami uporaliście się dużo lepiej niż na przykład Czesi czy Słoweńcy. A przecież to te nacje zawsze chełpiły się umiejętnościami gospodarczymi.

Oczywiście Polska boryka się z różnymi kłopotami, to naturalna kolej rzeczy. Austriacy mają jednak olbrzymi szacunek do waszego kraju.

Można śmiało powiedzieć, że historia Polski to dziś taka europejska success story. Wierzę, że wasz kraj będzie kontynuować obrany przez siebie kurs. Nie ulegnie urokowi nacjonalizmów i populizmu. Ponieważ nie tylko Europa jest potrzebna Polsce – również Europie niezwykle potrzebna jest silna i inspirująca Polska.

Wywiad w pełnej wersji ukazał się w 5 wydaniu kwartalnika Instytutu Obywatelskiego „Instytut Idei” – cały magazyn do pobrania tutaj.

*Martin Pollack – publicysta, tłumacz, eseista. Były korespondent tygodnika „Der Spiegel”. Przełożył na niemiecki książki Ryszarda Kapuścińskiego. Laureat Lipskiej Nagrody Książkowej na rzecz Porozumienia Europejskiego 2011. W 2012 roku otrzymał tytuł Ambasadora Nowej Europy. Autor między innymi książek: Po Galicji. O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach. Imaginacyjna podróż po Galicji Wschodniej i Bukowinie, czyli wyprawa w świat, którego nie ma (wyd. 1, 2000; wyd. 2, 2007), Ojcobójca. Sprawa Filipa Halsmanna (2005), Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu (2006).