Newsletter

Polityk nie musi być teologiem

Michał Jabłoński, 17.12.2014
Od polityków i wyborców nie wymagam znajomości dogmatyki, tylko przyzwoitości

Od polityków i wyborców nie wymagam znajomości dogmatyki, tylko przyzwoitości – z ks. Michałem Jabłońskim rozmawia Tomasz Mincer

Tomasz Mincer: Czy Boże Narodzenie to święto marketingu i zakupów? Takie można odnieść wrażenie.

Ks. Michał Jabłoński: Kiedyś święta były inne. Czy jednak aż tak się różniły od dzisiejszych? Jednym święta kojarzą się z zakupami, „pogaństwem”. I tak właśnie będą je przeżywać. Innej części społeczeństwa – ze wspomnieniem faktu, który miał miejsce w Betlejem. I dla tych drugich część duchowa pozostanie najważniejsza.

Warto zwrócić uwagę, że ludzi, którzy święta postrzegają w ich wymiarze duchowym, chrześcijańskim, jest coraz mniej. Bo i chrześcijan jest coraz mniej. Ale nie jeśli chodzi o ilość, tylko o jakość. I do tego musimy się przyzwyczaić.

Czym jeszcze mogą być święta?

Dla sporej grupy osób to po prostu czas spotkań z najbliższymi. I ta płaszczyzna świąt jest coraz częściej wspólna dla chrześcijan, niewierzących i dla tych, którzy pędzą w sklepach. Myślę, że właśnie na ten aspekt spotkania – nie tylko we wspólnocie kościelnej, ale z najbliższymi – trzeba kłaść nacisk. Okazuje się, że dla wielu nie jest ważne, iż Chrystus się narodził, czy też że prezentów jest trzydzieści albo pięć pod choinką. Liczy się za to spotkanie, a pod jaką egidą i hasłem się ono odbędzie – to już nie jest istotne.

A jeśli spotkanie, to przy wigilijnym stole. Stół nie jest barykadą. Jest miejscem, gdzie – według starej teologii żydowskiej – następuje pojednanie. Trzeba przy nim usiąść, spojrzeć sobie w oczy i porozmawiać. A na to mamy coraz mniej czasu.

Potrzebujemy żywej rozmowy, a nie pseudodyskusji na portalach społecznościowych.

Na szczęście święta nie zależą od ilości „lajków”.

Czy na koniec roku kalendarzowego pastor dokonuje jakichś podsumowań?

Po niemal dwudziestu latach pracy podstawowym aspektem mojego „bilansu” jest to, że jeszcze mi się chce. Chociaż inaczej działam, mówię, pracuję. Inaczej istnieję w swoim macierzystym środowisku niż kiedyś. Zmienia się psychika, wiara – bo wiara jest procesem – i moje ciało. Ale też zawsze w okolicach świąt zastanawiam się nad tym, co się w minionym roku nie zmieniło.

Co na przykład?

Kilka rzeczy. Nie zmieniła się ta „stała zaufania” do Boga. Czy to można nazwać wiarą? Nie wiem. Dalej, nie zmieniło się zaskoczenie, że czegokolwiek bym nie chciał zrobić, cokolwiek bym osiągnął, to i tak nie osiągnąłbym tego bez Boga. Jeszcze u mnie ta myśl nie zginęła, że to wszystko, co mi wychodzi, nie stanowi mojej zasługi.

Niekiedy pod koniec roku sięgam też po moją ordynacyjną przysięgę i – jeśli starcza czasu – po kazanie, które wówczas wygłosiłem. I pytam siebie, jak to wszystko, co mówiłem, wygląda dziś?

Taka mała weryfikacja?

Otóż to. Często te dwie rzeczy – przysięga i kazanie – są zwierciadłem, w którym pastor może się przejrzeć. Cóż, są rysy i pęknięcia. Jednak ogólny zarys się zachował.

Dla kogo dziś jest Kościół? Dla tych „prawdziwie” wierzących?

Jasne, że nie tylko. Zawsze mówię, że głos Boga słychać z ambony nie tylko w konkretnym kościele. Słychać go w najrozmaitszych kościołach. I – uwaga – słychać go w manifestacjach ulicznych. Albo, co może być dziwne i zaskakujące, również na mównicach sejmowych i senatorskich. Chodzi o to, że ten głos nie jest zarezerwowany tylko dla nas, chrześcijan, w tym dla ewangelików reformowanych.

Z mównicy sejmowej? Niektórzy powiedzą, że polityka jest domeną Złego…

Ależ skąd! Jezus na pewno nie był Złym, a również działał politycznie. I to bardzo. I jak na polityka – rozważnie. Polityka nie jest wynikiem, działaniem Złego.

Co znaczy być dobrym politykiem?

Dobry polityk wie, że jest niedoskonały. Każdy zna polityków, którzy są przekonani o swojej doskonałości czy nieomylności własnej linii postępowania. To wszystko gdzieś tam potem zbacza…

Richard Niebuhr, wybitny etyk i teolog, powiedział kiedyś, że wszystkie konstytucje są dziełem ludzi, którzy byli świadomi swego grzechu. Każda konstytucja jest tworzona nie na miarę człowieka doskonałego, jakiegoś herosa, tylko na miarę człowieka grzesznego.

A jednak od polityków, ustawodawców domagamy się czegoś więcej niż od zwykłych śmiertelników. I surowo ich oceniamy.

Jest to pewna schizofrenia, bo od księży często aż tyle nie wymagamy. Nasze społeczeństwo wiele daje politykom, ale i wiele od nich oczekuje – od ludzi słabych i chwiejnych. Natomiast duchownym, po których powinniśmy się spodziewać więcej – wszak są sługami Słowa Bożego – się często odpuszcza.

Ciężko jest być politykiem mimo pewnych profitów.

Politycy nie tylko cieszą się różnymi przywilejami. Przede wszystkim otrzymali olbrzymi kredyt zaufania. A z tego kredytu naprawdę trzeba się dokładnie rozliczyć…

I choć głosujący często sądzą, że wybory nic nie zmienią, to wciąż w zaufaniu udzielają poparcia konkretnemu politykowi. Mają skrytą nadzieję, że gdzieś w końcu coś się jednak przełamie. I tę zawiedzioną nadzieję i zaufanie bardzo trudno jest później odzyskać. To staje się przyczyną wielkiego bólu, który nieraz zmienia się w nienawiść. Wrogość w stosunku do tego, który mego zaufania nadszarpnął.

Co to dziś znaczy: ideały chrześcijańskie w polityce? Czy można mówić o partiach chrześcijańskich?

Przede wszystkim trudno mówić o ideałach chrześcijańskich w kraju, w którym 90 procent ludzi nie wie, co to jest chrześcijaństwo…

Mocna teza!

Nie czas i miejsce na political correctness. Wydaje mi się, że całą chrześcijańską etykę i kulturę w polityce można zawęzić tylko i aż do jednego słowa: przyzwoitości. Jeżeli chciałbym od polityka wymagać jakiegoś nastawienia, przekonań, stwierdzeń chrześcijańskich, opartych na dogmatyce, etyce chrześcijańskiej, to bym się srodze zawiódł. Bo i zwykli ludzie, i politycy nie znają podstawowych zasad dogmatyki, etyki chrześcijańskiej. Natomiast znają słowo „przyzwoitość”.

I nie wymagam od tych, którzy głosują, i którzy są wybierani znajomości dogmatyki, teologii itd. Nie wymagam, by każdy był Abrahamem Kuyperem, teologiem i holenderskim mężem stanu. Chciałbym natomiast, aby polityk i wyborca, idąc przez życie, kierował się przyzwoitością. W czynach i słowach.

Jak zdefiniować przyzwoitość?

Przyzwoitość to autentyczność, symfonia słowa i czynu. I zasada, byś to, co sam chcesz, aby tobie czynili, czynił innym. I odwrotnie: nie czyń tego, czego sam byś nie chciał doświadczyć. Jeżeli wszyscy, politycy i wyborcy, tym byśmy się kierowali, nie trzeba by na kazalnicy mówić o Królestwie Bożym.

*ks. Michał Jabłoński – absolwent Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie i New College Uniwersytetu Edynburskiego. Proboszcz parafii ewangelicko-reformowanej w Warszawie, zastępca radcy duchownego konsystorza Kościoła ewangelicko-reformowanego w RP