Newsletter

Początek zmiany

Przemysław Filar, 05.12.2014
Te wybory były inne od wszystkich poprzednich. Rodzi się nowa polityka

Te wybory były inne od wszystkich poprzednich. Rodzi się nowa polityka

Ostatnia kampania samorządowa przyniosła mnóstwo niespodzianek, które można podzielić na dwie kategorie: wyniki wyborów oraz przebieg samej kampanii. Choć jedno z drugim się wiąże, to nie zawsze bezpośrednio, czego efektem sporo niespodzianek. Wyraźnie widać, że wyborcy postanowili tym razem zachować się nieszablonowo. To zaś powoduje, że wielu polityków i komentatorów wprost przyznaje, że nie wiedzą, z czego wynika radykalna zmiana w wielu miastach. Do tej pory byli przyzwyczajeni, że pewne proste sztuczki socjotechniczne pozwalają łatwo zdobywać głosy.


Prawy do lewego 


Dla polityków starszego pokolenia niezrozumiałe jest, że miasta tradycyjnie kojarzone z jedną stroną sceny politycznej nagle wykonały zwrot. Czasem większy, jak pozyskany przez Platformę Radom czy Elbląg, czasem mniejszy, jak Wrocław, gdzie PiS nagle zagroził koalicji Rafała Dutkiewicza z PO, a w drugiej turze aż 15% wyborców PO poparło kandydatkę drugiej strony. Osobną kategorię stanowią miasta kojarzone z wpływami Kościoła, które przeszły pod władanie lewicy lub gdzie lewica utrwaliła swoją władzę, jak to się stało w przypadku Częstochowy. Ale największe zaskoczenie spowodował wynik Roberta Biedronia w Słupsku. Ten „spadochroniarz” uzyskał doskonały wynik, wbrew pewności siebie zasiedziałych lokalnych elit.


Idzie młodość

Drugim charakterystycznym czynnikiem jest odmładzanie lokalnej polityki. W wielu miastach, np. w Starachowicach, wybory wygrali ludzie nawet przed trzydziestką. Co ciekawe, wielu z nich jest związanych ze środowiskami konserwatywnym, choć większość oczywiście z nowymi organizacjami. Niestety, w tej grupie zabrakło polityków Platformy Obywatelskiej.

Media


Wielu kandydatów tym razem postawiło na nowe media, nawet mocno zaniedbując te tradycyjne, jak telewizja. Warto zauważyć, jak często chwalą się oni teraz niskimi kosztami swojej kampanii, nierzadko kilkukrotnie niższymi od wydatków przeciwników. Jednak wyraźnie widać, że nie chodziło tylko o nowe media, ale także o ich lokalność. Obecność w telewizji ogólnopolskiej często w ogóle nie pomagała, nie mówiąc już o plakatach na ulicach, które spotkały się z olbrzymią krytyką, gdyż od dłuższego czasu trwa walka z zaśmiecaniem przestrzeni publicznej. Kluczowe jest bezpośrednie dotarcie do wyborcy, ale bez narzucania się.


Uścisk tysięcy dłoni 


Wyraźnie lepsze wyniki osiągnęli ci kandydaci, którzy spotykali się z wyborcami bezpośrednio. Szczególnie widać to we Wrocławiu, gdzie zagrożony porażką w drugiej turze Dutkiewicz odzyskał pole m.in. dzięki spotkaniom z pasażerami na przystankach i odwiedzaniu osiedli, czyli kopiowaniu strategii swojej rywalki. Podobnie przychylność mieszkańców Słupska zdobył Robert Biedroń. Zaskoczeni dziennikarze słyszeli od jego wyborców, że przekonał ich w bezpośrednich rozmowach na ulicach. Warto dodać, że nie bał się wyjść nawet do kibiców, co na pewno zaskarbiło mu szacunek niejednego z nich.

Program na miarę 


Stare tuzy samorządów w większości przygotowały program podobny do tych we wcześniejszych kampaniach. I zdziwiły się, podobnie jak właściciele klasycznych stacji telewizyjnych, które nagle zostały wyparte przez YouTube i znany udostępnianych na żądanie seriali Netflix. Program wyborczy jest trochę jak program telewizyjny: nie może już być dziś zbiorem starych zagranicznych filmów, bo odbiorcy oczekują oferty skrojonej dla nich, ale nade wszystko swojego w niej udziału, podobnie jak to się dzieje w mediach internetowych. Ten mechanizm przeniósł się z rozrywki do polityki, do kampanii wyborczej. Najboleśniej o tym przekonał się prezydent Wrocławia, chwaląc się flagowymi imprezami: Europejską Stolicą Kultury i World Games, gdy większość jego oponentów wzywała do rezygnacji z tych przedsięwzięć lub zmiany ich programu. W drugiej turze Dutkiewicz przedstawił już nowe hasło i więcej mniejszych „produktów”, co jednak wiązało się z niebezpieczeństwem braku autentyczności.


Władza na ulicy

Jednym z najcięższych zarzutów wobec polityka jest brak autentyczności. Wielu kandydatów wyskoczyło niczym królik z kapelusza. Jednak bezsprzecznie najlepsze wyniki, przy jednoczesnym efekcie zaskoczenia, osiągnęli ci, którzy byli prawdziwi: Jacek Wójcicki, nowy prezydent Gorzowa, który doświadczenie zdobył w pobliskiej gminie, zwycięzca z Poznania Jacek Jaśkowiak, który wystartował już 4 lata temu pod szyldem Ruchów Miejskich, prezydent Łodzi Hanna Zdanowska, która jako jedna z nielicznych, obok prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja, osiągnęła rewelacyjne wyniki, mimo kolejnej kadencji. Łączy ich współpraca na różnych poziomach z ruchami miejskimi i aktywistami.

Nowe myślenie 


Organizacje te można z grubsza podzielić na dwie grupy: bliższe think tankom oraz bliższe organizacjom społecznym (http://www.instytutobywatelski.pl/11131/komentarze/podzialy-ruchow). Te drugie często startowały w niedawno zakończonej kampanii, ale zwykle z niewielkim powodzeniem, nawet mimo olbrzymiego potencjału. Tak było np. W przypadku ruchu Kraków Przeciw Igrzyskom, który wygrał niedawne referendum w sprawie zimowej olimpiady.

Wygląda na to, że ruchy miejskie nie posiadają jeszcze wystarczających struktur, aby realnie zagrozić partiom czy komitetom prezydentów. Jednak ich potencjał intelektualny jest już wystarczająco duży. Szczególnie widać to było właśnie tam, gdzie politycy posiłkowali się ich wsparciem merytorycznym. Wyborcy tym razem powiedzieli: sprawdzam – i często głosowali na tych, których program niekoniecznie odpowiadał ideologii partyjnej, za to był dopasowany do lokalnych potrzeb. A te najlepiej znają dziś ruchy miejskie, opiniujące na bieżąco nowe inwestycje, wymyślające projekty do budżetów obywatelskich, elastyczne i nowatorskie. Nie jest przypadkiem, że ich obecność w mediach jest ostatnio tak wyraźna. Nieszablonowe myślenie, proponowanie rozwiązań, które często byłyby wyjątkowe w dowolnym miejscu Europy, skupienie na pomysłach tanich i efektywnych – to wszystko powoduje, że coraz częściej ruchy miejskie stają się zapleczem intelektualnym polityków.

Prosty wybór

To zaś dopiero początek. W kolejnych kampaniach wyborcy jeszcze częściej będą oczekiwać pomysłów, które szybko ułatwią życie. A kto od lat postuluje sadzenie drzew, proste ułatwienia komunikacyjne, czy tak ważną w starzejącym się społeczeństwie likwidację barier?  Politycy mają wybór: albo skorzystają z wiedzy aktywistów, albo będą czekać, aż tamci zagrożą im, startując samodzielnie, po nabraniu doświadczenia choćby w kolejnych głosowaniach na budżety obywatelskie. Jeszcze jest czas, aby rozmawiać. Dla dobra naszych miast.

*Przemysław Filar – prezes i założyciel Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia