Newsletter

Młodzi już w opozycji

Stanisław Skarżyński, 05.12.2014
Przejście młodych do opozycji oznacza postawienie przez nich demokratycznego państwa w stan oskarżenia

Przejście młodych do opozycji oznacza postawienie przez nich demokratycznego państwa w stan oskarżenia

Statystyki stojące za wynikami wyborów samorządowych potwierdzają wątpliwość co do tego, czy Polska wychowuje w kolejnym pokoleniu obywateli, którzy podejmą trud życia w demokracji, czy może rozczarowanych, którzy pozwolą na degradację ustroju państwa.

Dane na temat rozkładu głosów w wyborach samorządowych (za sondażem exit poll IPSOS) potwierdzają popularność Kongresu Nowej Prawicy wśród młodych ludzi. Agresywna retoryka Janusza Korwin-Mikkego skutecznie przekonuje i mobilizuje młodych ludzi. Z badania wynika, że gdyby w wyborach udział brali tylko ludzie w wieku 18-29 lat, KNP uzyskałoby czwarty wynik – po PiS, PO, PSL – 11,5 procent. Natomiast gdyby głosowali tylko uczniowie i studenci, to pseudoradykałowie Korwin-Mikkego byliby trzecią siłą polityczną – z wynikiem 15,9 procent i niewielką, czteroprocentową stratą do PO.

Jednocześnie – zarówno w grupie 18-29 lat, jak wśród uczniów i studentów – wyraźnie zwycięża Prawo i Sprawiedliwość, bo Platforma dominuje jedynie wśród trzydziestolatków. To istotna zmiana, bo jeszcze kilka lat temu to w jej interesie wyborcy namawiali się, by „zabrać babci dowód” i uniemożliwić „moherowym beretom” głosowanie na PiS. Kiedy i dlaczego młodzi przeszli do opozycji, a PO straciła ich głosy na rzecz PiS i KNP?

Polska, podobnie jak cała Europa, boryka się z problemem braku miejsca w społeczeństwie dla młodego pokolenia. Problemy są wszędzie te same: malejąca wartość edukacji i niedopasowanie zdobywanego wykształcenia do oczekiwań pracodawców łączy się z problemami płytkiego, niestabilnego i oferującego niskie wynagrodzenia rynku pracy. Na to nakładają się bariery ze strony rynku mieszkaniowego i słabość instytucji solidarności społecznej. Europa nie dysponuje dziś skutecznymi narzędziami wspierania procesów usamodzielniania się młodych ludzi i Polska nie jest tu wyjątkiem. Platforma Obywatelska traci młody elektorat nie jako propozycja ideowa (bo w wymiarze kulturowym i obyczajowym jest równie konserwatywna jak PiS), ale jako partia sprawująca władzę, która nie umie odpowiedzieć na frustrację żyjących w poczuciu uwięzienia w gniazdach piskląt.

Problem w tym, że w Polsce, rozdartej ideologiczną wojną polsko-polską, przejście młodych do opozycji oznacza jednocześnie postawienie przez nich demokratycznego państwa w stan oskarżenia. Ustrój III RP jest konsekwentnie krytykowany przez PiS, które chce wyraźnego wzmocnienia władzy wykonawczej, a za wzór jeszcze do niedawna podawał rozmontowującego węgierski porządek konstytucyjny Viktora Orbana. Wprost demokrację liberalną krytykuje zafascynowana autorytaryzmem skrajna prawica, czyli Ruch Narodowy i Kongres Nowej Prawicy.

W Polsce skutki zaniedbywania problemów młodych ludzi mogą być wyjątkowo niebezpieczne – nie oznaczać zmiany władzy w ramach systemu demokratycznego, ale stworzyć zagrożenie dla samego systemu demokratycznego. Prawo i Sprawiedliwość, jeśli wygra kolejne wybory, wpadnie w tę samą pułapkę, w której tkwi dziś Platforma (i Europa). PiS zresztą już raz w tej pułapce utknął – „becikowe” i „trzy miliony mieszkań” to hasła upamiętniające bezradność rządu Jarosława Kaczyńskiego wobec młodych ludzi. Nawet jeśli Kaczyński nie pójdzie w ślady Orbana, to za jego plecami w kolejce po władzę stoją demagodzy otwarcie krytykujący równość i demokrację.

To, co uwodzi młodych ludzi, można zobaczyć, gdy wróci się do wypowiedzi Korwin-Mikkego w Parlamencie Europejskim, gdzie określił on 20 milionów młodych ludzi mianem „czarnuchów Europy”.  Rasizm i tanie efekciarstwo Korwin-Mikkego nie powinny przesłonić faktu, że ta retoryka trafia do młodych ludzi.

Być może dlatego, że nikt poza nim o tę grupę nie zabiega w sposób polityczny. Ten brak konkurencji widać, gdy wróci się do treści najważniejszego przemówienia wygłoszonego w tym roku, czyli przemówienia Bronisława Komorowskiego z 4 czerwca. Prezydent w obecności koronowanych głów, prezydentów i premierów połowy świata podziękował „wszystkim Polkom i Polakom za to, że przetrwaliśmy zły czas, że skutecznie wybiliśmy się na niepodległość”.

Ta figura retoryczna odkrywa sedno problemu. Żadna z osób odpowiedzialnych za to przemówienie nie dostrzegła, że duża część Polek i Polaków nie może być adresatem prezydenckich podziękowań z zupełnie banalnego powodu – daty narodzin. Błędem stojącym za wypowiedzią prezydenta – a jednocześnie błędem Platformy Obywatelskiej, błędem rządu i błędem całej elity III RP –  jest nieprawdziwe założenie, że „wszystkie Polki i Polacy” to ci, którzy głosowali 4 czerwca 1989, którzy wiedzą, jakie jest „oblicze tej ziemi” i „gdzie stało ZOMO”. Tymczasem dla znacznej części obywateli nazwa „Autostrada Wolności” jest smutnym żartem, bo tą drogą opuszcza się Polskę ku wolności emigranta i samodzielności „na zmywaku”.

Następnej młodzieży nie będzie. Jedyna, o którą można zawalczyć, to ta, która dziś coraz wyraźniej skłania się ku głosowaniu za rozmontowaniem demokracji.

*Stanisław Skarżyński – dziennikarz Radia ZET, członek zespołu „Res Publiki Nowej”, doktorant w ISNS UW