Newsletter

Ważny sygnał dla Platformy

Tomasz Mincer, 02.12.2014
Czy liderzy PO wyciągną wnioski z poznańskiego sukcesu?

Ryszard Grobelny, bezpartyjny kandydat na prezydenta Poznania, przegrał. Pokonał go kandydat partyjny, Jacek Jaśkowiak. Zdobył niemal 60 procent głosów. Tym samym zdeklasował rządzącego niepodzielnie od 16 lat Grobelnego.

To ciekawe zwłaszcza z jednego powodu. Ruchy miejskie, choć niejednorodne, łączy to, że na ogół stronią od partii. Wyraźnie ukazała to wyborcza rozgrywka w stolicy. Na krytyce systemu partyjnego ruchy próbowały zbić kapitał. Niektórym się udało, niektórym mniej.

Dlaczego zatem poznańskie ruchy miejskie poparły kandydata Platformy?

Jacek Jaśkowiak wygrał nie tylko dlatego, bo ludzie mieli dość dotychczasowego włodarza. Prezydenta, którego krytykowano za wiele kiepskich decyzji utrudniających życie obywatelom. (Niezgoda na skrócenie kuriozalnej drogi do dworca głównego PKP jest tu przypadkiem symbolicznym.)

Otóż Jaśkowiak zwyciężył pod partyjnym szyldem, bo połączył idealizm ruchów miejskich ze zdrowym pragmatyzmem.

O pierwszym elemencie tej syntezy świadczą program i biografia Jaśkowiaka. Do niedawna był jednym z liderów stowarzyszenia „My-Poznaniacy”. Ale cztery lata temu w roli miejskiego aktywisty mógł liczyć jedynie na ponad 7 proc. głosów. Teraz w II turze zyskał poparcie nie tylko zwolenników Platformy Obywatelskiej, ale również kandydatów miejskiej Koalicji Prawo do Miasta, komitetu Anny Wachowskiej-Kucharskiej i lewicy.

Według badań ponad 80 proc. zwolenników kandydatów wspomnianych ugrupowań zagłosowało w drugiej turze na członka Platformy Obywatelskiej.

I to jest właśnie drugi element syntezy: dojrzałość wyboru politycznej drogi. Pragmatyzm nie stoi tu w sprzeczności z idealizmem. Jaśkowiak związał się z okrzepłą partią polityczną, zamiast dyskredytować partie jako takie. Zyskał polityczne wsparcie i może je teraz wykorzystać w dobrym celu.

Wygrana Jaśkowiaka to też znak dla szefostwa Platformy Obywatelskiej. Pokazuje, gdzie partia Ewy Kopacz powinna szukać sojuszników. Skąd może czerpać paliwo dla struktur partyjnych. To szansa na odświeżenie wizerunku, wzbudzenie społecznego zaufania. I na oddanie władzy ludziom, zgodnie z założycielskimi ideałami Platformy.

Jacek Jaśkowiak do Platformy zgłosił się sam. Może czas, aby partia Ewy Kopacz aktywniej zapraszała w swe szeregi bardziej rzutkich, miejskich aktywistów?

I być może nadszedł czas, by rozpocząć dyskusję nad kadencyjnością samorządowców. Jaśkowiak deklaruje, że porządzi maksymalnie dwie kadencje. Wyborcy mu tego na pewno nie zapomną i go z tego rozliczą. Podobnie jak z całości programu wyborczego.