Newsletter

Wyzwania Tuska

Bogdan Góralczyk, 02.12.2014
Dzisiejsza Europa i dzisiejsza Unia Europejska to jeden wielki znak zapytania

Dzisiejsza Europa i dzisiejsza Unia Europejska to jeden wielki znak zapytania

CC-BY-SA-2.0. Autor: Xavier Häpe

Unia Europejska (UE) jest specyficznym podmiotem, trudnym do zrozumienia i rozgryzienia. Nakładają się bowiem w logice jej działania dwie odmienne filozofie: tradycyjna międzyrządowa oraz „futurystyczna” ponadnarodowa. Wyrazem tej pierwszej są dość regularne spotkania Rady Europejskiej, czyli szefów rządów i państw. Natomiast najbardziej wyrazistym dowodem funkcjonowania drugiej jest Komisja Europejska.

Co do tego, kto ważniejszy, trwają spory specjalistów, ale wcale nie bezzasadne jest przypomnienie mechanizmu, który jeszcze do niedawna w UE funkcjonował, a zwał się „Merkozy”. To dowodziło, że w chwilach przełomowych lub momentach trwogi zawsze zwracano się – jako do ostatecznego argumentu – do stolic obu najsilniejszych państw i ich przywódców, w tym przypadku do Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego, by ci gordyjski węzeł przecięli.

Co w inwentarzu?

Dziś problem w tym, że oś Berlin – Paryż nie funkcjonuje. I to nie tylko dlatego, że pomiędzy obecnymi przywódcami Francji i Niemiec nie ma takiej chemii jak poprzednio. Przede wszystkim dlatego, iż koncepcje, a nawet filozofie przyszłości UE stamtąd się wywodzące są skrajnie odmienne: Niemcy i ich kanclerz nadal opowiadają się za zaciskaniem pasa, podczas gdy Francuzi, podobnie jak nowy szef Komisji Jean-Claude Juncker, zdają się być keynesistami, opowiadają się za aktywnością, nowymi inwestycjami i dosypywaniem pieniądza na rynek.

Czy nowy szef Rady, nasz były premier Donald Tusk, te sprzeczności złagodzi? Nie będzie łatwo, bo tym razem idzie o imponderabilia. I nie chodzi bynajmniej tylko o umiejętności językowe Tuska (choć i te są w przypadku funkcji ze wszech miar pożądane). Jednak to nie po językowej biegłości będziemy nowego szefa Rady sądzili. Ma on bowiem przed sobą nieprawdopodobnie bogatą paletę wyzwań.

Osi Berlin – Paryż nam były polski premier nie odbuduje. To leży poza jego kompetencjami. Ale może postarać się wzmocnić inną: Berlin – Paryż – Warszawa, czyli sprawdzony już, chociaż niedomagający, Trójkąt Weimarski. Tu akurat pełne predyspozycje ma, chociażby ze względu na pochodzenie. A logika łączenia starej i nowej Europy jest niejako wpisana w nowy mandat Tuska. Warto z tego skorzystać.

Jak ich pogodzić?

Podobnie jak trzeba, jeśli ma się za główne zadanie szukanie konsensusu między liderami różnych państw, a zgodnie z logiką traktatu z Lizbony to jest główne zadanie Przewodniczącego Rady, szukać wspólnej płaszczyzny w innej konfiguracji, a mianowicie w Grupie Wyszehradzkiej, która ostatnio też przestała mówić jednym głosem.

Tu akurat stają przed Tuskiem kolejne, nakładające się zadania. Pierwsze to próba znalezienia wspólnego stanowiska wobec wyzwań płynących ze Wschodu: Krymu, Ukrainy, poczynań Władimira Putina. Ten ostatni, patrząc na rozdygotaną Europę, działa bowiem w myśl starej i sprawdzonej zasady „dziel i rządź”. Tusk natomiast wnosi nową wrażliwość w kwestii wschodniego sąsiedztwa, bo z tego regionu się wywodzi. Ale musi też być zarazem ostrożny, by nie przylepiono mu łatki rusofoba, o co w przypadku Polaka w wielu kręgach łatwo. Będzie więc musiał w tej kwestii dosłownie lawirować między Scyllą a Charybdą.

Tym bardziej że nadmierny nacisk na sprawy Wschodu to nic innego jak potencjalny spór kompetencyjny z nową szefową europejskiej dyplomacji Federicą Mogherini. A wyzwania zewnętrzne wobec nowych władz UE, takie jak Ukraina i Państwo Islamskie, ale też np. konieczność dokończenia negocjacji nad TTIP, czyli partnerstwem handlowo-inwestycyjnym z USA, są tej miary, że nie można będzie ich skierować tylko do instytucji unijnych i decydować o nich zgodnie z logiką ponadnarodową. I Komisja, i pani Mogherini – to może być za mało. Z uwagi na odmienne podejścia, spory i często diametralnie różne rozumienie tych spraw przez poszczególne stolice państw członkowskich, trzeba rozmawiać z reprezentantami tych państw, a nie z komisarzami. Jak znaleźć wspólną płaszczyznę? Jak, przykładowo, przekonać Hiszpanów i Portugalczyków, że kwestia Ukrainy jest ważna i groźna, a Polaków czy Czechów do tego, że zagrożenie fundamentalizmem islamskim to nie są egzotyczne problemy gdzieś daleko od Europy?

Tu dotykamy dwóch kardynalnych wyzwań, przed którymi stoi UE i Donald Tusk na jej czele. Pierwsze to kwestia silnego przywództwa i wizji dalszej integracji europejskiej, których brak – i to co najmniej od 2005 r., gdy w referendach we Francji i Holandii odrzucono projekt wspólnej europejskiej konstytucji. Mający zwieńczyć logikę ponadnarodową wspólny projekt federacyjny został wyrzucony do kosza.

Ratunek w jedności

Jak zahamować tę erozję idei zintegrowanej Europy? Najlepiej nowym pomysłem, nową ideą. Być może najprostszą z możliwych: jak się podzielimy, to przegramy – w skali globalnej, w konkurencji z USA, Chinami, wschodzącymi rynkami, a także z Rosją na wschodzie i Państwem Islamskim na innych obszarach.  Tylko jedność może nas uratować.

A wyzwania są bezprecedensowe i wcześniej nieznane. Poza już wymienionymi, groźny jest kryzys aksjologiczny, w który dzisiejsza Europa popadła. No bo jak inaczej nazwać to, że jeden z przywódców państw członkowskich, a zarazem członek Grupy Wyszehradzkiej, otwarcie kwestionuje europejskie wartości, a nadto powątpiewa w skuteczność UE w radzeniu sobie z kryzysem gospodarczym? Do tego dorzućmy jeszcze inne nazwiska: Nigel Farage, Marine Le Pen, Geert Wilders, Timo Soini, Alexis Tsipras… To wygląda jak powrót starej choroby nacjonalizmu.

Ta fala populizmu, nacjonalizmu i wzajemnej niechęci oraz podejrzliwości bierze się z jednego głównego źródła: kryzysu gospodarczego. Wielu polityków i ekspertów uzna go pewnie za praprzyczynę i być może największe wyzwaniem stające teraz przed Tuskiem. Kolejny problem tkwi w tym, że sam kryzys ma wiele oblicz: strefa euro trzeszczy, nie słabną turbulencje w regionie Morza Śródziemnego (ewentualny podział na Północ i Południe w UE też nie jest wydumany).

Najważniejszy konsensus

Tym samym wracamy do punktu wyjścia: nadrzędnej potrzeby znalezienia konsensusu pomiędzy stolicami państw członkowskich. Eksperci zajmujący się integracją europejską doskonale znają jej dotychczasową logikę: od kryzysu do kryzysu. A gdy było już naprawdę gorąco – to do „Merkozy”. A do kogo zwrócić się teraz, gdy kryzysów nałożyło się na siebie aż tyle?

Gdy tylko wejdzie na europejskie salony, wszystkie oczy na pewno zwrócą się ku D. Tuskowi, bo to nowa krew i świeży powiew. Czy nowy Przewodniczący Rady nie zawiedzie? Czy starczy mu wyobraźni, determinacji, a przede wszystkim zdolności przywódczych, by nakłonić innych do swojej woli? Dzisiejsza Europa i dzisiejsza UE to jeden wielki znak zapytania. Nadchodzące, nieznane przywództwo Donalda Tuska jeszcze tę szeroką paletę otwartych kwestii poszerza.

*Bogdan Góralczyk – profesor w Centrum Europejskim Uniwersytetu Warszawskiego, b. ambasador, stały komentator IO.