Newsletter

W martwym punkcie

Zdenek Kudrna, 02.12.2014
Czechy to solidna gospodarka, słaba polityka i brak konwergencji

Czechy to solidna gospodarka, słaba polityka i brak konwergencji

CC-BY-SA-2.0. Autor: Miguel Virkkunen Carvalho

Czeska gospodarka przeszła przez kryzys względnie bez szwanku. Owszem, przez trzy z sześciu pokryzysowych lat wykazywała ujemny wzrost, standard życia łagodnie spadł, ale szybko powrócił do poziomu przedkryzysowego. Na tle wyszehradzkich sąsiadów bezrobocie pozostało najniższe, a stopa zatrudnienia najwyższa, co ograniczyło społeczny koszt recesji.

Kraj dobrze wyszedł na stosunkowo konserwatywnej polityce gospodarczej przed kryzysem. Gospodarka była mniej przegrzana i kraj uniknął kluczowych słabości makroekonomicznych, takich jak ostre deficyty na rachunku bieżącym bilansu płatniczego, które pogłębiły skutki kryzysu w niektórych nowych państwach członkowskich Unii. Co więcej, sektor finansowy – w następstwie kryzysu bankowego w późnych latach 90. ubiegłego stulecia – pozostał stabilny i wielce zyskowny. Stąd też zamiast polegać na kapitale z zachodnioeuropejskich banków, czeskie spółki zależne pomogły tym bankom finansować straty poniesione na ich rynkach macierzystych.

Z zaciśniętym pasem

Tym niemniej, czeska gospodarka tkwiła w recesji nawet w latach 2012 i 2013, gdy wszyscy wyszehradzcy sąsiedzi powrócili już na ścieżkę wzrostu. Był to w dużym stopniu skutek polityki fiskalnej, ponieważ poprzedni rząd wdrażał oszczędności poprzez ograniczanie inwestycji publicznych, a także cięcie płac urzędników, opóźnianie podwyżek emerytur oraz podnoszenie podatku VAT. Zaciskanie pasa miało zelżeć w trakcie wyborczego roku 2014, lecz w obliczu skandalu korupcyjnego rząd upadł już w czerwcu 2013 roku. W efekcie obecny gabinet, zaprzysiężony w lutym 2014 roku, może korzystać ze zwiększonych wpływów podatkowych i obrać kurs na ekspansję fiskalną poprzez odwrócenie niektórych cięć płac i inwestycji w sektorze publicznym.

Polityka oszczędności pozwoliła Czechom spełnić kryteria z Maastricht w latach 2011 i 2013, albowiem roczny deficyt finansów rządowych to z reguły jedyne źródło niespełniania wymogów. Na drodze do przyjęcia euro nie ma zatem żadnych przeszkód ekonomicznych. Poparcie polityczne dla takiego ruchu jest jednak anemiczne. Ta sytuacja wiąże się z uzasadnionymi obawami na temat funkcjonowania strefy euro, jak również stanowi owoc instytucjonalnej spuścizny eurosceptycznej prezydentury Vaclava Klausa, który między innymi wyznaczał krytycznych w stosunku do wspólnej waluty prezesów banku centralnego.

Debata o euro

Zamiast aspirować do przyjęcia euro, Narodowy Bank Czeski zdecydował się wykorzystać kurs wymiany [czeskiej waluty – przyp. tłum.] do odsunięcia ryzyka deflacji. Pod koniec 2013 roku jego interwencje zmniejszyły wartość korony o około 5 proc. Ten ruch wzbudził duże kontrowersje wśród ekonomistów i obywateli, ale bank centralny zdaje się być rozgrzeszony, zważywszy że wzrost PKB w gospodarce skoczył z -1 do +2,5 proc.

Wybrany w 2013 roku prezydent Milos Zeman jest nominalnie zwolennikiem federalnej Europy i zaproponował wejście do strefy euro w ciągu najbliższych kilku lat. Wyznaczył także pierwszego członka zarządu NBC, który popiera przyjęcie euro, choć w dłuższej perspektywie czasu. Rządząca koalicja jest także bardziej proeuropejska, lecz wprowadzenia wspólnej waluty nie ma w jej programie. To sugeruje, że czeska debata o euro może i stopniowo zmienia ton – z żądań przeprowadzenia nowego referendum w sprawie zmiany waluty w stronę bardziej pragmatycznej oceny podjętych ostatnio w strefie euro reform – ale nie jest prawdopodobne, by jakikolwiek termin akcesji został przyjęty w nadchodzących trzech latach.

Co z reformami?

Jednocześnie zobowiązanie do przystąpienia do strefy euro mogłoby dać impuls do reform strukturalnych w obrębie systemu edukacyjnego, zdrowotnego i emerytalnego, które tkwią w miejscu już od ponad dekady. Reforma uczelni wyższych została zarzucona na pierwszy widok publicznego sprzeciwu, podczas gdy reforma emerytalna – rozwodniona do tego stopnia, że straciła jakiekolwiek znaczenie. Zrobił to jeszcze poprzedni rząd, który sam ją wcześniej zaprojektował; obecnie reforma praktycznie ulega demontażowi.
Los reform jest symptomem największego wyzwania gospodarczego dla Czech – braku politycznej stabilności.

Wyczerpany model

Podczas gdy wszelkie ekonomiczne fundamenty potrzebne do wzrostu są na miejscu, konwergencja względem gospodarek zachodnich ustała. Czeska gospodarka czerpie żywotność z modelu opartego na szerokim napływie bezpośrednich inwestycji zagranicznych do sektorów przemysłowych zajmujących się produkcją o umiarkowanych poziomach wartości dodanej. Ten model zdaje się jednak być wyczerpany, albowiem napływ nowych inwestycji został zastąpiony wypływem dywidend, zysków i innych transferów rzędu około 8 proc. PKB.

Inwestorom brak nowych bodźców do reinwestowania swych zysków w produkcję o wyższej wartości w Czechach. Aktualizacja modelu tak, aby zatrzymywać i przyciągać tego typu inwestycje, wymaga bardziej efektywnej administracji publicznej, bardziej innowacyjnych badań oraz bardziej sprzyjającego otoczenia dla biznesu, wolnego od korupcji i innych zakłóceń. Reformy dotykające podobnych wyzwań formalnie znajdowały się w planach każdego rządu począwszy od 2004 roku, ale żadnemu z nich nie udało się ich wprowadzić w życie w związku z kruchymi koalicjami niestabilnych partii politycznych, które prowadzą do permanentnych kryzysów koalicyjnych, upadków rządów i powtarzających się, przedterminowych wyborów.

Zdrowy kraj, chora władza

Od 2004 roku kraj nie miał rządu dysponującego większością w parlamencie przez 114 tygodni (22 proc. czasu, który od tamtej chwili upłynął). Było dziewięciu premierów, a średnia długość urzędowania ministra oscylowała między 77 tygodniami w finansach i 47 tygodniami w edukacji. Co więcej, w Czechach brakuje prawa chroniącego zatrudnienie starszych urzędników, wobec czego każda zmiana rządu skutkuje wymianą od 300 do 500 przedstawicieli starszej kadry w usługach publicznych oraz przedsiębiorstwach kontrolowanych przez państwo.

Mówiąc krótko, nikt w Pradze nie piastował stanowiska dostatecznie długo, by nadzorować przyjęcie i wdrożenie jakiejkolwiek sensownej reformy strukturalnej. W rezultacie gospodarce brak bodźców do modernizacji, a poziom jest taki sam jak dziesięć lat temu, pomimo zdrowych podstaw makroekonomicznych kraju.

Tłum. Jan Gmurczyk

*Dr Zdenek Kudrna – adiunkt w Instytucie Badań nad Integracją Europejską na Uniwersytecie Wiedeńskim (Austria). W przeszłości doradca MFW i Banku Światowego, UNDP oraz czeskiego ministra finansów. Regularny komentator spraw europejskich w czeskich i słowackich mediach