Newsletter

Nowoczesność nie jest wartością

Paweł Gużyński, 21.11.2014
Ludzie oczekują autentycznego Kościoła, w którym odsetek hipokryzji jest marginalny

Ludzie oczekują autentycznego Kościoła, w którym odsetek hipokryzji jest marginalny – z o. Pawłem Gużyńskim rozmawia Tomasz Mincer

Tomasz Mincer: Kościół katolicki w Polsce ma problem z nowoczesnością? Potrafi rozmawiać ze współczesnym światem?

o. Paweł Gużyński: I tak, i nie. Kościół ze swojej natury jest instytucją konserwującą. Nowoczesnością, szczególnie w rozumieniu potocznym, Kościół nie jest zainteresowany. Cóż to za wartość, ta nowoczesność?

W obszarze rozwiązań przemysłowych możemy fascynować się nowoczesnością. Natomiast w świecie ludzkim, który dotyczy postaw, relacji, człowieczeństwa w ogóle, nowoczesność dla Kościoła pozostaje wątpliwa, a w najlepszym wypadku obojętna. W tym znaczeniu Kościół niechętnie inspiruje się nowoczesnością.

Dlaczego?

Bo Kościół nie tworzy innowacyjnych technologii. Dla konserwatywnej optyki Kościoła najważniejsze problemy ludzkie są niezmienne i każde pokolenie musi się z nimi zmierzyć.

Można jednak zauważyć pewne braki jeśli chodzi o podążanie Kościoła za nowoczesnym światem. Przez swoją konserwatywną postawę Kościół nie zawsze rozumie dylematy człowieka współczesnego, który żyje w świecie innych pojęć niż te tradycyjne, uświęcone, które już coś kiedyś wyjaśniły. I tak pojawia się przepaść niezrozumienia. Widać ją w wielu dyskusjach. Świat tworzy nowe jakości, ludzie tymi nowymi jakościami żyją, a Kościół mówi wciąż starym językiem. I zostaje w tyle.

Czyli Kościół jedynie towarzyszy nowoczesności, niekoniecznie wchodzi z nią w twórczy dialog?

Nie do końca. Żyje swoim życiem. Wybiera z nowoczesności to, co mu pasuje, co mu nie przeszkadza. Raczej traktuje ją z dystansem, a często nawet podejrzliwie.

A co z soborową akceptacją dojrzałości etycznej świata świeckiego? I jak na tym tle widnieje Kościół w Polsce?

Sęk w tym, że Kościół nie nazwie niektórych współczesnych nurtów etycznych dojrzałymi, wręcz przeciwnie. Według wielu kościelnych opinii w świecie laickim mamy raczej do czynienia z nawrotem do postaw niedojrzałych. To samo dostrzegają dzisiaj również świeccy filozofowie. Kultura współczesna jest kulturą nastoletnią. Dlatego Kościół nie będzie traktował niektórych nurtów po partnersku i przyjmie postawę mentorską.

Mieliśmy spór o nauczanie etyki w szkołach. Stawiano etykę w opozycji do katechezy. Jak to tłumaczyć?

Najczęściej etyka traktowana jest jako rywal religii, jako coś zamiast. To jest główny powód owej negatywnej reakcji wobec nauczania etyki. Kiedy mamy do czynienia z podobną postawą, nie wnika się w to, czy idee etyczne proponowane w ramach przedmiotu etyki są sensowne, czy też nie.

Dodatkowo religii w żadnym wypadku nie można sprowadzać do etyki. Również Kościół miewa z tym problemy. Bardzo często chrześcijaństwo jest „sprzedawane” jako nade wszystko pewna koncepcja etyczna.

Ale zgodzi się ojciec, że etyka i religia w szkole to nie jest kwestia albo-albo?

Gdyby było tak, że jest to jeszcze jeden przedmiot w ramach humanistycznej edukacji, byłoby pięknie. W praktyce jednak traktuje się je alternatywnie. Nauczanie etyki podobnie jak religii wygląda bardzo różnie.

To jest jednak problem praktyczny, dotyczy mniejszych ośrodków. Prawnie sprawa jest jasna.

Jak najbardziej istnieje możliwość łączenia etyki i katechezy. Gdyby prowadzono zajęcia z etyki na dobrym poziomie to jasne, że byłyby one z korzyścią dla formacji uczniów.

Tak, ale to samo można by powiedzieć o katechezie. Gdyby była dobrze prowadzona zawsze i wszędzie to – mówiąc przewrotnie – i niewierzący by na tym skorzystał…

Teoretycznie tak, ale znów – w praktyce jest to nie do zrobienia. Jeżeli mówimy o katechezie par excellence, jako przedmiocie konfesyjnym, to będzie ona ingerowała dużo głębiej niż etyka filozoficzna. Trudno to połączyć. Jeżeli trafimy na dobrego katechetę, to on będzie zainteresowany nauczaniem wiary w określony sposób, i określonej etyki.

Kościół pozostaje skupiony na kwestiach etycznych, a postawy społeczeństwa z nauką Kościoła się rozchodzą (in vitro, związki nieformalne, antykoncepcja itd.). Jakiego Kościoła oczekują wierni?

Nieco spłaszczając tę kwestię, posłużyłbym się kategorią autentyczności. Ludzie oczekują Kościoła. Kościoła autentycznego, w którym odsetek hipokryzji jest marginalny. Aby to, z czym się ludzie spotykają w Kościele było przejrzyste. Nie może być tak, że księża żyją swoją moralnością i mają inne standardy, a dla wiernych wyznaczają inne. To zniechęca bardziej niż fakt, że Kościół ma określone poglądy w jakiejś kwestii.

A jak Kościół katolicki powinien uczestniczyć w debacie publicznej, by nie rozmienić swego autorytetu na drobne?

Nieśmiertelne pozostaje rozróżnienie na przestrzeń polityki i metapolityki. Kościół powinien być zdecydowanie obecny w sferze metapolitycznej. Natomiast tylko w skrajnych sytuacjach, w nadzwyczajnych okolicznościach winien wkraczać w świat bieżącej polityki. Nie ma takiego faktu historycznego, który by potwierdzał tezę, że bezpośredni udział Kościoła w bieżącej polityce kiedykolwiek przysporzył mu jakiegoś dobra. Oczekiwania ludzi wobec Kościoła nie są natury politycznej.

Czego jeszcze oczekują oprócz autentyczności?

Kościół ma głosić Ewangelię i uczyć wiary w Boga. Ma zajmować się pierwiastkiem religijnym, który tkwi w człowieku. Kształtować prefilozofię życia, fundamentalne podstawy, które później człowiek spożytkuje w życiu codziennym – zastosuje do takich konkretów jak chociażby aktywność polityczna.

A może wiernym zależy głównie na tym, żeby Kościół przekazywał tradycje, obyczaje?

Na pewno jest taka grupa osób, ale ona nie jest zbyt wielka. Sprowadzenie Kościoła do wspomnianej roli oznaczałoby jego totalną klęskę.

Jakie najważniejsze wyzwania stoją dziś przed polskim Kościołem katolickim?

Po pierwsze, głębokiej reformy domaga się formacja księży. Historycznie patrząc najskuteczniejsze przemiany w Kościele inicjowane były na skutek reformy kleru. Po drugie, księża muszą lepiej rozumieć świat, w jakim żyją. Obecnie w dużym stopniu są na świat obrażeni: że nie jest taki, jaki powinien być według nich.

Księża przykładowo wciąż nie przyjmują do wiadomości, że państwo o modelu nowoczesnej demokracji liberalnej nie jest państwem, które szuka prawdy i cnoty. Jest za to oparte na wolności i pokoju. I tego nie rozumie 90 procent duchowieństwa. Większość jest przekonana, że państwo powinno być świeckim przedłużeniem Kościoła i dlatego winno żyć tymi samymi regułami, którymi żyje Kościół – ale w przestrzeni świeckiej. To dość absurdalne!

*o. Paweł Gużyński – przeor łódzkich dominikanów