Newsletter

Ukraina kupuje czas

Łukasz Jasina, 21.11.2014
Władze w Kijowie uznały, że dziś bezpieczeństwo jest ważniejsze od reform

Władze w Kijowie uznały, że dziś bezpieczeństwo jest ważniejsze od reform

Uznanie autorstwa: Governo Italiano

Ukraina, kraj na skraju upadku gospodarczego, potrzebuje systemowych zmian w gospodarce tak bardzo, jak Polska potrzebowała w roku 1989. Nie mniej potrzebne wydają się zmiany w innych dziedzinach – choćby w kwestii samorządności. Tymczasem wybory parlamentarne, po których miał nastąpić w tych kwestiach przełom, nie zmieniły nic. Wydaje się, że kwestię reform odłożono ad acta.

Na szczycie grupy G-20, na którym pojawił się Władimir Putin, konflikt na wschodniej Ukrainie był jednym z najważniejszych tematów. W niezwykle ostry sposób, ostrzejszy niż kilka dni wcześniej w Pekinie, potraktowano też rosyjskiego prezydenta. Barack Obama określił po raz kolejny to, co się dzieje w Donbasie, jako „rosyjską agresję”, a australijski  premier Tony Abbott zaatakował Putina wprost, na co niemały wpływ miała zapewne kwestia współodpowiedzialności Rosji za lipcową katastrofę malezyjskiego samolotu pasażerskiego, w której zginęło kilkudziesięciu Australijczyków.

Kwestia Ukrainy pozostaje więc, przynajmniej werbalnie, jedną z najważniejszych spraw w polityce międzynarodowej Zachodu. W pożegnalnym przemówieniu Obamy przeciwstawienie się rosyjskiej agresji trafiło nawet na listę priorytetów, obok walki z wirusem ebola oraz oczywiście kwestii numer jeden, czyli wojny z Państwem Islamskim.

To wszystko to jednak głównie ostre działania propagandowe – zaznaczanie silnej pozycji Zachodu na forum, w którym coraz większe znaczenie mają państwa przeciwstawiające się polityce USA.

Ich głównym wymiernym efektem było jednak wyraźniejsze niż dotychczas ukazanie słabości Władimira Putina, który przegrał szczyt w Brisbane nie tylko propagandowo. Nie uzyskał bowiem także praktycznie wsparcia od Chin czy innych krajów BRICS, a na dodatek przyznał się do słabości ekonomicznej Rosji.

To, że Rosja słabnie, nie poprawia jednak trudnej sytuacji politycznej Ukrainy. Ukraińcy, stojący w obliczu poważnego kryzysu wewnętrznego, próbują ratować się sposobami, które już znamy – „kupowaniem czasu”.

Wbrew nadziejom idealistów, nic nie zapowiada sprawnego zbudowania koalicji rządowej między zwycięską partią premiera Arsenija Jaceniuka i blokiem prezydenta Petro Poroszenki. Koalicja ta zapewne powstanie, ale targi i próby budowania kompromisu muszą jeszcze potrwać. Nie wiadomo zatem, jak duże szanse na realizację mają kwestie uznane przez prezydenta Poroszenkę w jego inauguracyjnym przemówieniu z czerwca za najważniejsze. Oświadczenia obydwu ukraińskich przywódców dowodzą, że od reform takich jak samorządowa ważniejsze jest bezpieczeństwo kraju.

Kupowanie czasu przez Ukrainę ma jednak teraz – w przeciwieństwie do sytuacji sprzed dwóch miesięcy – charakter ofensywny. Dowodem jest decyzja Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, potwierdzona przez prezydenta, która anuluje specjalny status terenów okupowanych przez siły separatystów-terrorystów wspieranych przez Rosję. Środki na finansowanie usług publicznych, czy emerytur na terenach okupowanych przestaną już z Kijowa płynąć. W ten sposób władze Ukrainy podkreślają, że porozumienia z Mińska zostały złamane nie przez stronę ukraińską.

Jednak do tego, by sytuację uznać za opanowaną przez kijowskie władze, jeszcze bardzo daleko. Przede wszystkim rośnie niebezpieczeństwo agresji Rosji na pozostałe terytoria Ukrainy: rejony tzw. „korytarza” między Mariupolem i Bierdiańskiem a Odessą i Izmaiłem, a także okolice Charkowa. Ukrainie brakuje sił na odparcie takiego ataku, a na militarną pomoc Zachodu – mimo ostrych ostatnio wypowiedzi Obamy i innych zachodnich przywódców – ten kraj liczyć nie może.

Poza tym Ukrainie grozi zapaść gospodarcza. Skupienie wysiłków na konflikcie w Donbasie uniemożliwia skuteczne przeprowadzenie w Radzie Najwyższej wielu potrzebnych aktów prawnych. Konsensus wokół wojny i poczucie zagrożenie były jednak dotychczas i są nadal ważniejsze od reform. W tej sytuacji rezygnacja z finansowania Donbasu może być początkiem oczekiwanej poprawy sytuacji gospodarczej reszty kraju.

Jeśli Ukraina nie rozpocznie reform, grozi jej wybuch społeczny. A kolejnej rewolucji ten kraj może nie przetrzymać – i jest to znacznie większe zagrożenie od konfliktu w Donbasie.

*dr Łukasz Jasina – historyk i publicysta, ekspert ds. wschodnich, szef działu wschodniego tygodnika internetowego „Kultura Liberalna”