Newsletter

Otwarty konserwatysta

Adam Szostkiewicz, 20.11.2014
Paradoks papieża Franciszka polega na tym, że jest konserwatystą, acz budzi oczekiwania liberalne

Paradoks papieża Franciszka polega na tym, że jest konserwatystą, acz budzi oczekiwania liberalne – z Adamem Szostkiewiczem rozmawia Tomasz Mincer

Tomasz Mincer: Emocje po Synodzie Biskupów opadły. Było to wydarzenie przełomowe?

Adam Szostkiewicz: Jest to największe wydarzenie kościelne tego pontyfikatu. Papież nigdy wcześniej nie zebrał tak wielkiej grupy ludzi, by dyskutować na ważny temat. I nie wzbudził – może zresztą wbrew własnym intencjom – aż takiego zainteresowania w mediach, w tym światowych, przede wszystkim jednak świeckich. Media świeckie, bardziej chyba niż kościelne, entuzjazmowały się Synodem.

Wykonano dobrą robotę, stawiając pytania, o których wszyscy rozprawialiśmy. Fascynujące było obserwowanie, jak ścierały się różne wrażliwości religijne. Mówienie o konserwatystach i liberałach w Kościele jest oczywiście dosyć wygodne, zwłaszcza w świeckim medium, które ceni przekaz klarowny i prosty. W rzeczywistości kościelnej lepiej mówić o starciu się różnych wrażliwości duszpasterskich.

Jakich?

Z jednej strony wrażliwości empatycznej, ewangelicznej, nawiązującej bezpośrednio do przesłania Jezusowego, a z drugiej wrażliwości tradycjonalistycznej, z wersją Boga surowego, karzącego, który wymaga respektu, posłuchu, a nie dyskusji. Który domaga się wykonywania jego prawa w świecie takim, jaki jest. Nieco zaczepnie można by więc powiedzieć o wrażliwości faryzejskiej.

Dla wszystkich interesujących się sprawami religii – nie tylko Kościołem katolickim – pouczające było to, że można postawić ważny temat dla współczesnego świata, jakim jest rodzina. I że można tym tematem wywołać wielkie zainteresowanie. I to nie tylko – wbrew insynuacjom owego faryzejskiego nurtu na Synodzie i w Kościele – sprawami homoseksualnymi czy seksualnymi w ogóle oraz komunią dla rozwiedzionych. Tak przedstawiany Synod, szczególnie w mediach kościelnych, czyli uzależnionych od władzy kościelnej, jest karykaturą. Dyskusję sprowadza się wówczas do ataku na tradycję kościelną i naukę Jezusa i, o zgrozo, do ataku na naukę o małżeństwie Jana Pawła II (czego nie wahał się oznajmić abp Gądecki w pierwszych dniach Synodu).

Co jeszcze wiemy po Synodzie?

Synod pokazał jednocześnie, jak Kościół katolicki funkcjonuje. Frapujące były świadectwa, czyli relacje różnych małżeństw działających w rozmaitych kontekstach religijnych. Ci zwykli ludzie opowiadali owym bezżennym mężczyznom, którzy nigdy nie mieli i nie będą mieć swojej własnej rodziny, jak to jest być w rodzinie katolickiej w takim czy innym otoczeniu społecznym i kulturowym.

Interesujący był szczególnie wątek afrykański i kontrowersja, która wokół niego się pojawiła. Media kościelne, nieprzychylne otwartemu stylowi debaty i owemu „ewangelicznemu stronnictwu”, próbowały zarzucić rasizm kardynałowi Walterowi Kasperowi, uchodzącemu za liberała.

Jak pan to ocenia?

Przykro patrzeć na walkę we wspólnocie Kościoła rzymskiego, ale z drugiej strony dla publicysty jest to pasjonujące. Ciekawe były relacje małżeństw mieszanych, np. muzułmańsko-katolickich w tej części Afryki, gdzie dokonuje się ekspansja islamu, w jego wojowniczej, konfrontacyjnej wersji. Dlatego ten synod był ważny. Jest z pewnością osiągnięciem papieża Franciszka, który przyzwolił na otwarty ton dyskusji, a nawet do niego zachęcał.

Oczywiście już po Synodzie na scenę wkroczyła brutalna rzeczywistość, także realia polityki kościelnej. Ostatnie wypowiedzi Franciszka odbieram jako próbę „odkręcenia” otwartego, liberalnego tonu synodalnych debat. Na spotkaniu z katolickimi lekarzami papież przyjął postawę bardzo konserwatywną, ortodoksyjną, łącznie ze stosunkiem do in vitro.

Co się z tego urodzi?

Bardzo trudno przewidzieć. Rzeczywistość globalnego katolicyzmu jest płynna. Jednak nie dezawuowałbym Synodu i wszystkich jego skutków tylko dlatego, że to jest „jedno zebranie”. A następny jego etap odbędzie się za rok. Po drodze zaś papież zaniepokojony tym, że może doprowadzić do podziału we wspólnocie, zrobi krok w tył. Natomiast zmaganie się owych dwóch wrażliwości jest kwestią nie tylko katolicką, ale ogólnie chrześcijańską.

Owe nurty występują zapewne we wszystkich Kościołach lokalnych?

Oczywiście. Można bardziej skomplikować opis rzeczywistości i powiedzieć, że wśród twardych, rygorystycznych konserwatystów są też ludzie, którzy w godzinie próby potrafią wykazać się wrażliwością ewangeliczną. I podążać za tym, co określamy mianem nauki Jezusa. A zwłaszcza za ośmioma błogosławieństwami, które są czymś w rodzaju software’u chrześcijańskiego.

Jaką taktykę obierze papież wobec wewnętrznych napięć w Kościele?

Nie jest rolą lidera wprowadzanie zamętu i podziału do jego wspólnoty. Ostatnie ruchy posynodalne, jak odwołanie kard. Raymonda Burke’a, wyglądają troszkę jak wyrównywanie rachunków. Burke, który rzeczywiście ma niewyparzony język, opowiadał nie tylko rzeczy szkodliwe. Umacniał negatywne wyobrażenie Kościoła jako miejsca, w którym rządzą ludzie tak restrykcyjni, jak on sam.

Tymczasem w ciągu zaledwie dwóch lat Kościół zaczął być inaczej postrzegany. Stało się to dzięki stylowi duszpasterskiemu Franciszka. Z punktu widzenia spójności wizerunku wypowiedzi Burke’a trzeba uznać za zgrzyt. Niechże ci przeciwnicy, faryzejscy strażnicy ortodoksji, wyłożą karty na stół i powiedzą, co im się nie podoba. Może sam Franciszek? A może to, że papież majstruje przy Kurii Rzymskiej? Bo jednak pewne zmiany kadrowe i instytucjonalne w centralnym zarządzie Kościoła papież przeprowadza. Zobaczymy jakie dadzą efekty.

Czego jeszcze można się spodziewać po biskupie Rzymu?

Ani ci, którzy liczą, że Franciszek ostatecznie dostosuje się do kurialistów, prałatów, centralnej biurokracji, ani ci, którzy rzeczywiście spodziewają się, że dziś nastąpi jakaś rewolucja programowa, nie mają racji. Paradoks papieża Franciszka polega na tym, że jest konserwatystą, acz budzi oczekiwania liberalne. Tych oczekiwań papież nie zaspokoi, bo też nie widzi dla nich uzasadnienia. Jedyne co papież robi, i co jest ważne w Kościele, ale nie jest zmianą merytoryczną, to właśnie nowy styl pontyfikatu.

*Adam Szostkiewicz – tłumacz, dziennikarz. W l. 1988-99 w Tygodniku Powszechnym, od 1999 r. w Polityce.