Newsletter

Przepisomania

Adam Szejnfeld, 14.11.2014
Wiara w magiczne zaklęcia łączy wielu polityków i urzędników

Wiara w magiczne zaklęcia to coś, co łączy wielu polityków i urzędników. I tych w Polsce, i tych w Europie.

Ci którzy są odpowiedzialni za tworzenie prawa zbyt często dają się zwieść przekonaniu, że samo ustanowienie przepisu zmieni rzeczywistość niczym dotknięcie czarodziejskiej różdżki.

Niestety nie. Życie jest bowiem o wiele bogatsze niż prawodawstwo. Nigdy nikomu nie uda się stworzyć przepisów uniwersalnych, które będą znajdowały zastosowanie w każdej sytuacji.

To prawo musi być zmieniane i dopasowywane do ciągle nowej rzeczywistości. Nie odwrotnie! Czy ktoś mógłby sobie dzisiaj wyobrazić sytuację, w której próbujemy dostosować obowiązujące prawo autorskie do zachodzącej na naszych oczach rewolucji cyfrowej?

Czym więc powinniśmy kierować się, przyjmując przepisy, regulując kolejne obszary życia publicznego oraz prywatnego? Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że nie jesteśmy w stanie przygotować regulacji, które w sposób szczegółowy, jednoznaczny i konkretny będą przewidywały, co robić w każdej przyszłej i niepewnej sytuacji.

Zamiast pisać więc akty prawne liczące setki, a czasami nawet tysiące stron, trzeba tworzyć ustawy „lekkie”, które określają jedynie ramy przestrzeni. Ramy w jakich obywatel może się swobodnie poruszać bez naruszania obowiązującego prawa. Ci do których skierowane są dane regulacje muszą mieć pewność, że w ramach tych granic mają możliwość podejmowania zachowań według własnej woli i potrzeb. Innymi słowy to, co nie jest zabronione i nie narusza praw innych, jest dozwolone. I kropka.

Lekkie prawodawstwo nie niesie za sobą ciężaru nakazów, zakazów i kar, a norma bez sankcji nie jest wcale normą pustą. Prawo takie, przekazując inicjatywę obywatelowi, daje mu wolność. Jest ona z jednej strony twórcza, ale z drugiej w zasadzie jest skutecznie weryfikowana przez życie, w tym przez wolny rynek.

To co dokucza ludziom w Polsce, ale też i w całej Europie, to „przepisomania”. A przecież wszystko dobrze się układa, kiedy można realizować swoje cele, marzenia lub obowiązki, opierając się na zdrowym rozsądku. Natomiast problemy, a czasami bariery nie do przejścia powstają wówczas, kiedy trzeba wyłączyć zdrowy rozsądek. I zacząć kierować się jedynie paragrafami.

Zamiast więc zastanawiać się, dlaczego coś jeszcze nie zostało uregulowane, lub też rozważać, czy coś, co już zostało opisane przepisami prawa, nie wymaga jeszcze dalej idącego uregulowania, warto zaufać obywatelowi. Postawmy więc wreszcie na zdrowy rozsądek.

Radykalne zwiększanie swobód i wolności obywatelskich w każdej dziedzinie – w aktywności prywatnej, społecznej, gospodarczej, ale także w dziedzinie aktywności zawodowej – to z pewnością jedno z najważniejszych wyzwań, przed którymi dzisiaj stoimy. Trzeba wypowiedzieć wojnę dominującej w Europie doktrynie regulacyjnej. I powiedzieć NIE państwowemu czy unijnemu paternalizmowi, który zabija samodzielność i indywidualizm.

Idea wolności ma tutaj fundamentalne znaczenie. Swoboda działania o wiele bardziej służy bowiem tworzeniu nowych miejsc pracy, czy aktywizowaniu zawodowo szerszego kręgu osób, niż skostniałe przepisy prawa i biurokratyczne procedury. Dlatego trzeba podejmować trud deregulacji prawa.

Zamiast więc wierzyć w magiczną moc tworzonych przepisów, warto uwolnić kreatywność obywateli. Magia wolności jest bowiem skuteczniejsza w budowaniu rozwoju niż ciężar paragrafów. Bez tego można zapomnieć o przewagach konkurencyjnych Polski w Unii Europejskiej, a Europy w świecie.