Newsletter

Ukraiński test dojrzałości

Łukasz Jasina, 02.11.2014
Rosja powinna żałować, że nie doszło do głosowania na całej Ukrainie

Rosja powinna żałować, że nie doszło do głosowania na całej Ukrainie

CC BY-SA 2.0. Źródło: OSCE Parliamentary Assembly

Wybory parlamentarne na Ukrainie zakończyły długi proces formowania się w tym kraju konstytucyjnych władz, które posiadałyby legitymację wyborców. Jednak wbrew entuzjastycznym opiniom niektórych polskich i europejskich publicystów i polityków, to dopiero początek bardzo długiej i wyboistej drogi.

Kreml przekombinował

Wielu mówi, że w przypadku ukraińskich wyborów za sukces należy uznać już to, że się w ogóle odbyły. Ale czy naprawdę należy to tak bardzo podkreślać? Samo przeprowadzenie elekcji, zwłaszcza od momentu rozpoczęcia dialogu Putin – Poroszenko, nie wydawało się przecież zagrożone. Te wybory zdawały się być potrzebne nawet Rosji, która ostatnio ustami ministra Ławrowa wygłosiła oświadczenie uznające fakt ich przeprowadzenia oraz wynik (choć bardzo lakonicznie i przy jednoczesnej kolejnej fali ataków propagandowych).

Rosja powinna zresztą żałować, że nie doszło do głosowania na całym obszarze obwodów donieckiego i ługańskiego. Jak bowiem pokazują wstępne wyniki, w pozostałych obwodach wschodniej Ukrainy weszliby wtedy do Rady Najwyższej choćby komuniści, a i rezultat Bloku Opozycyjnego, składającego się głównie z byłych działaczy Partii Regionów i totumfackich Janukowycza, byłby znacznie lepszy. Możliwość sabotowania ukraińskich reform i dezorganizacji życia publicznego znacznie by się wtedy zwiększyła, co działałoby na korzyść rosyjskiej polityki.

Co z tą „masą krytyczną”?

Paradoksalnie największym sukcesem odradzającej się ukraińskiej demokracji jest właśnie to, że Blok Opozycyjny odniósł tak wielki sukces na wschodzie. Bo czyż to nie dowód, że na Ukrainie panuje autentyczny pluralizm, skoro do parlamentu wchodzą ci, którzy podczas rewolucji byli po drugiej stronie barykady? Z drugiej strony, skoro elektorat Bloku poszedł do wyborów, oznacza to także, iż uznaje on ukraińską państwowość i opowiada się za dalszym trwaniem Ukrainy jako państwa.

Wiele analiz poświęcono tzw. przesunięciu masy krytycznej w środkowej Ukrainie. W kontekście wyborczych przewag Bloku Opozycyjnego w ośrodkach takich jak Charków postawić sobie należy jednak pytanie o to, jaki naprawdę sens mogło mieć to przesunięcie. Symboliczne uznanie proeuropejskiego wyboru kraju, niechęć do separatyzmu i lojalność wobec państwa ukraińskiego czy symbole, jak obalenie charkowskiego pomnika Lenina, nie oznaczają przecież jeszcze, że ta część Ukrainy (moim zdaniem najważniejsza obok Kijowa dla dalszego istnienia państwa) upodobniła się do regionów na zachodzie kraju.

W tym kontekście ostrożna polityka prezydenta Poroszenki, godzącego się na rozejmy i ich faktyczne nieprzestrzeganie, nie przeprowadzającego rozliczeń z kolaborantami i podkreślającego stale zgodę na wewnętrzną różnorodność kraju wydaje się słuszna i jedyna z możliwych.

Porażka radykałów

Demonizowane – zwłaszcza w Polsce, ale i w Niemczech – prawicowe partie polityczne takie jak Swoboda (choć tylko Prawemu Sektorowi można przypisać w tej chwili skłonność do działania ekstremistycznego) nie przekroczyły pięcioprocentowego progu uprawniającego je do zasiadania w Radzie Najwyższej. Owszem, najprawdopodobniej niektórzy z ich działaczy wejdą do parlamentu dzięki okręgom jednomandatowym. Biorąc jednak pod uwagę słabość poparcia dla tych ruchów w skali całego kraju, budowany przez niektóre media histeryczny obraz wszechogarniającego ukraińskiego nacjonalizmu można uznać za fałszywy.

Ponieważ życie polityczne nie znosi próżni, miejsce opisanych wyżej skrajnych ugrupowań narodowych zajęła teraz Partia Radykalna Olega Ljaszki. To dziwny konglomerat ludzi nikomu nieznanych i autentycznie coś znaczących jednostek szermujący hasłami nacjonalistycznymi i populistycznymi. Sam Oleg Ljaszko jest człowiekiem obciążonym bagażem niejasności i skandali, kimś w rodzaju ukraińskiego Żyrinowskiego. Jego roli w ukraińskiej polityce nie należy jednak przeceniać, a sukces, póki co skromny, wypada przypisać temu samemu mechanizmowi, który w Polsce wyniósł swego czasu do Sejmu Andrzeja Leppera.

W rubryce „kurioza” odnotować też należy porażkę  Batkiwszczyny Julii Tymoszenko. To kolejny epizod zmierzchu tego polityka.

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Analitykom pokrzyżowała trochę szyki zmiana zwycięzcy wyborów. Nie jest nim, jak się spodziewano, „partia władzy”, czyli Blok Petra Poroszenki, ale Front Ludowy kierowany przez premiera Arsenija Jaceniuka i Ołeksandra Turczynowa, byłego tymczasowego prezydenta Ukrainy. To zwycięstwo struktur, ale też dowód dojrzałości ukraińskiego społeczeństwa, które postawiło na człowieka pozbawionego charyzmy, lecz za to niezwykle skutecznego w kierowaniu rządem. Zwycięstwo Jaceniuka jest gorzką pigułką, którą prezydent Poroszenko musi przełknąć, aby można było skutecznie rządzić krajem. Inaczej Ukrainę czeka zamęt i być może powtórka z Majdanu. Przy wszelkich zastrzeżeniach, duet Poroszenko – Jaceniuk jest dziś najlepszym z możliwych modeli władzy na Ukrainie.

Polska a sprawa ukraińska

Na końcu warto się odwołać do kwestii „Polska a sprawa ukraińska”. Wygrali politycy, dla których Polska nie jest priorytetowym partnerem. Swobodnie władający angielskim  Poroszenko i Jaceniuk nie potrzebują polskiego pośrednictwa. Czeka ich także wiele wyzwań, które relacje z zachodnim sąsiadem przesuną na dalszy plan.

To, że zniknął nacjonalistyczny straszak w postaci „Prawego Sektora”, wcale nie oznacza, że znikną polskie lęki. Samopomoc, kierowana przez mera Lwowa Andrija Sadowego, odniosła w tych wyborach spory sukces. Nie jest to rzecz jasna partia nacjonalistyczna, ale obraz mera Lwowa nie jest w polskich mediach zbyt dobry. Każdy gest „o charakterze nacjonalistycznym” wykonany przez Poroszenkę czy Jaceniuka zostanie zresztą natychmiast w Polsce podchwycony, zaś zapewnienia, że nie miał antypolskiego wydźwięku, nie będą specjalnie działały na Polaków.
Tym szybciej należy więc przystąpić do zaniedbanego dialogu o sprawach trudnych między naszymi krajami.

Podziękowania dla Tomasza Piechała za rozmowę

*dr Łukasz Jasina – historyk i publicysta, ekspert ds. wschodnich, szef działu wschodniego tygodnika internetowego „Kultura Liberalna”