Newsletter

Paliwowa puszka Pandory

Katarzyna Cięciak, 24.10.2014
Nową bolączką Kremla jest widmo eksportu amerykańskiej ropy i gazu do Europy

Nową bolączką Kremla jest widmo eksportu amerykańskiej ropy i gazu do Europy

CC0 Public Domain. Autor: tpsdave

Czy zapowiedzi prezydenta Władimira Putina o rozszerzeniu współpracy ze Wschodem są zabiegiem czysto propagandowym, czy realnym planem? Na ile działania Zachodu będą coraz ostrzejsze i wpłyną na stan rosyjskiej gospodarki?

Sankcje Unii Europejskiej i USA nałożone na przedsiębiorstwa przemysłu naftowego w Rosji coraz bardziej dają się Kremlowi we znaki. To jednak nie jedyne problemy sektora paliwowego w Rosji. Kolejną bolączką jest widmo eksportu amerykańskiej ropy i gazu do Europy. Kryzys w branży paliwowej może wpędzić Rosję w bardzo poważne tarapaty.

O sankcjach słów kilka

Przypomnijmy, że sankcje Zachodu wobec Kremla wprowadzano stopniowo jako reakcję na działania Rosji destabilizujące sytuację na Ukrainie. Dodatkowym bodźcem dla ich zaostrzenia było zestrzelenie malezyjskiego samolotu, przypisywane prorosyjskim separatystom na Ukrainie.

Najszerszy pakiet sankcji wprowadzono 1 sierpnia br. rozporządzeniem Rady Unii Europejskiej, obejmującym wybrane sektory rosyjskiej gospodarki oraz wskazującym listę przedsiębiorstw i osób powiązanych z rosyjskimi władzami.

Ograniczono wówczas dostęp do europejskiego rynku kapitałowego pięciu największym rosyjskim bankom państwowym (Sbierbank, Rossielchozbank, WTB, Gazprombank i WEB). Zakaz dotyczył obrotu papierami wartościowymi i innymi instrumentami rynku finansowego o terminie zapadalności powyżej 90 dni. Ten pakiet sankcji nie pozbawił jednak rosyjskich banków możliwości zaciągania kredytów w europejskich instytucjach finansowych.

We wrześniu sankcje zostały zaostrzone, a do grona państw ich stosujących dołączyły USA oraz Kanada. Wówczas ograniczeniami w dostępie do kapitału objęto branżę naftową, w tym największe przedsiębiorstwa: Rosnieft, Transnieft i Gazprom Nieft. Spółki te odcięto od możliwości zaciągania kredytów i korzystania z innych instrumentów finansowych, których termin wykonalności jest dłuższy niż 30 dni. Oznacza to de facto ich odcięcie od zachodnich rynków finansowych.

Warto dodać, że np. Rosnieft jest zadłużona w amerykańskich i europejskich bankach na kilkanaście miliardów dolarów, a termin spłaty tych zobowiązań mija na początku przyszłego roku. Takie same restrykcje obejmują największe firmy zbrojeniowe oraz rosyjskie banki państwowe, na które już w sierpniu UE nałożyła nieco łagodniejsze obostrzenia.
Europejczycy i Amerykanie nie mogą też kupować obligacji i akcji z nowych emisji tych banków. Ponadto nowe możliwości inwestycyjne dla Rosji zamroziły Europejski Bank Centralny i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

Dodatkowo, co się tyczy przemysłu paliwowego w Rosji, UE i USA wprowadziły zakaz sprzedaży technologii potrzebnych do wydobycia ropy ze złóż głębinowych, złóż w Arktyce oraz z pokładów łupkowych. Pakiet ten poszerzono o zakaz świadczenia usług z nim związanych, takich jak np. serwisowanie sprzętu, wykonywanie odwiertów czy pomiarów.

Dobra mina do złej gry?

Prezydent Putin w wywiadach oświadcza, że Rosja aktywnie przechodzi na własne zasoby oraz współpracę ze Wschodem i Ameryką Środkową. Ze spokojem odnosi się do sankcji i uważa, że będą one skutkować negatywnie nie tyle na gospodarkę rosyjską, co na europejską i światową.

Dane międzynarodowych instytucji finansowych (w tym agencji ratingowej Fitch czy Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju) oraz opinie innych rosyjskich polityków nie są już tak optymistyczne. Wynika z nich, że rosyjska gospodarka jest w bardzo trudnej sytuacji. Kurs rubla osiągnął niespotykany dotąd spadek. Przy przedłużających się problemach gospodarczych, Rosję może dotknąć recesja już pod koniec bieżącego roku lub na początku roku 2015.

Pogarszająca się sytuacja jest także pochodną problemów branży paliwowej. Należy bowiem pamiętać, że wpływy z branży naftowej stanowią prawie połowę dochodów budżetu Rosji. Ponadto w tym roku znaczna część dochodów ze sprzedaży ropy przeznaczona jest na działania wojskowe i wydatki związane z aneksją Krymu.

Kolejnym problemem jest spadająca cena ropy na rynkach światowych. Obecnie utrzymuje się poniżej psychologicznego progu 100 dolarów za baryłkę. Tymczasem rosyjski budżet zaplanowano w oparciu o cenę ropy w wysokości 104,5 dolarów za baryłkę. Oczywiście jeśli ten spadek cen będzie krótkotrwały, wówczas nie wywróci budżetu Rosji do góry nogami. Ale jeśli spadek cen się utrzyma, to w przyszłym roku budżet znajdzie się w poważnych tarapatach.

Zachód pokazał też, że może zagrozić rozwojowi rosyjskiej branży naftowej. Firmy z Europy i USA nie mogą pomagać rosyjskim koncernom w eksploatacji złóż: w Arktyce, z pokładów w łupkach i podmorskich na dużych głębokościach. A to jest duży problem, gdyż pewne technologie i ich serwisowanie mają miejsce tylko w USA. Zaś sankcje tego zabroniły. Przykładowo, ExonnMobil zawiesił współpracę z Rosnieftem na morzu w Arktyce. Dla Rosjan stanowi to poważny problem w prowadzeniu dalszych prac, a odkryte złoża według rosyjskich szacunków są porównywalne do tych w Arabii Saudyjskiej.

Od czasu wprowadzenia sankcji wartość rubla systematycznie spadała, osiągając najniższy w historii poziom – za 1 dolara trzeba w ostatnich dniach płacić 40 rubli.  Zaostrzenie sankcji to również sygnał dla inwestorów do wycofywania kapitału.

Łupkowa rewolucja w Stanach

Kolejną bolączką rosyjskiej branży paliwowej, ale i całej gospodarki, jest rosnące wydobycie ropy i gazu w Stanach Zjednoczonych powstałe na skutek łupkowej rewolucji. Zgodnie z zdanymi Międzynarodowej Agencji Energetycznej, USA od kilku lat są liderem w wydobyciu gazu ziemnego. W tym roku mogą także zająć pierwsze miejsce w wydobyciu ropy, wyprzedzając tym samym Rosję i Arabię Saudyjską. Możliwość eksportu ropy i gazu z USA całkowicie zmieni stały od lat ranking eksporterów.

UE w ramach negocjowanego Transatlantyckiego Porozumienia o Wolnym Handlu chce otworzyć sobie drogę do importu amerykańskiej ropy i gazu. Bowiem od 1975 r. w USA obowiązuje zakaz eksportu surowców energetycznych, który był konsekwencją nałożenia przez kraje arabskie embarga na ropę.

Amerykańskie władze przymierzają się do odstępstw od obowiązującego zakazu eksportu surowców energetycznych. Obecnie USA dysponują znaczącymi nadwyżkami ropy naftowej, więc zniesienie zakazu byłoby korzystne nie tylko z punktu widzenia światowego rynku, ale także dla USA. Przełożyłby się na wzmocnienie pozycji tego kraju w sektorze energetycznym.

Problemy Gazpromu

Z problemami borykają się nie tylko branża naftowa w Rosji. Także Gazprom nie jest w najlepszej kondycji. Dowodem tego są doniesienia medialne o wynikach finansowych spółki. W tym roku wydobycie gazu przez Gazprom będzie najniższe od czasu powstania koncernu. Wiąże się to m.in. ze wstrzymaniem przesyłu paliwa na Ukrainę, czy z rosnącą w Rosji konkurencją. Według władz Gazpromu, tegoroczne wydobycie gazu wyniesie 463 mld m3. Jest to prognoza niższa o prawie 7 proc. w stosunku do tej, jaką koncern podawał w maju.

Zmalała także ilość odbiorców błękitnego paliwa, co jest skutkiem ciepłej zimy i dokonanych w krajach Europy Zachodniej sporych zapasów gazu. Ilość magazynowego gazu zwiększono także na skutek agresji Rosji na Ukrainę. A wstrzymanie dostaw gazu na Ukrainę dodatkowo zmniejszyło wydobycie gazu w Rosji.

Także na rodzimym rynku koncern ma problemy. W wakacje zmniejszyło się zużycie gazu przez firmy energetyczne o ponad 7 proc. Według analityków jest to wynik spadku zapotrzebowania rosyjskiego przemysłu na energię, a także przez zwiększenie wykorzystania energii atomowej. Warte wspomnienia jest także dopuszczenie innych niż Gazprom podmiotów do gazociągu „Siła Syberii”, którym rosyjski gaz popłynie do Chin.

Gazprom długo sprzeciwiał się dopuszczeniu konkurencji. Zmiana decyzji może być pochodną tego, że koncern wydobywa coraz mniej gazu, a kontrakt z Chinami podpisany został na 30 lat. Gazprom ma dostarczać 36 mld m3 gazu, budowany gazociąg może przesyłać aż 60 mld m3. Tak więc przychody z usług przesyłowych pozwolą zmniejszyć koszty budowy (ok. 55-70 mld dolarów) i zapełnić rurociąg gazem od niezależnych producentów. Pierwsze dostawy gazu liczącą ponad 4 tys. km „Siłą Syberii” Chiny mają otrzymać pod koniec 2018 roku.

Co jeszcze szykuje Zachód?

Unia Europejska nałożyła do tej pory sankcje wizowe i finansowe na 119 osób (są to politycy, wojskowi oraz osoby z bliskiego otoczenia Kremla), oraz na 23 przedsiębiorstwa. Okazuje się, że to tylko część sankcji. Pod koniec września Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której zaapelował, by w razie dalszego destabilizowania Ukrainy i braku wyraźnych znaków wskazujących na uspokojenie sytuacji zamrozić współpracę z Rosją w branży atomowej i energetycznej. A także by wykluczyć Rosję z systemu międzynarodowych rozliczeń finansowych (SWIFT).

Takie działania spowodowałyby znaczny spadek rosyjskiego PKB. SWIFT to międzynarodowe stowarzyszenie instytucji finansowych. System służy do realizowania transakcji pomiędzy bankami, giełdami, domami maklerskimi i innymi instytucjami finansowymi. Skupia ponad 10 tys. instytucji w ponad 200 krajach świata. Jest przede wszystkim istotny dla szybkiego i bezpiecznego rozliczania płatności.

Czy Chiny faktycznie uratują rosyjską gospodarkę? Tak może wynikać z wypowiedzi prezydenta Putina, ale dane dotyczące wymiany handlowej wcale tego nie potwierdzają. To USA i UE są głównymi rynkami zbytu dla Chin, a nie Rosja. Nawet jeśli zostaną uruchomione nowe możliwości długoterminowej współpracy gospodarczej w obszarze chociażby branży paliwowej, to na ich realizację trzeba będzie poczekać dobrych kilka lat (jak w przypadku inwestycji „Siła Syberii”). W niczym jednak nie poprawi to rosyjskiej sytuacji, a jedynie uzależni Kreml od Pekinu…

Społeczeństwo rosyjskie wciąż w zdecydowanej większości popiera swojego przywódcę. Rosjanie niezależnie od tego, jak silnie odczują skutki obecnych problemów gospodarczych, zapewne staną murem za swoim „carem”. Pojawia się jednak pytanie, czy rosyjska oligarchia, która już zaczyna (lub zacznie niedługo) odczuwać finansowo sankcje Zachodu, nadal będzie popierać Władimira Putina? Tego nie byłabym już taka pewna.

*Katarzyna Cięciak – doktor nauk ekonomicznych; adiunkt w Katedrze Polityki Przemysłowej i Ekologicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie