Newsletter

ISIS z odsieczą Putinowi

Łukasz Jasina, 23.10.2014
Czy Ukraina zapłaci za wojnę Zachodu z Państwem Islamskim?

Czy Ukraina zapłaci za wojnę Zachodu z Państwem Islamskim?

© RIA Novosti. Sergey Guneev

Walka z tzw. Państwem Islamskim może doprowadzić do poważnego przeorientowania unijnej i amerykańskiej polityki zagranicznej. Jedną z ofiar tego działania, nawiązującego do klasycznego osiemnastowiecznego „odwracania sojuszy”, może być Ukraina.

Niby dlaczego Władimir Putin ma się nagle nie okazać sojusznikiem potrzebnym w walce z bliskowschodnim terroryzmem? Historia zna takie przykłady, gdy ludzie definiowani niegdyś przez światową wspólnotę demokratyczną jako terroryści lub sponsorzy terroryzmu stawali się nagle ponownie partnerami i jak gdyby nigdy nic podawano im ręce, składano wizyty i przyjmowano w swoich krajach. Przykładem może być Muammar Kaddafi. To, że później zginął, nie ma w tym wypadku wiele do rzeczy. Gdyby nie zechciało go obalić libijskie społeczeństwo, rządziłby nim do dzisiaj.

Dla pokonania ISIS jesteśmy w stanie (jako Zachód) porozumieć się z Iranem, a także z prezydentem Syrii Baszszarem al-Assadem. Putin nigdy nie został w żadnym z oficjalnych przemówień uznany za „sponsora terroryzmu”. Tym łatwiej jest się z nim porozumieć.

Konflikty lokalne a konflikty globalne

Niestety, mimo starań choćby polskich polityków, konflikt na Ukrainie nie osiągnął statusu globalnego. Przykładem tego jest niemożność wykluczenia Rosji z międzynarodowych  klubów takich jak G-20. Na propozycję, by nie zapraszać Putina na australijski szczyt grupy, negatywnie odpowiedzieli jej członkowie tacy jak Chiny, Indie czy Brazylia. Konflikt w Europie nie jest dla nich kwestią realnego zagrożenia lub moralności, ale oddaloną o tysiące kilometrów lokalną wojną, która powoduje konflikt między trzema mocarstwami (Unią Europejską, Stanami Zjednoczonymi i Rosją), przy sprzyjającej koniunkturze mogący być źródłem korzyści (czego z kolei dowodzi przykład Brazylii i Chin).

Konflikt ukraiński dowiódł słabości dotychczasowego konspektu polityki globalnej. Elitarny klub G-7 – składający się z Japonii, mocarstw Ameryki Północnej i Europy Zachodniej – nie jest już w stanie w żadnym wypadku narzucić swojej woli rosnącym mocarstwom z Ameryki Południowej, Afryki czy Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Oczywiście, USA pozostają w dalszym ciągu jedynym supermocarstwem zdolnym choćby do przerzucania swoich sił zbrojnych w różne zakątki globu, a Niemcy, Francja czy Wielka Brytania utrzymują swoje strefy wpływów (choć Japonia już raczej nie). Niemniej nawet najsilniejszy z tych krajów utracił szansę na uniwersalne przywództwo.

Słaba narracja USA, podzielona Unia

Osłabło też znaczenie amerykańskiej narracji. Finansowana przez rosyjskie instytucje państwowe globalna telewizja informacyjna „RT”, z kanałami w języku angielskim, hiszpańskim, francuskim i arabskim, odgrywa coraz bardziej znaczącą rolę w kreowaniu światowego przekazu medialnego. Prezentowana tam wizja konfliktu na Ukrainie, a także jednoczesne wygrywanie antyamerykanizmu i tendencji antyzachodnich w niegdysiejszym „Trzecim Świecie”, doprowadziły choćby do tego, że działania Putina na Ukrainie są często zestawiane z amerykańskim atakiem na Irak.

Do tego dochodzi permanentna kompromisowość Zachodu wobec przywódcy Rosji. Jeśli nie liczyć wypowiedzi litewskiej prezydent Dalii Gribauskaite oraz pewnej liczby polityków średniego i niższego szczebla – Putin nigdy nie został zdefiniowany jako „terrorysta” czy „wróg”, a co najwyżej  jako „przeciwnik”.

Mimo różnych deklaracji, Putin jest także przeciwnikiem uznawanym za „obliczalnego”. W dalszym  ciągu spotykamy się z nim przy różnego rodzaju okazjach – już wkrótce, podczas szczytu Europa-Azja w Mediolanie, przy jednym stole zasiądą z nim Donald Tusk i Ewa Kopacz. Zwłaszcza dla Donalda Tuska relacje z przywódcą Rosji będą wielkim wyzwaniem. Jako przywódca Polski mógł odgrywać wobec niego inną rolę – w tym wypadku będzie musiał reprezentować całą Unię, również coraz bardziej prorosyjską jej część (Słowacja, Austria, Czechy, Węgry, a w dużym stopniu również Finlandia, Cypr czy Grecja – kraje w różny sposób dystansujące się od polityki sankcji). Tego wyzwania Tusk jest świadom.

Prezent na urodziny

Potrzeba zbudowania wszechświatowej koalicji, wspierającej dążenia Stanów Zjednoczonych do zlikwidowania wielkiego niebezpieczeństwa, które rodzi się na Bliskim Wschodzie i jest w stanie uzyskać rangę globalną – może stać się okazją, którą wykorzysta Putin.

Nic na razie, mimo pewnego uspokojenia sytuacji na Ukrainie, nie zapowiada możliwości wycofania się Putina ze zdobytej tam pozycji oraz poprawy sytuacji Ukraińców. Więcej: z uwagi na przeniesienie priorytetów Stanów Zjednoczonych, Ukraińcy będą musieli w dalszym ciągu kontynuować politykę jednostronnej deeskalacji, ku wielkiemu zadowoleniu Putina. Jeśli uda mu się jeszcze uzyskać wstrzymanie polityki sankcji, co pomogłoby mu w przetrwaniu potencjalnego kryzysu gospodarczego – humor kończącego właśnie sześćdziesiąt dwa lata Władimira Władimirowicza  może się znacząco poprawić.

*dr Łukasz Jasina – historyk i publicysta, ekspert ds. wschodnich, szef działu wschodniego tygodnika internetowego „Kultura Liberalna”