Newsletter

Lady Makbet obroni swoje maleństwa

Aleksandra Kaniewska, Jarosław Makowski, 01.10.2014
Nominacja Ewy Kopacz na premiera spowodowała, że światło dzienne ujrzał mizoginizm

Nominacja Ewy Kopacz na premiera spowodowała, że światło dzienne ujrzał mizoginizm

Nad jej rządem będzie czuwał duch Tuska”. „Niestabilna emocjonalnie, histeryczna”. „Nie oceniam urody”, „Dama z pazurkami” – swoją porcję werbalnej przemocy w ciągu ostatnich tygodni otrzymała była marszałek Sejmu Ewa Kopacz powołana na stanowisko premiera. Nominacja dla drugiej w polskiej historii premier kobiety rozpoczęła paradę epitetów, mniej lub bardziej kolorowych, wśród których dominowały te odnoszące się do emocjonalności byłej pani marszałek, jej doboru garsonek oraz relacji z odchodzącym do Brukseli premierem Donaldem Tuskiem.

Piotr Skwieciński ogłosił w tygodniku „wSieci”, że jest niesamodzielna intelektualnie, pozbawiona charyzmy i wdzięku. Nie uściślił, po co politykowi potrzebny miałby być wdzięk. Z kolei Rafał Ziemkiewicz stwierdził, że Kopacz to książkowy przykład Panny Nikt. „Jest wyłącznie przedłużeniem Donalda Tuska”. Wiadomo: Ewa powstała przecież z żebra Adama, a w co jak w co, ale w Biblię prawica wierzy bardziej niż w konstytucję.

Naturalna funkcja nadana przez naturę

Skala medialnej mizoginii była tak wielka, że wpadła w nią sama Ewa Kopacz. Kiedy w końcu publicznie zaprezentowała skład swojego gabinetu, odwołała się do jedynego znanego opinii publicznej punktu odniesienia – płci. Właściwie wcale to nie dziwi, skoro przez dni poprzedzające konferencję słowa „kobiecy” czy „babski” dominowały w medialnej narracji. Dlaczego kobiety w polityce są dla mediów niewygodne? I dlaczego im samym tak trudno jest uwierzyć, że mogą – i powinny tego żądać – być oceniane nie przez fakt noszenia spódnicy i tembr głosu, ale swoje doświadczenie i podejmowane decyzje?

Czytaj całość

Źródło: Rzeczpospolita