Newsletter

Era pracownika?

Marzena Haponiuk, 26.09.2014
Kończą się czasy dyktatu pracodawców

Spadające od kilku miesięcy bezrobocie oraz wzrost liczby ofert pracy w pośredniakach to symptomy ożywienia na rynku pracy. Firmy, które w czasie kryzysu przyjęły strategię na przeczekanie, zaczynają optymistycznie patrzeć w przyszłość i planować zatrudnienie. Robią to mając świadomość, że pozaurzędowe kanały dystrybucji informacji o wakatach (networking, ogłoszenia w internecie czy prasie) nie przynoszą już spodziewanych rezultatów.

CC BY-SA 3.0. Autor: Evan Bench

Zwiększenie liczby ofert pracy zanotowały m.in. portale rekrutacyjne, a wśród pracujących można zaobserwować zmianę nastrojów. Pytani o to, czy rozważają zmianę pracy, coraz częściej odpowiadają twierdząco. To sygnał dla pracodawców, że czasy, gdy pracowników było na pęczki, z wolna odchodzą do przeszłości.

Czy to wystarczy, by ogłosić początek ery pracownika? Raczej nie, jeśli zważyć na fakt nadużywania umów cywilnoprawnych, umów terminowych, „zatrudniania” w szarej strefie, niski poziom uzwiązkowienia, wynikający częściowo z niechęci pracodawców do zrzeszania się członków ich załóg, czy wciąż dużą podaż zasobów pracy (wg. najnowszych danych GUS w Polsce mamy 1,8 mln bezrobotnych). Analiza danych demograficznych oraz trendów na rynku pracy pozwala jednak przypuszczać, że do zmiany układu sił dojdzie już w ciągu najbliższych kilku lat.

Klin demograficzny

Jak wynika z prognozy demograficznej dla Polski na lata 2008-2035, liczba osób w wieku produkcyjnym w ciągu najbliższych 5 lat zmniejszy się o około 1,2 miliona. Dla przypomnienia: dziś w Polsce pracuje nieco ponad 15 milionów osób (wg Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności). Lukę tę częściowo wypełnią ludzie, którzy w wyniku wydłużenia wieku emerytalnego pozostaną dłużej na rynku pracy. Nie nastąpi to jednak zbyt szybko, bo proces ten został rozłożony na lata.

Nie bez znaczenia są tu też trendy społeczne. Podejście: „żyję, aby pracować” zmienia się na: „pracuję, aby żyć”. „Igreki”, czyli pokolenie urodzone w latach 80., oraz kolejne roczniki wychowane w realiach względnego dobrobytu prezentują często odmienne podejście do pracy niż Polacy z wcześniejszych generacji. Gdy praca nie spełnia oczekiwań, wielu młodych woli z niej zrezygnować, nawet kosztem bezrobocia i bycia na utrzymaniu rodziców czy dziadków. Nieprzygotowani do trudnych realiów, młodzi mogą zasilić dość już liczną grupę NEETS-ów (z ang. not in employment, education, training, school). Część z tych osób może zaś zdecydować się na wyjazd za granicę.

Kluczowym czynnikiem w walce o lepszą pozycję pracowników może się jednak okazać nie tyle liczebność zasobów pracy, ile kwalifikacje. Dobrze widać to w przemyśle, gdzie automatyzacja procesów produkcji zmniejszyła zatrudnienie w niektórych gałęziach. Wydaje się, że w obliczu spodziewanych niedoborów kadrowych to technologia będzie rozwiązaniem. Owszem, dziś częściej potrzebni są specjaliści do obsługi maszyn i linii produkcyjnych niż nisko wykwalifikowani robotnicy. Specjaliści będą więc doceniani, zwłaszcza jeżeli chcemy ich zatrzymać w kraju. Już dziś tak się dzieje np. w przypadku operatorów zaawansowanego sprzętu, inżynierów czy zawodowych kierowców.

Z drugiej strony ogromnie rozrósł się sektor usług, który dziś zatrudnia w Polsce 9 mln osób. Co prawda, wciąż pokutuje przekonanie, że w usługach wykształcenie ma mniejsze znaczenie niż w innych branżach. Tyle że coraz bardziej skomplikowane produkty, coraz bardziej nowatorskie usługi i zaawansowane technologie będą wymagały coraz lepiej wyszkolonych profesjonalistów, którzy będą je obsługiwać lub sprzedawać. W warunkach niedoborów kadrowych to kompetencje i kwalifikacje wpłyną na relacje pomiędzy uczestnikami rynku pracy. Ich poziom z pewnością będzie rósł za sprawą m.in. odrodzenia szkolnictwa zawodowego, zmian w szkolnictwie wyższym, otwierającym się na osoby starsze, czy utworzonego w wyniku reformy urzędów pracy Krajowego Funduszu Szkoleniowego (środki z niego będą przeznaczone głównie na szkolenia pracowników).

Zarządzanie po nowemu

Nowa sytuacja wymusi na pracodawcach szereg działań dostosowawczych. Na co przede wszystkim powinni się przygotować? Zmniejszona podaż pracowników oraz wydłużenie wieku emerytalnego spowodują potrzebę wprowadzenia w wielu firmach zarządzania wiekiem. Inne są przecież potrzeby oraz sposoby motywowania osób bez doświadczenia zawodowego od tych z długim stażem.

Zmianie ulegną też potrzeby samych pracowników. Szczególnie ważne są narzędzia zapewniające równowagę na linii praca – dom. O work life balance mówi się najczęściej w odniesieniu do potrzeb rodziców małych dzieci. Wkrótce o wiele większym wyzwaniem będzie ułatwianie łączenia pracy z domem pracownikom w średnim wieku, często opiekującym się swoimi starzejącymi się rodzicami.

Z pomocą pracodawcom przyjdą nowe technologie. Coraz więcej zawodów można wykonywać poza biurem, za pośrednictwem komputera z dostępem do internetu i telefonu. Możliwość wykonywania telepracy (obecnej w kodeksie pracy) od wielu lat jest częstym postulatem pracowników. Jednak pracodawcy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw (MSP) wciąż z ogromnym dystansem podchodzą do tego rozwiązania, mimo że na świecie jest ono bardzo popularne.

Zmiana klimatu

Od wielu lat klimat bardziej sprzyja pracodawcom niż pracownikom. Wysokie bezrobocie okresu transformacji – przerwane kilkuletnim ożywieniem, by znów, w następstwie kryzysu z 2009 roku, wzrosnąć – wzmocniło pozycję pracodawców jako rozgrywających na rynku zatrudnienia. W obawie przed utratą pracy, trudnościami w znalezieniu kolejnej, brakiem wystarczających kompetencji zawodowych, sami pracownicy przestali dopominać się o respektowanie ich praw.

Poza tym ci pracownicy, którym dobrze się wiedzie, nie upominają się o tych, których sytuacja jest gorsza, a prawa nie są respektowane.

Sytuacji nie poprawia słabość instytucji, których celem ustawowym jest wspieranie i ochrona praw pracowniczych. Kolejki w sądach pracy czy niewielki wpływ Państwowej Inspekcji Pracy na praktyki pracodawców (niskie kary, brak zmian w przepisach, o które wielokrotnie w raportach apeluje PIP) ugruntowywały słabszą pozycję pracowników w Polsce. A także, w wielu przypadkach, bezkarność pracodawców.

Wkrótce dyktujący dziś warunki pracodawcy będą zmuszeni oddać nieco pola pracownikom. Nie oznacza to jednak dyktatu pracowników. Chodzi raczej o lepsze wyważenie potrzeb obu tych grup z większym naciskiem na potrzeby pracownika.