Newsletter

Skazani na partnerstwo

Łukasz Jasina, 23.09.2014
Bez współpracy Polski i Niemiec unijna polityka wschodnia jest gorsza

Bez współpracy Polski i Niemiec unijna polityka wschodnia jest gorsza

CC BY-SA 3.0. Autor: European People's Party

W ciągu 25 lat polityki pojednania Polski i Niemiec, której nie zakłóciło tak naprawdę nic, nawet dwa momenty oziębienia – u schyłku prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego i za czasów Jarosława Kaczyńskiego – wzajemna nieufność pomiędzy Polakami i Niemcami jeszcze nie wyparowała. Sporo czasu musiało upłynąć między porównaniem przez Radosława Sikorskiego umowy o budowie gazociągu „Nord Stream” do paktu Ribbentrop-Mołotow a wezwaniem przez niego Niemiec, by wzięły większą odpowiedzialność za Unię Europejską.

I choć Polacy i Niemcy nie działają przeciw sobie, to polskich lęków nie można do końca uśmierzyć, a i w Niemczech pewne lęki związane z nami istnieją. Tymczasem Niemcy – najsilniejszy kraj Unii i Polska – kraj najżywotniej zainteresowany działaniami na Ukrainie powinny pracować razem.

Lęki Niemców

Wiele środowisk w Niemczech patrzyło z rezerwą na naszą politykę wschodnią, wiążąc ją ze stereotypową „polską rusofobią”. Tymczasem polska polityka ostatnich kilku lat dowodzi czegoś wprost przeciwnego. W 2008 r. skierowanie przez premiera Tuska pierwszych kroków na Wschód może się wydać niewłaściwe z dzisiejszej perspektywy, ale wtedy zadało kłam tezom propagandy rosyjskiej, która stereotyp „Polaka-rusofoba” stara się utrwalać na Zachodzie jeszcze od czasów carskich. Również tzw. „reset” w stosunkach polsko-rosyjskich po katastrofie smoleńskiej może być uznany za dowód polskiego pragmatyzmu.

To strona rosyjska nie dotrzymała zasad współżycia międzynarodowego, natomiast nam nikt dziś nie może zarzucić złamania jakichkolwiek ustaleń i prowokowania Rosji. Krótko mówiąc, to nie Polska zmarnowała okazję do poprawienia stosunków. Polityki Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego oraz Lecha Kaczyńskiego sprzed 2010 roku nie były rozbieżne, ale miały wobec siebie charakter komplementarny. I w żadnej z nich nie było elementów irracjonalnych. Lech Kaczyński uświadamiał światu, że rosyjski imperializm nie zginął (i miał rację), ale i on, i Donald Tusk pokazywali zdolność Polski do kompromisu, co okazało się szczególnie przydatne teraz.

Również rewolucja na Ukrainie dowiodła racjonalności polskiej polityki zagranicznej. Konsensus opozycji i rządu w pierwszych dniach Majdanu oraz dyplomatyczne manewry Radosława Sikorskiego pokazały, że Polska jest partnerem nie tylko aksjologicznym, ale i realistycznym.

Lęki Polaków

Lęki Polaków, pamiętających o kontekstach współpracy gospodarczej Rosji i Niemiec, też mogą się w tej chwili znacząco wyciszyć. Do polityki, która owocowała przyznaniem Władimirowi Putinowi Stopnia Specjalnego Krzyża Wielkiego Federalnego Orderu Zasługi RFN, nie ma już powrotu. Wojna na Ukrainie pozbawiła autorytetu wielu „znawców Rosji”, którzy kompromis z Putinem stawiali ponad wszystko. Zresztą, czy tylko w Niemczech takie głosy się pojawiają? Co jakiś czas i w Polsce zwolennicy fałszywie pojmowanej realpolitik podnoszą głowy. Notabene i tu, i tam wywodzą się oni nie tyle ze skrajnej prawicy, ile raczej z lewicy (SPD i SLD), do tego w pełni establishmentowej. Kiedyś ta lewica wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej i podjęła decyzję o akcesji do NATO.

Komplementarność

W latach 2005-2007 niektórzy nie rozumieli, że Polska jest za słaba, by doprowadzić do zmiany stanowiska Unii Europejskiej. Taktyka zmiany zainicjowana po roku 2007 doprowadziła choćby do powstania programu Partnerstwa Wschodniego.

Polska nie jest także „pasem transmisyjnym”, jedynym unijnym krajem rozumiejącym Wschód i jego potrzeby. Dla Ukraińców symboliczne znaczenie miała wizyta kanclerz Angeli Merkel na obchodach sierpniowego Święta Niepodległości. Niemieckie fundacje polityczne związane z chadekami, socjaldemokratami czy innymi partiami (Fundacja Konrada Adenauera czy Fundacja Heinricha Bölla) prowadzą w krajach Wspólnoty Niepodległych Państw liczne programy. Działają na Ukrainie, w Rosji i na Białorusi. O niczym takim nie słyszałem natomiast w przypadku polskich think-thanków politycznych. Polacy mogą na Wschodzie działać tylko jako element szerszego, europejskiego frontu, co oczywiście nie oznacza, że nie możemy realizować specyficznie polskich projektów, choćby wsparcia ukraińskiej reformy samorządowej.

Polski content

O wzrastającym znaczeniu polskiego contentu świadczy zresztą to, że Warszawa i jej specjaliści ds. wschodnich nie są już omijani przez wielu swoich niemieckich odpowiedników. Niemcy odkrywają, że bez Polski nie ma dobrej polityki wschodniej Unii.

O ile w przedsięwzięciach o charakterze ściśle politycznym Polsce grozić może rola swego rodzaju młodszego partnera (z uwagi na znacznie silniejszą pozycję polityczną i gospodarzą Niemiec), o tyle w działalności kulturalnej i pozarządowej wcale nie jesteśmy na taką rolę skazani. Warto jednak zastanowić się nad dofinansowaniem polskich placówek w rodzaju Instytutów Polskich czy stworzeniem przez polskie partie polityczne sieci programów zbliżonych do tych realizowanych przez fundacje niemieckie.

*dr Łukasz Jasina – historyk, komentator i publicysta, znawca spraw ukraińskich, pracownik naukowy Wydziału Nauk Społecznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, redaktor tygodnika Internetowego „Kultura Liberalna”