Newsletter

Rosjo-trojko, dokąd tak pędzisz?

Andrzej de Lazari, 11.09.2014
Kto jeszcze, prócz tych 86 procent Rosjan wspierających Putina, wierzy dzisiaj w Rosję?

Kto jeszcze, prócz tych 86 procent Rosjan wspierających Putina, wierzy dzisiaj w Rosję?

To pytanie z „Martwych dusz” (1842) Nikołaja Gogola pojawia się w politycznych analizach, gdy Rosja zaskakuje świat kolejnym bezprawnym wybrykiem. Kraj ten pozostaje zagadką, więc co chwila słyszymy, jak ktoś przywołuje czterowiersz Fiodora Tiutczewa z 1866 roku:
„Rozumem Rosji się nie pojmie,
wspólnej miary się dla niej nie znajdzie,
Rosja jest czymś szczególnym,
w Rosję można tylko wierzyć”.
Kto jeszcze, prócz tych 86 procent samych Rosjan, wspierających z takim zapałem imperialną politykę Władimira Putina, wierzy dzisiaj w Rosję?

Rosjanin mówi: nie zasłaniajcie mi nieba

Wiktor Jerofiejew w eseju „Gdybym był Polakiem” (1995) odnotował różnicę w polskim i rosyjskim postrzeganiu świata: „Systemy pojęciowe są zasadniczo różne. Polak prowadzi dialog według kartezjańskich zasad logicznych, odnosząc się ze zrozumieniem do kwestii sprzeczności i mając jasne wyobrażenie o swoich interesach. Rosjanin za podstawę rozważań przyjmuje ogólne pojęcie witalności, która negliżuje – w imię ludzkości – kwestię sprzeczności interesów. Polski punkt widzenia wydaje się Rosjanom wąski i nieprzyjemnie pragmatyczny. Z kolei rosyjski światopogląd jest dla polskiej świadomości niechlujnie rozmamłany i podejrzanie totalny”.

Cztery lata później w „Encyklopedii duszy rosyjskiej” Jerofiejew zakpił sobie: „Podoba mi się bycie Rosjaninem. Podoba mi się puszczanie wszystkiego mimo uszu. Idę sobie i puszczam wszystko mimo uszu. Mówią mi, że tak nie wolno. A ja mówię: nie mówcie mi nie wolno. Nie cierpię tego. Nie zasłaniajcie mi nieba”.

Gdyby Jerofiejew napisał to dzisiaj, pomyślałbym, że parodiuje Putina, ale w 1999 roku o ówczesnym szefie FSB wiedział zapewne bardzo mało lub wręcz nic. Wypunktował jedynie prześmiewczo cechy, które uznał za rosyjskie: „Rosjanie nie wiedzą, czym jest norma. Widzą, że inni żyją inaczej, ale im to nie wychodzi. Mijają lata – nie wychodzi. Niemcom wychodzi, wychodzi Japończykom. Po co tutaj? I wszyscy nie tyle się cieszą, co specjalnie nie niepokoją. Wielkie rzeczy”.

Eksperyment z dyktaturą prawa

Minęły lata i zgodnie z „duszą rosyjską” Putinowi również nie wyszło. A miała mu wyjść norma – czyli „dyktatura prawa”. W „mentalności rosyjskiej” nigdy nie było tradycji poszanowania prawa. Rozum i Prawo to Zachód, Rosja zaś to Wiara i Łaska. Po stronie prawa opowiadali się liberałowie-okcydentaliści w imię praw obywatelskich, myśliciele konserwatywni (słowianofile) przeciwstawiali prawu moralność. „Prawo moralne powinno zawsze stać ponad prawem stanowionym” – powtarzali słowianofile, Dostojewski, Lew Tołstoj, a w ślad za nimi Aleksander Sołżenicyn i wielu innych głosicieli idei szczególnej drogi rozwoju Rosji.

„Dyktatura prawa”, hasło wyborcze Putina przed pierwszą kadencją, wpisywała go jednoznacznie w tradycję okcydentalizmu. Dyktat moralny prowadzi do podporządkowania wszystkiego własnemu pojmowaniu świata (islam, ale i polski Kościół udowadniają to na każdym kroku). Dyktat prawa stanowionego porządkuje sferę polityki, ekonomii i życia społecznego. Była nadzieja na zmianę mentalności rosyjskiej, gdyż Putin zwrócił się wówczas do wyborców takimi słowy: „Im silniejsze państwo, tym bardziej wolna jednostka. W demokracji wasze i moje prawa są ograniczone jedynie takimi samymi prawami innych ludzi. W oparciu o uznanie tej prostej zasady budowane jest prawo, którym kierować powinni się wszyscy – od przedstawiciela władzy do zwykłego obywatela. Demokracja to dyktatura prawa, a nie ludzi na stanowiskach, którzy są zobowiązani tego prawa bronić”.

Śmierć Europejczyka, narodziny słowianofila

Było to przed laty i jak zwykle – nie wyszło. Zwyciężyła tradycyjna dyktatura „ludzi na stanowiskach”. Putin, zamiast „po europejsku” być obrońcą prawa stanowionego, zaczął „po słowianofilsku” bronić swoiście pojmowanej moralności, by wreszcie rok temu na spotkaniu Valdai Club autorytatywnie orzec, kraje euroatlantyckie „odchodzą od wartości chrześcijańskich, będących podstawą zachodniej cywilizacji. Negowane są zasady moralne i tradycyjna tożsamość: narodowa, kulturowa, religijna, a nawet płciowa. Prowadzi się politykę stawiającą na jednym poziomie wielodzietną rodzinę i jednopłciowy związek partnerski, wiarę w Boga i wiarę w szatana”. Dziwię się, że przywódca Rosji nie znajduje wsparcia w polskim Kościele i u Jarosława Kaczyńskiego. Znalazł już przecież zrozumienie m.in. u Viktora Orbána i Marine Le Pen.

Silni tradycją bezprawia

Już po aneksji Krymu Rosyjska Fundacja „Liberalna Misja” wydała książkę (dostępna w internecie) pt. „Rossijskaja prawowaja tradicija – opora ili pregrada” („Rosyjska tradycja prawna – podstawa czy bariera”) z referatem znanego historyka prawa Andrieja Mieduszewskiego oraz obszerną polemiką szeregu uczonych: Igora Klamkina, Igora Jakowienki, Ludmiły Łaptiewej, Anastazji Tumanowej, Michaiła Krasnowa i Wiktora Szejnisa. Mieduszewski stara się udowodnić, że prawo w Rosji ma swoją nieomalże tysiącletnią tradycję. Argumentuje m.in., że „stabilność rosyjskiej tradycji prawnej w czasach nowożytnych i najnowszych wyraża się dziedziczeniem (i podobną legitymizującą funkcją) takich form władzy jak: samodzierżawie, kierownicza rola partii i republika prezydencka”.

Z polemiki natomiast dosyć łatwo wywnioskować, że dużo silniejsza od tradycji prawnej jest w Rosji tradycja bezprawia, wynikająca z autokracji oraz braku poszanowania praw człowieka, że zamiast konstytucjonalizmu mamy tam z reguły do czynienia z jego imitacją, że brak tam obywateli, a mieszkańcy Rosji pozbawieni są świadomości prawnej. „Przypomnijmy sobie – zaznacza Wiktor Szejnis – jak rosyjskie społeczeństwo niedawno triumfowało z okazji przyłączenia Krymu. Mało komu do głowy przyszło zastanowienie się nad prawnym uzasadnieniem tej aneksji. A dla tych, co się zastanawiali, ideologiczni szalbierze stworzyli wersję, zgodnie z którą aneksja terytorium innego państwa jest zgodna z prawem międzynarodowym, z Konstytucją rosyjską i nieomalże z Konstytucją ukraińską. I społeczeństwo to kupiło”. Czy nie tak samo „kupiło” wkroczenie wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji w 1968 roku?

Rosja żegna Europę

Nad brakiem praworządnej państwowości i świadomości prawnej społeczeństwa ubolewa garstka rosyjskich intelektualistów. Kto ich słucha? Ponad 90 procent Rosjan ogląda tylko oficjalną propagandę w telewizji i prawie 90 procent popiera samodzierżawie oraz imperialistyczną politykę Putina.

„Największym problemem Rosji nie jest władza, lecz naród. Niedojrzałość polityczna i archaiczne wartości narodu łatwo poddają się manipulacji na poziomie pojęć XVII, XVIII i XIX wieku, jak komu pasuje…” – tłumaczy rzeczywistość rosyjską Wiktor Jerofiejew w wywiadzie udzielonym Grzegorzowi Przebindzie na łamach „Rzeczpospolitej” (23-24 sierpnia 2014) i dobija mnie słowami: „Powiem rzecz straszną: Putin i jego drużyna są bardziej liberalni niż 80 procent narodu rosyjskiego. Oznacza to, że gdyby teraz zorganizowano zupełnie wolne wybory, to dopiero dostalibyśmy nacjonalistów i faszystów!”. Tu wiary w Rosję nie ma.

Nie ma jej też Ludmiła Ulicka. Na łamach tygodnika „Der Spiegel” i „Nowoj Gaziety” kilka dni temu opublikowała smutne „pożegnanie z Europą”. Jej zdaniem w Rosji kultura poniosła straszliwą klęskę. Ludzie kultury nie są w stanie zmienić samobójczej polityki państwa. Podzielili się i przeciwnikami wojny stała się jedynie garstka intelektualistów. Militaryzm rosyjski wyostrzył sobie pazury w Czeczenii i Gruzji, a teraz ćwiczy na Krymie i na Ukrainie. Prawdopodobnie Rosji nigdy już nie uda się przyłączyć do europejskiej rodziny narodów. Tołstojowi i Czechowowi, Czajkowskiemu i Szostakowiczowi, rosyjskim artystom, filozofom, uczonym nie udało się „zawrócić, przeformować polityki religijnych fanatyków idei komunistycznej w przeszłości i dzisiejszych pazernych szaleńców”. Przez trzysta lat ludzie kultury w Rosji czerpali z tego samego źródła – ich był Bach, Dante, Beethoven, Szekspir. I nie tracili nadziei. Dzisiaj mogą powiedzieć już tylko jedno: „Żegnaj Europo!”.

Jednak Rasputin lepszy

Wiele lat temu Adam Michnik na łamach tejże „Nowoj Gaziety” stwierdził, że lepszy Putin niż Rasputin. Dzisiaj chyba już nikt z Polaków tego nie powie, bo faktem jest, że choć Rasputin także działał bezprawnie, namawiał wszakże cara do natychmiastowego zaprzestania wojny.

*prof. dr hab. Andrzej de Lazari – kieruje na Uniwersytecie Łódzkim Katedrą Europy Środkowej i Wschodniej oraz Interdyscyplinarnym Zespołem Badań Sowietologicznych