Newsletter

Co jest nie tak w Kansas? (wybory do Senatu 2014 cz. 1)

Kazimierz Bem, 05.09.2014
Sondaże z ostatniego tygodnia wskazują na rosnące notowania demokratów. Czy republikanie stracą Kansas?

Marlborough, 4 września 2014

Sondaże z ostatniego tygodnia wskazują na rosnące notowania demokratów. Czy republikanie stracą Kansas?

Prawie dziesięć lat temu Thomas Frank opublikował znakomitą książkę „What’s Wrong with Kansas?“ – czyli w dowolnym tłumaczeniu „Co jest nie tak w Kansas?“. W pozycji tej pokazywał, jak konserwatywni Amerykanie ze środkowej (ale nie tylko) Ameryki systematycznie głosują wbrew swoim żywotnym interesom, manipulowani przez konserwatystów i wielki biznes.

Dziś tytuł książki doskonale pasuje do wyborów uzupełniających do Senatu Stanów Zjednoczonych w tymże stanie. Zgodnie z amerykańską konstytucją wybory odbywają się co dwa lata i wtedy wymieniane jest 1/3 składu izby. W tym roku, jak już pisałem wcześniej, do wyboru jest ponad 30 mandatów, ale w stanach które są statystycznie dużo starsze, białe i bardziej konserwatywne niż całe Stany Zjednoczone. To tak, jakby w Polsce kampania miała dotyczyć na przykład tylko Podkarpacia.

Jednym z tych stanów jest Kansas. Tamtejszy republikański senator Pat Roberts był maskotką i stereotypowym reprezentantem stanu preriowego: jest przeciw aborcji, małżeństwom jednopłciowym, amnestii dla emigrantów, restrykcjom na dostęp do broni, podwyższeniu podatków bogatym i Obamacare. Wydawało się, że wybór ma zagwarantowany i jego fotel uchodził za bezpieczny. Jego szanse zwiększał fakt, że oprócz demokraty Chada Taylora w wyborach startował jako niezależny Greg Orman, co wróżyło, iż głos opozycji zostanie podzielony.

Ale konserwatyzm Robertsa okazał się także początkiem jego końca. Rolnicy i wyborcy w Kansas owszem są konserwatywni, ale należą do całkiem dobrze wykształconych obywateli. Stan jest zamożny i szczyci się tym, że założyli go osadnicy z Północy o dość postępowych – wówczas oznaczało to walkę z niewolnictwem – poglądach. Stąd w ostatnich dwóch Roberts spotkał się z nieoczekiwaną rebelią umiarkowanych konserwatystów i republikanów, którym jego ciągłe NIE zaczęło przeszkadzać. Dodatkowo, nigdy nie przepadali za nim libertarianie.

I wczoraj nastąpiło przetasowanie na scenie. Nie mający szansy na elekcję Chad Taylor ogłosił, że wycofuje się z wyborów i zażądał skreślenia z karty wyborczej. Zrobił to ostatniego dnia, w którym prawo mu na to pozwala. Natychmiast wzrosły szanse Ormana, który od kilku miesięcy pokazywał się jako kandydat umiarkowany (na Kansas) i głosił, że będzie współpracował zarówno z demokratami, jak i republikanami. Odmówił odpowiedzi, kogo poprze w wyborach na lidera w Senacie, co większość przyjęła jako ciche poparcie dla demokratów.

Naturalnie, teraz przejmie on głosy demokratów, którzy nigdy nie zagłosują na Robertsa. Co więcej, teraz gdy jest już tylko dwóch kandydatów, Orman ma spore szanse na głosy umiarkowanych konserwatystów i młodych republikanów, którzy nigdy nie wybraliby demokraty Taylora, ale na Ormana mogą zagłosować, a i owszem. Taki sojusz zapewne pogrąży szanse Robertsa na reelekcję. Brak jakiejkolwiek charyzmy mu nie pomaga – a Orman jest młody, przystojny i ma spore sukcesy w biznesie.

Od rana w sztabie republikańskim zapanował chaos. Republikański prokurator generalny Kansas zapowiedział, że Korbach nie może się wycofać – sprawa zapewne ugrzęźnie w sądzie. Przerażeni widmem utraty tak ważnego i „bezpiecznego” fotela jak Kansas republikanie wysłali na miejsce doradcę, które ma pomóc wyjść Robertsowi z niespodziewanego chaosu, w którym się znalazł.

Stawka wyborów jest wcale niemała. Dotychczasowe sondaże wskazywały, że w wyniku listopadowych wyborów demokraci utracą kontrolę nad Senatem – mają tam obecnie 58 senatorów. Kontrolę mieli przejąć właśnie republikanie, co zwiastowało zupełny paraliż zarówno Kongresu, jak i prezydentury Obamy do 2016 roku. Ale optymistyczne dla republikanów szacunki przyjmowały, że utrzymają oni wszystkie obecne fotele senatorskie i zdobędą kilka nowych. Tymczasem sondaże z ostatniego tygodnia wskazują na rosnące notowania demokratów – wydaje się, że po wyborach obie partie będą miały po 50 senatorów i głosowania będzie rozstrzygał wiceprezydent.

No chyba, że nieoczekiwanie republikanie utracą i Kansas…