Newsletter

Zawalczmy o matematykę

Jan Gmurczyk, 01.09.2014
Ilu przyszłych naukowców, inżynierów, dobrych menedżerów lub logicznie myślących urzędników jest w stanie wykształcić Polska przy obecnym poziomie nauczania matematyki?

Ilu przyszłych naukowców, inżynierów, dobrych menedżerów lub logicznie myślących urzędników jest w stanie wykształcić Polska przy obecnym poziomie nauczania matematyki?

CC BY-SA 3.0. Autor: Piotrus

Lada dzień w polskich szkołach zabrzmi pierwszy po wakacjach dzwonek. Przed uczniami i nauczycielami kolejny rok pełen pracy i wyzwań. Trzymajmy kciuki przede wszystkim za postępy w matematyce, bo w skali ogólnopolskiej wyniki nauczania tego przedmiotu rozczarowują.

Jak wynika z informacji wstępnych Centralnej Komisji Egzaminacyjnej (CKE), do matury z matematyki na poziomie podstawowym podeszło w maju 2014 roku blisko 301,6 tys. osób. Egzamin zdało 75 proc. piszących.

Na pierwszy rzut oka to rezultat niezły. Pamiętajmy jednak, że na maturze z matematyki przysługuje karta wzorów obejmująca kilkanaście stron streszczonej wiedzy oraz 170 minut czasu na rozwiązanie zadań. Dopuszczalne jest ponadto korzystanie z prostego kalkulatora. Połowę punktów można uzyskać z samych tylko pytań testowych (A, B, C, D). Aby zdać, wystarczy zdobyć 30 proc. wszystkich punktów.

Powiedzmy sobie uczciwie: takie standardy egzaminowania są niskie. Dotyczy to zwłaszcza progu zdawalności na poziomie 30 proc. punktów. W życiu pisałem wiele egzaminów i sprawdzianów. Z wyjątkiem matur, normą zdawalności był zazwyczaj próg na poziomie 50 proc. Wydaje się to zresztą całkiem słuszne, by zdający przechodził sprawdzian wtedy, gdy wykaże się opanowaniem przynajmniej połowy tego, co powinien wiedzieć i umieć.

Gdyby jednak na tę wysokość podnieść poprzeczkę podczas matur z matematyki, przypuszczalnie ponad połowa piszących mogłaby nie zaliczyć egzaminu. Z informacji CKE płynie wniosek, że w przypadku matury z matematyki na poziomie podstawowym, która odbyła się w maju 2014 roku, rezultat powyżej 52 proc. punktów uzyskało 40 proc. zdających.

Klucz do myślenia

Niestety, dość wysokie statystyki zdawalności matur maskują niepokojącą prawdę o tym, jak mizerna okazuje się wśród ogółu absolwentów szkół średnich faktyczna znajomość „królowej nauk”. Mamy w Polsce problem, którego nie powinniśmy lekceważyć.

Matematyka rozwija coś znacznie ważniejszego niż samą tylko zdolność liczenia. Mowa o umiejętności uporządkowanego myślenia. Bez niej trudno o pełny rozwój osobisty, zrozumienie świata, odpowiednią jakość kształcenia w szkołach wyższych, nowoczesną gospodarkę i wysoki poziom demokracji.

Cele rozwojowe naszego kraju powszechnie definiuje się w kategoriach innowacyjności, a tymczasem nawet z pomocą kalkulatora i pakietu wzorów rozwiązanie zestawu prostych zadań z matematyki okazuje się dziś dla wielu młodych Polek i Polaków twardym orzechem do zgryzienia. Spytajmy zatem, ilu przyszłych naukowców, inżynierów, dobrych menedżerów lub logicznie myślących urzędników jest w stanie wykształcić Polska przy obecnym poziomie nauczania matematyki?

Zauważmy również, jak niepewny grunt ma w obecnych warunkach edukacja ekonomiczna. Słaba znajomość takich zagadnień jak procenty i wykresy utrudnia rozwój wiedzy o gospodarce i finansach. Braki w tym względzie podwyższają z kolei w dorosłym życiu ryzyko wystąpienia kłopotów w domowym budżecie.

Efekt kuli śniegowej

Główny problem z nauką matematyki polega na tym, że jeśli nie zrozumie się jednej rzeczy, trudno pojąć następną. Przykładowo, kto nie zrozumiał rozwiązywania równań, temu zapewne będą wymykać się funkcje. Jeśli w podstawówce pojawi się luka w nauce, to w gimnazjum i liceum zadziała efekt kuli śniegowej. Trudności się nawarstwią, a „strategią przeżycia” w konfrontacji z zadaniami może stać się stosowanie wyuczonych na pamięć schematów.

To, że wielu uczniów podchodzi do matematyki z niechęcią, wynika przede wszystkim właśnie braków, które wystąpiły kiedyś na jakimś odcinku nauki. Po prostu, jeśli nie rozumiem matematyki, to jej nie lubię. Jeśli jej nie lubię, to nie chcę się jej uczyć. W efekcie zbieram nędzne oceny i jeszcze bardziej nie lubię matematyki. To klasyczny mechanizm błędnego koła.

Na tym tle takie przedmioty jak język polski malują się dużo bardziej przyjaźnie. Nieznajomość fraszek Jana Kochanowskiego (XVI wiek) nie przeszkadza zrozumieć późniejszej twórczości Adama Mickiewicza (XIX wiek). Znacznej części młodzieży, która doświadcza problemów z matematyką, łatwo uciec w myślenie „urodziłem się humanistą i już”.

Tak naprawdę jednak bez znajomości „królowej nauk” nie da się być prawdziwym humanistą. Słabe opanowanie matematyki daje o sobie znać także w pisaniu. Kiedyś rozmawiałem z polonistką o długim stażu, która stwierdziła, że najlepsze teksty piszą uczniowie klas sprofilowanych pod kątem nauk ścisłych, a nie tzw. humanistycznych. Powód? Więcej konkretów i bardziej czytelna struktura myśli.

Z drugiej strony jeszcze nigdy nie miałem okazji spotkać się z opinią wykładowcy akademickiego, że kolejne roczniki studentów zaskakują coraz lepszą znajomością matematyki. Niestety, jest raczej odwrotnie.

Celujmy wyżej

Pora gruntownie przeanalizować tok edukacji w zakresie matematyki od pierwszej klasy podstawówki do ostatniej klasy szkoły średniej. Abstrahując już od kwestii programowych, być może w procesie nauczania trzeba na przykład położyć większy nacisk na promocję systematycznej pracy uczniów? A może część problemu tkwi w zbyt słabej współpracy na linii uczeń-nauczyciel, co sprawia, że ciężko usuwać kumulujące się braki?

W parze z diagnozą i działaniami wzmacniającymi poziom nauki warto rozważyć podniesienie progu zdawalności matur do 50 proc. punktów, a najlepiej pomyśleć też nad całkowitą rezygnacją z pytań testowych. Odrzucenie niskich standardów to pierwszy krok w stronę wyższej jakości. Oczywiście, zmiany w wymogach należałoby ogłosić z wyprzedzeniem co najmniej trzech lat, by uczniowie, nauczyciele i rodzice znali je zawczasu.

Ktoś może powiedzieć, że podobne kroki byłyby zbyt drastyczne, że statystyki zdawalności mogłyby zapikować w dół, albo że to wszystko byłoby bardzo ciężko wcielić w życie. Czy jednak powinniśmy konformistycznie tkwić w obecnej sytuacji? Czy dzisiejsze wyniki są wszystkim, na co stać polską szkołę?

A jeśli już koniecznie chcemy mieć wysoką zdawalność, to można ją uzyskać na dwa sposoby. Pierwszy polega na utrzymywaniu niskich wymogów, drugi – na mozolnym szlifowaniu poziomu nauczania. To drugie rozwiązanie jest o wiele trudniejsze, ale warto o nie zawalczyć. Od tego, jaka jest polska szkoła, zależy po prostu przyszły obraz całego kraju – począwszy od kondycji gospodarki, po jakość demokracji.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego. Autor książki dla dzieci pt. „Ekonomia jest prosta”, wydanej przez IO w 2012 roku