Newsletter

Kampania made in Saksonia

Weronika Przecherska, 29.08.2014
Saksonia pokazuje, że w Niemczech projekty polityczne są coraz bardziej profesjonalne

Saksonia pokazuje, że w Niemczech projekty polityczne są coraz bardziej profesjonalne

Dobiega końca kampania do landtagu w Saksonii. Zaskoczenia nie będzie: zwycięży chadecja, deklasując rywali. Otwarte pozostaje pytanie, z kim będzie współpracować. Jednak potencjalne powyborcze koalicje to niejedyna ciekawostka saksońskich wyborów. Ta kampania pokazuje bowiem wiele ciekawych tendencji, które mogą w najbliższych latach kształtować oblicze niemieckiej polityki.

Te wybory będą miały dwóch zwycięzców: chadecję z dotychczasowym premierem Stanislawem Tillichem oraz kandydata socjaldemokracji Martina Duliga. W rządzonym od lat przez CDU landzie Dulig nie miał szans na wygraną. Jednak swoją mocno spersonalizowaną, wprowadzającą sporo ciekawych wątków (choćby spotkania z mieszkańcami regionu przy kuchennym stole, będącym symbolem dialogu) i pokazującą dystans do samego siebie kampanią skupił zainteresowanie nie tylko regionalnych mediów.

Historia Duliga – pedagoga, ojca szóstki dzieci, zaangażowanego w lokalną politykę – stała się zaś najlepszą reklamą dla SPD i jej ideałów. Oczywiście za wcześnie dziś na prognozy, czy potencjał Duliga w polityce regionalnej przełoży się na szanse w tej berlińskiej. Nie można też wykluczyć, że Dulig (podobnie jak kiedyś Hannelore Kraft) definitywnie odrzuci taką propozycję. Niemniej to dobry znak dla SPD. Ubiegłoroczne wybory poprzedzone kłopotliwą debatą o kandydacie na kanclerza pokazały, jak krótka jest personalna ławka socjaldemokratów. Saksonia może być więc dla partii jaskółką zmian.

Zresztą tych ostatnich w saksońskiej walce nie zabraknie. Zapowiadany sukces AfD oznacza jej stopniowe osadzanie się w partyjnym krajobrazie. Tym samym komplikuje się sytuacja FDP i Die LINKE. Reakcje głównego rozgrywającego, czyli CDU, wobec eurosceptyków stają się zaś coraz bardziej zdecydowane. Ten trend bardzo dobrze obrazuje stanowisko Merkel w sprawie potencjalnych powyborczych koalicji w Saksonii. Jeszcze niedawno w wywiadzie dla „Leipziger Volkszeitung” kanclerz jasno deklarowała, że zgodnie z dobrą tradycją, to w landach decyduje się o koalicyjnych układankach.

Na kilka dni przed wyborami zarówno Merkel, jak i władze CDU mówią koalicji z AfD zdecydowane „nie”.

Po raz kolejny zresztą chadecja znajduje się w problematycznej sytuacji z powodu słabego wyniku FDP. CDU, nie mogąc liczyć na samodzielną większość, jest zmuszona szukać mniej naturalnego koalicjanta. Tym bardziej że liberałowie będą po (prognozowanej już dziś) porażce coraz dalej od obiecywanego politycznego przełomu. Przewidywana przegrana oraz równie złe prognozy w Turyngii i Brandenburgii z pewnością przyczynią się do kolejnej fali spekulacji na temat kondycji partii i potencjału jej elektoratu. Pokażą także, że pod niebiesko-żółtym szyldem liberałów nawet w polityce lokalnej trudno dziś wygrać wybory.

Na przykładzie Saksonii doskonale zresztą widać, jak dużym obciążeniem – lub wręcz przeciwnie, wsparciem – może być dla tej lokalnej polityka berlińska. Wystarczy dokładnie przyjrzeć się działaniom współrządzących do tej pory w landzie CDU i FDP. CDU garściami czerpie z pomysłów komunikacyjnych i kampanijnych wykorzystanych w ubiegłorocznych wyborach federalnych. Intensywnie lokalną chadecję promuje także Angela Merkel, odwiedzając Saksonię i chwaląc Tillicha w wywiadach.

Zupełnie inną strategię przyjmuje FDP, dystansując się od berlińskich polityków i skupiając na osiągnięciach w landzie. Niestety, w dużej mierze to za berlińską porażkę płaci sporą cenę.

Wszystkie partie zgodnie opowiadają jednak nie tylko o swoich dokonaniach, lecz także o samej kampanii. Ugrupowania wiedzą, że zmagania wyborcze już same w sobie są historią, którą warto zainteresować wyborców. Współuczestnictwo staje się więc elementem agitacji politycznej. Sympatycy partii budują zaś „teamy” zaangażowanych aktywistów, jak choćby chadecki Team Tillich czy liberalny Team Zastrow. Saksonia pokazuje, że w Niemczech projekty polityczne są coraz bardziej sprofesjonalizowane i umiejętnie łączą online z offline. Oczywiście podobne inicjatywy na scenie politycznej naszych sąsiadów to nie nowość (wystarczy przypomnieć choćby centrale wyborcze, tzw. „kampy” SPD czy chadecki webcamp w Hesji sprzed kilku lat). Kampania w Saksonii jednak utrwala te komunikacyjne trendy. Pytanie, czy wyznaczy te polityczne, pozostaje nadal otwarte.