Newsletter

Stara lewica w odstawkę

Tomasz Mincer, 21.08.2014
Po co oglądać się na lewicę, skoro część jej postulatów realizuje PO

Po co oglądać się na lewicę, skoro część jej postulatów realizuje PO

Strona "Robotnika"" PPS-Frakcji Rewolucyjnej z 1908 r.

Niejeden dziś pyta, dlaczego lewica ma w Polsce tak niskie poparcie. Ten dylemat nurtuje komentatorów i analityków od lat. Jedni twierdzą, że to przez duopol PO-PiS. Dwie partie ustabilizowały polską politykę. I zmarginalizowały ugrupowania lewicowe.

Otwarci na rozsądną lewicę

Ale już wśród głoszonych przez polityków PO i PiS poglądów nie brakuje lewicowych postulatów. Czasami chodzi o kwestie gospodarcze, innym razem o sprawy światopoglądowe.

Mało tego, trudno dziś nie wskazać reform, które zrealizował rząd PO-PSL, a pod którymi podpisałby się zapewne Leszek Miller, a może nawet i Piotr Ikonowicz.

Dalej, w Platformie Obywatelskiej działają ludzie, którzy niegdyś bardzo silnie kojarzeni bywali z ugrupowaniami lewicowymi. Czasami nie tyle zapisują się do partii, co w wyborach startują z list PO. Warto tu wymienić chociażby Bartosza Arłukowicza, Danutę Huebner czy Dariusza Rosatiego oraz głos sumienia polskiej polityki, Józefa Piniora.

To nie koniec. Okazuje się, że etosowi lewicowcy, domagając się socjaldemokratycznych zmian w kraju, większe nadzieje wiążą z Platformą niż, przykładowo, z SLD. I nie chodzi przecież tylko o to, że PO współtworzy dziś w Polsce rząd. Wspomnę w tym kontekście o liście dziennikarza i działacza związków zawodowych Wojciecha Orlińskiego, który opublikowaliśmy na internetowych stronach Instytutu Obywatelskiego. Oczywiście list, zawierający rady dla PO jak przyciągnąć do siebie socjaldemokratyczny elektorat, nie mógł na lewicy przejść bez echa. Uderz w stół…

Pragmatyczni czy naiwni?

Skoro nie partie, to może polityka 2.0 mogłaby nieść sztandar lewicowej rewolucji? Na horyzoncie pozostają przecież jeszcze działacze ruchów miejskich. Programowo są często dość lewicowi. Jednak obecnie raczej dystansują się od zdecydowanych poglądów tak w kwestiach światopoglądowych, jak i gospodarczych. Jeśli zależy im na szerszym poparciu społecznym, a nie tylko na głosach amatorów latte z sojowym mlekiem pitych w modnych i drogich kawiarniach, nie mogą epatować radykalizmem.

Miejscy aktywiści dystansują się od stylu uprawiania partyjnej polityki. Dlatego liderzy czy to SLD, czy też Twojego Ruchu raczej nie mają co liczyć na sojusze z aktywistami. A te doraźne alianse są jak strzał w kolano dla coraz bardziej rozpoznawalnych liderów ruchów miejskich. Przyniosą wyłącznie rozczarowanie wśród ich najwierniejszego elektoratu. Odczytane zostaną jako zdrada wyznawanych wartości i chęć uczestnictwa we władzy za wszelką cenę. W tym sensie ruchy miejskie same kręcą dziś na siebie bicz, unikając „partyjnego zaczadzenia”.

Trudno też rozstrzygnąć, czy sami aktywiści wierzą w taką polityczną apartyjność, czy jest to do bólu pragmatyczne postawienie sprawy przed wyborami. Ot, byleby tylko zdobyć garść głosów tych, co zazwyczaj zostają w domach w dniu elekcji.

Gra pozorów

Lewicowe pole jest obsiane przez dwa główne ugrupowania o korzeniach prawicowych. Aktywiści miejscy skazani są na porażkę. A czy jest sens zawracać sobie głowę formacjami kierowanymi przez Janusza Palikota czy Leszka Millera? Zresztą, co robią obaj liderzy?

Otóż Leszek Miller i Janusz Palikot celebrują swój zalotny taniec przed oczyma lewicowej publiczności. Obaj panowie chcą sprawiać wrażenie bardziej otwartych, wspaniałomyślnych i szczodrych mężów opatrznościowych na lewej flance. Obaj liczą na premię w postaci kilku punktów procentowych uciułanych za swe starania o jedność. I obaj mają świadomość, że inicjatywa startu pod jednym szyldem nie wypali.

Chociaż przy wspólnym starcie obie partie zyskałyby łącznie kilkanaście procent. Czyli zdobyłyby więcej głosów, niż w pojedynkę. Nie jest to co prawda wynik porywający, ale lepsze jest wrogiem dobrego. Z tym że Palikot jest kością niezgody dla wyborców SLD. Jak pisze (1) w serwisie 300polityka.pl Michał Kolanko, blisko 50 proc. wyborców miałoby poważny problem z zaakceptowaniem sojuszu obu tych partii. Powodem jest właśnie Janusz Palikot, który posiadł cudowną zdolność zjednywania przeciwko sobie ludzi światopoglądowo i programowo mu bliskich. Cóż, w końcu tą drogą poseł z Biłgoraja podąża nie od dziś.

Kto dba o wyborców lewicy?

Dlaczego zatem czar lewicy słabnie? Czy to jej starzejący się pierwszy garnitur nie ma już tej mocy przyciągania, jak kiedyś? Czy wyborcy zawiedli się brakiem determinacji w forsowaniu liberalnych światopoglądowo ustaw, gdy lewica była u władzy? A może po prostu ktoś inny lepiej niż – wydawałoby się – predestynowane do tego SLD czy TR dba o realizację postulatów socjalnych, choć już nie używa przy tym ideologicznych etykiet?

O tym, że być może ostatnia z tych odpowiedzi jest prawdziwa, świadczy bilans dotychczasowej polityki PO-PSL. Jak wyliczył w „Gazecie Wyborczej” sekretarz generalny PO, Paweł Graś, to rząd platformersów i ludowców doprowadził m.in. do podniesienia kryterium dochodowego, uprawniającego do uzyskania świadczeń rodzinnych. Dalej, zwiększył wsparcie dla opiekunów niepełnosprawnych dzieci. PO przeforsowała także kwotową, korzystniejszą dla świadczeniobiorców, waloryzację rent i emerytur. Z rządowego programu dożywiania najuboższych korzystać ma ok. 2 mln osób, w tym 1,1 mln dzieci i młodzieży. Ilość żłobków wzrosła z 0,5 tys. do ponad 1,7 tys. (żłobków i klubów dziecięcych) (2). O wzroście płacy minimalnej czy podwyżkach dla pracowników budżetówki nie wspominając.

Wyborcy najwyraźniej pogodzili się z faktem, że część lewicowych postulatów realizują partie o orientacji centrowej. To w końcu nic nadzwyczajnego. Trudno bowiem nie zgodzić się z sensem wielu z przytoczonych wyżej rozwiązań. I to niezależnie od „twardych” zapatrywań ideologicznych (no chyba że się jest zwolennikiem pana w muszce).

Jaki z tego wniosek? Nie ma większego sensu emocjonować się obecnym spektaklem na lewicy. Chyba że dla kogoś mniej liczą się fakty, a bardziej polityczny teatr.

(1) Michał Kolanko, „Wewnętrzne badanie dla SLD…”
(2) Paweł Graś, „Chcemy Polski bezpiecznej”, Gazeta Wyborcza, wydanie internetowe z dnia 19.08.2014.

*Tomasz Mincer – publicysta