Newsletter

RECENZJA: Socjologia oburzenia Castellsa

Przemysław Filar, 15.08.2014
Siłą Oburzonych nie było wygranie wyborów, lecz zmiana dyskursu

Siłą Oburzonych nie było wygranie wyborów, lecz zmiana dyskursu

2 lata temu Manuel Castells napisał rzecz jak na niego nietypową: zaledwie 300 stron, miękka oprawa – i zrobił to w ekspresowym tempie. Dlaczego do książki „Sieci oburzenia i nadziei. Ruchy społeczne w erze internetu” warto dziś wrócić, choć od chwili jej wydania powstały już kolejne ciekawe pozycje na temat ruchów społecznych po kryzysie 2008 r.? Bo niewiele jest publikacji, które opisują w tym kontekście zarówno Islandię, jak Tunezję, nie mówiąc o Hiszpanii, w której autor mieszka. A w tym kraju w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego furorę zrobiła partia z zaledwie 4-miesięcznym politycznym stażem!
Na czym polega tajemnica sukcesu tej partii? 8 proc. głosów może wydawać się niespecjalnie wysokim wynikiem, nawet jak na tak młodą inicjatywę. Recz w tym, że po raz pierwszy 2 główne hiszpańskie partie, PSOE i Partido Popular, zdobyły w sumie mniej niż połowę głosów, gdy wcześniej zdobywały nawet ponad 80 proc.! Sądzę, że jest to spowodowane mało widocznymi do tej pory zmianami w myśleniu Hiszpanów, zapoczątkowanymi przez Indignados, hiszpańskich Oburzonych, których opisuje Castells.

W odróżnieniu od swoich wcześniejszych książek, tym razem kataloński socjolog nie snuje teorii, a niemal wyłącznie opisuje istniejące już ruchy społeczne. I udowadnia, że miał rację wskazując wcześniej na siłę nowych kanałów komunikacji, które choć są tylko narzędziami, to w ręku biednych młodych ludzi w Tunezji czy Egipcie stały się bronią bardziej skuteczną od kałasznikowów tajnej policji. Pozwoliły na integrację działań, przez co sfrustrowane codzienną walką o godne życie jednostki mogły poczuć, że nie są same, i zorganizować demonstracje.

A gdy policja tych ludzi pobiła, mogli powiadomić o tym świat, co spowodowało reakcję polityków zachodnich. Obama opuścił Mubaraka, a jednocześnie europejskie firmy technologiczne pomogły ominąć wyłączenie internetu (np. poprzez udostępnienie darmowego „wdzwanianego” dostępu poprzez paryski numer stacjonarny).
Niestety dziś już wiadomo, że dyktatora zastąpiło wojsko, które nie uratowało kraju przed katastrofą gospodarczą i nadal ogranicza wolność obywateli.

Wyjątkowo ciekawy opis powstawania nowej konstytucji islandzkiej, w procesie podobnym do tworzenia oprogramowania open source, zaczyna się od porównania jej do mało znanej konstytucji korsykańskiej, na której z kolei oparła się konstytucja amerykańska, uważana powszechnie za pierwszą. Ich wspólną cechą jest wskazanie społeczeństwa jako największej siły kraju, któremu podporządkowane mają być zasoby: informacja publiczna, przyroda i bogactwa naturalne – przez co suwerenem jest lud, a nie elita finansowa i polityczna.

To zresztą wspólny postulat wszystkich omawianych ruchów: prawdziwa demokracja teraz, „Democracia Real Ya” – postulat grupy, która wezwała Hiszpanów do wyjścia na ulice w dniu wyborów samorządowych 22 maja 2011 r., aby pokazać, że politycy ich nie reprezentują. Pokojowe masowe zgromadzenia przekształciły się w obozowiska, które były potem brutalnie atakowane. Jak w Barcelonie, gdzie lewicowe i nacjonalistyczne władze miasta i regionu wezwały policję, a ta przez 6 godzin atakowała pokojowych demonstrantów, w wyniku czego 147 zostało rannych. Znane są też przypadki pobicia dziennikarzy (także z mediów oficjalnych) i strzelania gumowymi kulami do nieuzbrojonych ludzi. Wprowadzono też horrendalne grzywny za udział w nielegalnych zgromadzeniach i zakazano demonstrowania przed urzędami.

Charakterystyczne jest to, że Indignados odrzucili wszelkie partie, nie mieli również wyraźnego programu, poza postulatami takimi jak likwidacja niezgodnego z prawem Unii Europejskiej przejmowania mieszkań z pozostawieniem niespłaconych kredytów, likwidacja korupcji czy racjonalne wydawanie funduszy europejskich (ostatnio władze regionu Walencji przegrały sprawę o dofinansowanie miasteczka filmowego i będą musiały zwrócić 274 mln euro). A Hiszpania do dziś nie ma ustawy o informacji publicznej, co dla nas może być szokujące.

Jak sugeruje Castells, siłą Oburzonych nie było wygranie wyborów, lecz zmiana dyskursu. Mocno zmieniły się odpowiedzi respondentów w badaniach poglądów, przy jednoczesnym spadku zaufania do klasy politycznej. Szczególnie odbiło się to na PSOE, partii socjalistycznej, która rządziła Hiszpanią do czasu kryzysu.
Na sukces ogromny wpływ miał charyzmatyczny politolog Pablo Iglesias. Jako przywódca Podemos, partii, która stała się polityczną siłą Oburzonych, zebrał doświadczenia Ameryki Łacińskiej. Ten region jest dziś jedną z kuźni nowych idei politycznych (by wspomnieć choćby budżet obywatelski – ideę, która przebojem zdobyła polskie miasta). Młody profesor politologii pojawiał się we wszystkich mediach, piętnując system dwupartyjny (hiszp. La Secta de Bipartismo) jako oderwany od spraw zwykłych ludzi i monopolizujący władzę.

Niesamowite wrażenie robi też w książce opis odwagi egipskich kobiet, które bezbronne szły przeciw karabinom. Była wśród nich Asmaa Mafouz, która wezwała mężczyzn: „Jeśli ktoś twierdzi, że kobiety nie powinny uczestniczyć w protestach, bo zostaną pobite, niech da dowód swojego honoru i męskości i pójdzie ze mną 25 stycznia”.

Poza historią ruchów społecznych w różnych krajach, dla mnie najciekawsze w książce Castellsa jest psychologiczne tło Oburzonych, przez lata poniewieranych przez system. To właśnie brak elementarnego poczucia bezpieczeństwa stał się iskrą rewolucji przeciwko satrapom: kolejna konfiskata owoców pchnęła załamanego brakiem środków do życia Mohameda Bouaziziego z małego tunezyjskiego miasta do samospalenia. Ten desperacki akt stał się sygnałem do zmiany w niemal całym świecie arabskim. Sprzeciw wobec upokarzającej praktyki sprawdzania dziewictwa spowodował, że egipskie protestujące egipskie kobiety de facto wygrały z Mubarakiem, choć później przegrały z armią.

Ta socjologia protestu jest najciekawszą częścią dzieła Castellsa. Warto więc wrócić do jego książki, wydanej po polsku już rok temu.

Manuel Castells, „Sieci oburzenia i nadziei. Ruchy społeczne w erze internetu“, tłum. Olga Siara, Wydawnictwo Naukowe PWN 2013

*Przemysław Filar – prezes i założyciel Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia