Newsletter

Marine Le Pen idzie po władzę

Jacek Kubiak, 31.07.2014
Jak liderka Frontu Narodowego usypia czujność Francuzów

Jak liderka Frontu Narodowego usypia czujność Francuzów

Marine Le Pen. CC-BY-SA-3.0

Po raz pierwszy sondaże we Francji wskazują, że przywódczyni nacjonalistycznego Frontu Narodowego Marine Le Pen ma wielkie szanse, by wygrać przyszłe wybory prezydenckie. Do wyborów tych wprawdzie bardzo daleko, bo odbędą się dopiero w roku 2017, ale efekt psychologiczny jest ogromny.

Według biura badania opinii publicznej Ifop, gdyby wybory odbywały się teraz, w pierwszej turze Marine Le Pen mogłaby liczyć na 26% głosów. Tuż za nią plasowałby się były prezydent Nicolas Sarkozy, reprezentant umiarkowanej prawicy, a dopiero na trzecim miejscu, z zaledwie 17-procentowym poparciem, znalazłby się obecny prezydent Francois Hollande, reprezentujący rządzących borykających się dziś z kryzysem ekonomicznym socjalistów.

Rzecz jasna, trzy lata przed wyborami wyniki sondażu nie przesądzają absolutnie o niczym. Tym bardziej że nawet gdyby wynik pierwszej tury naprawdę taki był, to w drugiej turze zapewne zadziałałby mechanizm republikańskiego sprzeciwu, polegający na przeniesieniu głosów lewicy na reprezentanta umiarkowanej prawicy.

Taka sytuacja zdarzyła się już we Francji w roku 2002, gdy w drugiej turze z Jean-Marie Le Penem, ojcem Marine, wygrał Jacques Chirac. Chirac uzyskał w tej turze 82% głosów właśnie dzięki głosom lewicy, przerażonej perspektywą rządów ekstremistów.

Dziś groźba przejęcia władzy we Francji przez FN jest jednak bardziej realna niż za czasów rubasznego Jean-Marie Le Pena. Jego córka, przejąwszy przywództwo we Froncie Narodowym, skupiła się na ocieplaniu wizerunku partii i przekonywaniu Francuzów, że ugrupowanie to może być normalną i godną zaufania siłą polityczną.

Kryzys ekonomiczny, gwałtowny spadek zaufania do polityków z lewicy i umiarkowanej prawicy, jak również pewien osobisty urok i niezwykłe zdolności polityczne Marine Le Pen sprawiły, że bardzo wielu Francuzów uwierzyło jej na słowo (co zresztą pod pewnymi względami przypomina casus Janusza Korwin-Mikkego). W dobie kryzysu zaufania i problemów gospodarczych szanse sprawnych demagogów na polityczny sukces rosną. W przypadku Marine Le Pen i Frontu Narodowego sukces ten wydaje się dziś jednak niezwykły.

W systemie rządów V Republiki, stworzonym przez generała de Gaulle`a, prezydent ma wielką władzę. W tej sytuacji właśnie wybór prezydenta kraju zwykle przesądza o wynikach wyborów parlamentarnych, bo nowo wybrany prezydent korzysta zwykle od razu z przywileju rozwiązania parlamentu – i wybory parlamentarne wygrywa jego obóz. Przecież nie po to Francuzi wybrali właśnie tego, a nie innego kandydata, by po miesiącu odmówić mu możliwości posiadania własnej większości parlamentarnej.

Kalkulacje Marine Le Pen, w myśl których ona i jej ekstremalna partia przejmą pełnię rządów we Francji, opierają się właśnie na tych mechanizmach wyborczych.

Nie trzeba chyba nikogo rozsądnego przekonywać, ze scenariusz taki byłby katastrofą nie tylko dla samej Francji, ale i dla całej Unii Europejskiej. Nacjonalistyczny Front Narodowy chce bowiem nie tylko wyprowadzić Francję ze strefy euro i strefy Schengen, ale w ogóle z Unii. A Unia bez Francji, podobnie jak bez Niemiec, straciłaby rację bytu.

Marine Le Pen oczywiście uspokaja i usypia opinię społeczną bajką o tym, że Front Narodowy jest odpowiedzialną, nowoczesną i absolutnie nieekstremalną partią polityczną. Aby przekonać o tym Francuzów, niedawno poszła nawet na polityczną wojnę ze swoim ojcem – twórcą i honorowym przywódca Frontu. Jean-Marie, jak to ma w swoim zwyczaju, zaatakował bowiem „żydowskie lobby”, rzekomo rządzące francuskim społeczeństwem. Marine odcięła się od antysemickich poglądów ojca, ryzykując rozłam w samym Froncie, w którym przecież bardzo wielu członków ciągle wielbi byłego wodza między innymi za takie właśnie poglądy.

Podobne posunięcia przywódczyni FN przekonują wielu Francuzów do tego, że jest ona normalnym politykiem, i przydają jej popularności.

*Jacek Kubiak – publicysta, kieruje laboratorium biologii rozwoju w CNRS/Uniwersytet Rennes 1 we Francji