Newsletter

Nie ignorować młodych

Krystyna Szafraniec, 05.08.2014
Doradcy wielu partii myślą: dajmy sobie spokój z młodzieżą. Strategicznie myślący polityk nie popełnia takich błędów

Doradcy wielu partii myślą: dajmy sobie spokój z młodzieżą. Strategicznie myślący polityk nie popełnia takich błędów

CC BY-SA 3.0. Autor: Filip Hallo

Marzena Haponiuk: W ostatnich wyborach 28,5 %  wyborców w wieku 18-25 lat oddało głos na partię Janusza Korwin-Mikkego. Dlaczego?

Prof. Krystyna Szafraniec: Przyczyn jest wiele. Przede wszystkim młodzi wręczyli żółtą kartkę rządzącym politykom. Albo w ogóle nie poszli do wyborów, albo zagłosowali wyraźnie na „nie”. To jest wyraz ich zniesmaczenia tym, co się dzieje na polskiej scenie politycznej. Od lat sygnalizują, że wojna polsko-polska, która toczy się między Platformą Obywatelską, reprezentującą centryczny liberalizm, a PiS-em, partią bardzo konserwatywną, im nie odpowiada – ani co do formy, ani treści.

Inny istotny czynnik jest natury psychologicznej. Młodzi ludzie – poszukujący dopiero siebie i swojego miejsca w świecie – potrzebują wyrazistych, wręcz totalnych (logicznie przejrzystych i spójnych) wizji świata, z pozycji których mogą interpretować zachodzące zmiany i sytuacje, w jakich się znajdują. Dotyczy to również sytuacji politycznych, które najwyraźniej ich obchodzą – męczą, ale obchodzą. Chcą, żeby były przejrzyste i zrozumiałe.

Czy można powiedzieć, że jest to związane z pewną fazą życia młodego człowieka?

Przede wszystkim. Młodość to trudny proces ponownych narodzin – po odrzuceniu prostych definicji świata, w jakie wyposaża wczesna socjalizacja (na ogół niewystarczających ani do zrozumienia innego-zmieniającego się-siebie, ani nowych sytuacji, które stają się naszym udziałem) młody człowiek szuka nowych narzędzi, nowych kategorii i nowych punktów widzenia.

Do tego nadają się bardzo wyraziste oferty światopoglądowe i równie wyraziści ich nosiciele. W poprzednich wyborach na takim mechanizmie wyrosło ugrupowanie Janusza Palikota. Obecnie młodzi zdecydowali się na przekaz Janusza Korwin-Mikkego.

Skąd ta zmiana orientacji?

To dobre pytanie. Po pierwsze, Palikot zawiódł – i to w całej rozciągłości. Swoją wyrazistość zamienił na nietrzymające się kupy drobnostki. Sam nie rozwiązał własnego kryzysu tożsamości, więc jak miałby się stać autorytetem dla młodych? „Lewa” część młodzieżowego elektoratu – dość licznie w Polsce reprezentowana, jak można sądzić z licznych sondaży – została osierocona i okazała się kompletnie zdemobilizowana. Oni i ich liberalnie myślący koledzy nie poszli do wyborów – uznali je za bezsens.

Na scenie pozostał wyrazisty pan z muszką – dla jednych plotący konserwatywne androny, niebezpieczny, dla innych, w tym zwłaszcza młodych, politycznie atrakcyjny, bo plujący na wszystkich, agresywny i całkiem spójny w swoich wypowiedziach, chociaż przecież to, co mówi i co proponuje, jest raczej odpowiednie dla rzeczywistości XIX-wiecznej. Ale być może również na tym polega jego siła – w czasach szybkich przemian, gdy świat mknie do przodu a przyszłość jest wielką niewiadomą, konserwatyzm – chęć przywołania dawnego porządku – daje złudzenie opanowania zamętu i zyskuje na popularności.

To dość typowa tendencja, pojawiająca się w różnych epokach i różnych krajach. Nieważne, że próba odrodzenia tradycji i praktyk, które nie odpowiadając obecnemu stanowi społecznemu, żyją życiem pozornym i sztucznym, jest – jako oferta polityczna – próbą oszukańczą. Ważne, że znajduje podatny grunt i ma swoją społeczną bazę, w tym przypadku młodzież.

Ale przecież w dawnych czasach to nowatorskie, a nie konserwatywne ideologie porywały politycznie ludzi młodych.

Ma Pani rację. Można jeszcze zrozumieć starsze pokolenia, które opowiadają się za konserwatywnymi rozwiązaniami, ale młodzież? Być może tłumaczy to bezprecedensowe tempo zmian w świecie, bardziej traumatycznie odczuwane współcześnie niż onegdaj, zapewne w jakimś sensie kompromitacja rozwiązań lewicowych w XX wieku, a także nieśmiałość i niedojrzałość nowej lewicy. Być może jednak są to skutki instytucjonalnej dominacji konserwatywnej prawicy w Polsce, która toruje drogę prymitywnemu katolicyzmowi, prymitywnemu liberalizmowi, prymitywnej demokracji, co w efekcie mentalnie zamyka społeczeństwo na nowe, niesprawdzone rozwiązania.

Ów omszały liberalizm, który w Polsce pojawił się jako oferta polityczna w wydaniu reprezentowanym przez Korwin-Mikkego, nigdzie indziej nie istnieje w takiej formie, co z pewnością potwierdziliby nasi rodzimi liberałowie. Nie jestem filozofem, ale wystarczająco dużo wiem, by zaręczać, że istnieje inna myśl liberalna i inna myśl lewicowa (a nawet ich ciekawe połączenia) i że w Polsce może zastanawiać kompletna ich nieobecność w politycznym przesłaniu partii, które mienią się liberalnymi czy lewicowymi.

Novum w postaci partii Palikota nie przeszło próby czasu…

Nie przeszło, głównie na jego własne życzenie. Szansa ciągle istnieje, bo istnieje lewicowo czy lewicowo-liberalnie myślący młody elektorat. Jego mobilizacja wymaga jednak spójnej koncepcji, wytrwałej pracy u podstaw i politycznej wyobraźni. Palikot po pierwszym swoim sukcesie młodych sobie odpuścił, więc w ostatnich wyborach i oni odpuścili jego.

Co jeszcze mogło mieć wpływ na wybory polityczne młodych?

Niedokończona socjalizacja do nowego ustroju, pojmowanie demokracji i kapitalizmu w kategoriach bardzo ideacyjnych, wydumanych, stereotypowych, które nie są potwierdzone doświadczeniem, a jednocześnie uproszczone i okaleczone rozumienie tego, czym jest jedno i drugie. Przekaz polityczny i medialny ma w tym swój znaczący udział.

Może winny jest też brak edukacji obywatelskiej?

Zdecydowanie tak. Ci, którzy nie przeszli odpowiedniej edukacji obywatelskiej, nie pozyskali wiedzy o złożoności zjawisk i procesów społecznych, gospodarczych, o ich wzajemnych związkach i związkach z polityką, z tym większą gotowością są w stanie uwierzyć, że demokracja i kapitalizm są tak proste, jak je opisuje Janusz Korwin-Mikke.

Kto dokładnie głosował na Nową Prawicę?

Dziś znamy tylko statystyki. Mamy wyłącznie śladowe przesłanki, pozwalające określić ten elektorat w kategoriach społecznych. Fakt, że są to ludzie bardzo młodzi wskazuje, że to albo głosujący po raz pierwszy licealiści, uczniowie szkół średnich, studenci albo w ogóle młodzi ludzie w tym wieku. W polskich realiach ci, którzy wieku 18-25 lat nie uczą się lub nie studiują, zazwyczaj również nie mają pracy. Można więc wnosić, że w grupie zwolenników „pana z muszką” znaleźli się również bezrobotni absolwenci szkół średnich lub – znacznie rzadziej – ich pracujący (zapewne na mało korzystnych warunkach) koledzy.

Z przekazów internetowych wiem, że kampania wyborcza Korwina Mikke obejmowała między innymi wizyty w prowincjonalnych uczelniach niepublicznych. Zapewne pozyskał sobie wyznawców i w tych kręgach. Prowadził i prowadzi bardzo aktywnie fanklub społecznościowy – tą drogą dociera do najszerszego kręgu odbiorców. Robi to systematycznie, od lat. W wyborach zebrał owoce swojej pracy.

Myślę, że jego elektorat skupia wyborców niedoświadczonych, politycznie naiwnych, ale zaangażowanych – na pewno nieobojętnych. Część z nich może przyjmować jego poglądy za dobrą monetę, część mogła oddać głos na zasadzie „na złość babci odmrożę sobie uszy” – bo tylko nim można było dać mocny prztyczek establishmentowym politykom.

Młodzi są za zjednoczoną Europą, a potem głosują na polityka, który jest przeciwko UE. Są za wolnością, a oczekują interwencjonizmu państwowego?

To właśnie cała młodość – z jej zmiennością, nieobliczalnością czy niekonsekwencją.  Młodzi z jednej strony cenią logikę wywodu i spójność myślenia, cenią też konsekwencję. Z drugiej jednak, nie patrzą na logiczne skutki swoich wyborów. Ważne jest dla nich ich symboliczne znaczenie.

W przypadku wyborców Korwina Mikkego jednym (tym zdeterminowanym lub „jajcarzom”) chodziło o pokazanie żółtej kartki politykom, innym nie chodziło o wolność, a już na pewno nie o taką, która miałaby się realizować w UE. To właśnie uwidacznia ich sposób myślenia o społeczeństwie i polityce – dość wybiórczy i płytki.

Czy można powiedzieć, że był to świadomy wybór, a nie chwilowa moda?

Scenariusze podejmowania decyzji przez młodych są bardzo różne. Moda jest bardzo typowym schematem działania i nie oznacza wcale nieświadomego wyboru. Naśladownictwu politycznemu sprzyja brak własnych preferencji (co jest typowe dla młodego lub bardzo młodego wyborcy) oraz wszechobecność mediów. W walce politycznej, której te media stały się platformą, łatwo o wylanie dziecka z kąpielą. Etykietka stałego bywalca studiów telewizyjnych i radiowych jest dyskwalifikująca – tak stygmatyzowani politycy wywołują jedynie u młodych efekt piany na ustach. Gdy nie ma nikogo, mówić zaczyna się o kimś „z innej bajki”. W tym sensie głosowanie na Korwina Mikkego stało się w tych wyborach i łatwe, i modne.

Czy on obroni się w następnych wyborach i czy jego wyborcami znów będą młodzi – trudno powiedzieć. Wiele zależy od zachowań polityków tzw. establishmentu – czy będą chcieli i umieli odbudować własną wiarygodność, czy zaproponują taki program polityczny i taką wizję społeczeństwa, która pozwoli młodemu pokoleniu zobaczyć w nim miejsce dla siebie i jasną (choć niekoniecznie bezpieczną) perspektywę.

„Młodzież reprezentuje inny typ wrażliwości, posługuje się inną symboliką, sięga do innych płaszczyzn i innych form kontaktu społecznego”. Tak pisała pani profesor w raporcie Instytutu Obywatelskiego.

Młodzi to specyficzni wyborcy. Bardzo trudni, choć jednocześnie – gdy ich zrozumieć i chcieć pozyskać – bardzo wdzięczni. Jest wiele tzw. paradoksów opisujących specyfikę młodości, niemniej jest to zgromadzona przez wielu mądrych obserwatorów i badaczy wiedza – psychologiczna, socjologiczna i antropologiczna. Można do niej sięgać. Politycy wolą być jednak ignorantami i liczyć na łatwy efekt. Kilka spotów reklamowych w czasie kampanii wyborczych, będących rodzajem oszustwa politycznego, nie kupi poparcia młodych wyborców, zwłaszcza jeśli w okresie międzykampanijnym obserwują coś zgoła innego.

Funkcjonujemy jako kraj demokratyczny już ponad ćwierć wieku. Co zrobili kolejni rządzący, by nauczyć młode pokolenia tego nowego porządku i przekonać je do niego? Myślę, że słowo NIC lub NIEWIELE to adekwatne określenia. To, co robią, to jazda gdzieś do przodu z nieustannym patrzeniem w lusterko wsteczne. Nawet początkujący kierowca wie, że za siebie ogląda się tylko niekiedy, w sytuacjach uzasadnionych. Proszę zwrócić uwagę, jak bardzo mobilizująco zadziałał na młody elektorat program Platformy Obywatelskiej z 2007 roku. On był zwrócony ku przyszłości, był strategicznie bardzo dobrze przygotowany, stawiał na rozwój, dawał poczucie jasnej perspektywy, stali za nim wiarygodni i obiecujący politycy.

Co się dzieje, gdy powyborcze nadzieje młodych się nie spełniają?

Bardzo wiele złego. Przede wszystkim pojawia się lawina złych emocji – rozczarowanie, rozgoryczenie, poczucie bycia wykorzystanym, oszukanym, nieufność, brak wiary w możliwość spełniania się rzeczy pożądanych i dobrych. Emocje te przekładają się na zachowania.

Człowiek zawiedziony, nieufny i źle potraktowany reaguje wycofaniem, biernością lub agresją, różnie przejawianą. Dorośli sytuacje tego rodzaju relatywizują. Młodzi traktują je dosłownie i oceniają z punktu widzenia własnych, bardzo restrykcyjnych standardów moralnych. Taka właśnie jest młodość. Jeśli na kolejne afery, jakich dostarczają politycy, spojrzymy w tych kategoriach, mamy gotową odpowiedź na pytanie, co one znaczą dla edukacji obywatelskiej młodzieży i co się z nią dzieje.

Zachowania wyborcze młodych Polaków przy okazji ostatnich wyborów do PE ujawniły zarówno efekt wycofania, agresji, jak i rozpaczliwy głos wołający o opamiętanie. Młodzi tupnęli nogą, ale i powiedzieli „mamy was gdzieś – to nie nasze małpy i nie nasz cyrk”. Problemem nie jest to, że młodzi wyborcy tak się zachowują (bo gdy dorosną to zmądrzeją). Ja widzę problem w tym, że jako dorośli będą mieli w swoim doświadczeniu indywidualnym (jako osoby) i w doświadczeniu zbiorowym (jako pokolenie) takie właśnie emocjonalne zadry i ukształtowany na ich gruncie typ obywatelstwa.

Z tego co Pani mówi wynika, że urzędujące partie często nie potrafią rozmawiać z młodymi i że nie jest to tylko ich polityczna strata.

Ależ oczywiście! Poszłabym jeszcze dalej i zapytała: dlaczego tak się dzieje? Mnie się wydaje, że bardzo wielu polityków, także w Platformie, uważa, że młodymi – patrz: potencjalnymi wyborcami – nie ma się co przejmować.

Nie doceniają tego elektoratu?

Jakkolwiek młodzi są kapryśni, niestabilni, a często infantylni w swoich wyborach, to nie jest to argument, żeby powiedzieć: nie przejmujmy się tym elektoratem. Doświadczenie życiowe gromadzone przez dorastających ludzi – również polityczne i społeczne – odkładają się w zasobach pamięci pokoleniowej. Także u tych, którzy sprawiają wrażenie obojętnych i biernych. Człowiek, który doznał zlekceważenia i politycznego zawodu w okresie szczególnej wrażliwości i wiary, niełatwo da się przekonać do ufności i zaangażowania. Poza wszystkim nie ma nawyków obywatelskiego działania – bo nikt o nie nie zadbał.

Powtarzam to nieustannie: młodzi są bardzo czujnymi obserwatorami życia publicznego. Zapytani o to, czy interesują się polityką, odpowiedzą najczęściej: „mam to gdzieś”. Jednak wiedzą więcej, niż nam się wydaje. I rozumieją więcej, niż nam się wydaje. Nie chcą tego dostrzec politycy i ich doradcy angażowani w okresach ożywienia przedwyborczego.

Myślą podobnie: dajmy sobie spokój z młodzieżą. Dziś zagłosują tak, jutro – w ogóle. Są nieprzewidywalni. Strategicznie myślący polityk nie może popełniać takich błędów.

Czym skorupka za młodu?

Nie należy zapominać, że ten elektorat skądś się bierze, że na skutek pewnych czynników i procesów jakiś-się-staje. Nie kształtuje go kampania wyborcza. Mądrzy, strategicznie myślący politycy budują swój elektorat latami. Dziś zdecydowana większość spośród nich zachowuje się w stosunku do młodzieżowego elektoratu jakby mieli przed sobą bezmyślną masę. Zakładając chyba, że w ramach obywatelskiej powinności młodzi ludzie (a) pójdą do wyborów,  (b) nie podważą oczywistości proponowanej palety ofert, (c) wybiorą jedną z nich i że (d) będzie to oczywiście rozsądny wybór. Ale niby dlaczego miałby taki być?

*prof. Krystyna Szafraniec – socjolożka, profesor UMK w Toruniu. Autorka ekspertyz na temat młodzieży i edukacji, m.in. raportu „Młodzi 2011” czy wydanego przez Instytut Obywatelski raportu „Dojrzewający obywatele dojrzewającej demokracji”.