Newsletter

Drogi wolności

Michał Dobrzański, 30.07.2014
Prowadzenie samochodu jest czynnością publiczną

Istnieje prawidłowość, że za każdym razem, gdy pada zapowiedź zaostrzenia sankcji wobec kierowców, dochodzi do niezwykle emocjonalnych reakcji z ich strony.

CC BY-SA 3.0. Autor: Johan

Co istotne, pojawiają się one także wtedy, gdy chodzi wyłącznie o poprawę respektowania od dawna obowiązujących przepisów, np. ograniczeń prędkości. Można tu przywołać choćby wszelkie dyskusje o fotoradarach. Czemu polscy kierowcy nie chcą przestrzegać ograniczeń?

Jednej z przyczyn można upatrywać w powszechnym w Polsce braku zaufania obywateli do stanowionego prawa. Nie wnikając w to, z czego wynika taka postawa, warto dostrzec, że stwarza ona pewien fakt społeczny. I warto go sobie uświadomić, aby dobrze zarządzać system bezpieczeństwa ruchu.

Otóż można chyba bez większych zastrzeżeń przyjąć, że w Polsce ograniczenie prędkości (i szereg innych przepisów) znaczy mniej, niż w wielu państwach, które chętnie przedstawia się jako warte naśladowania.

Niewielkie znaczenie ograniczenia prędkości widoczne jest nie tylko w zachowaniu samych kierowców, lecz też w działaniach zarządców dróg i policji. Wielu rodaków, jeżdżących za granicą, zwraca uwagę, że w krajach zachodnich ograniczenia prędkości obowiązują dosłownie. W Polsce trudno zaś nie odnieść wrażenia, że zarządcy dróg stawiają je wedle zasady „i tak pojadą 20 km/h szybciej”. Z kolei służby odpowiedzialne np. za fotoradary szczególnie nie kryją się z faktem, że są one ustawione grubo ponad obowiązującą prędkość.

Sytuacja, gdy wszyscy wiedzą, że wartości na znakach nie należy traktować dosłownie, jest patologiczna.

Utracona zostaje jakakolwiek przejrzystości reguł, a w konsekwencji głównym kryterium przestrzegania prawa staje się uznaniowość. Tę generalną dezynwolturę w podejściu do prawa stanowionego uznać można za polską specyfikę.

Jednak sprzeciw kierowców wobec ograniczania prędkości nie wynika wyłącznie z braku wiary w racjonalność proponowanych ograniczeń. Ma on też pewien uniwersalny charakter. Liczni kierujący postrzegają takie działania po prostu jako zamach na wolność.

Ten fenomen nie jest już specyficznie polski. Przykładowo w Niemczech od lat wszelkie propozycje ograniczenia prędkości na autostradach spotykają się z protestami. Niemieckie społeczeństwo żywi zapewne silniejszą wiarę w działania państwa, a utemperowanie prędkości przypuszczalnie skutecznie zmniejszyłoby liczbę wypadków. Jednak pomimo tego wielu Niemców traktuje ograniczenie prędkości na autostradach jako zamach na swoją wolność.

Podejście takie w dużej mierze można wytłumaczyć specyfiką sytuacji, jaką jest prowadzenie samochodu. Oddzielenie kierowcy od świata zewnętrznego przez karoserię wprawia go w stan swoistej izolacji. Świat za szybą i świat w kabinie jawią się kierującemu jako dwie różne rzeczywistości. Wnętrze samochodu daje poczucie prywatności i bezpieczeństwa. Łatwo więc zapomnieć o tym, iż to, co widać na zewnątrz, jest realne.

Znaki drogowe i środki ich egzekucji zaburzają owo poczucie spokoju u kierowcy. W przestrzeni, którą postrzega jako swoją prywatność, zmuszają go do konkretnych zachowań, niekoniecznie zgodnych z jego własną oceną sytuacji. W dyskusjach o egzekwowaniu prędkości zaskakująco często pojawiają się argumentacje w rodzaju: „to, jak jeżdżę samochodem, jest moją prywatną sprawą, a państwu nic do tego”.

Ta argumentacja, wyrastająca z subiektywnego odczucia kierowcy, obiektywnie jest kompletnie fałszywa. Prowadzenie samochodu jest czynnością par excellence publiczną.

Ruch drogowy jest złożoną interakcją różnych ludzi, podążających za swoimi partykularnymi celami. Każdy błąd jednostki wpływa bezpośrednio na komfort innych (nadmierna prędkość to hałas dla okolicznych mieszkańców, zagapienie się na światłach może zmniejszyć płynność ruchu itd.). Jak też – i to jest kluczowym aspektem sprawy! – bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu ich zdrowia i życia.

Nieostrożna jazda (polszczyzna nie ma tu tak dobrego pojęcia jak niemieckie rücksichtsloses Fahren, czyli jazda bez skrupułów wobec innych) to sprowadzanie zagrożenia na siebie i innych. Fakt ten jest wystarczającym argumentem, aby kłaść szczególny nacisk na przestrzeganie przepisów, które regulują ruch drogowy. I dbać o przejrzystość zasad.

Sceptyk powie, że władza bardzo lubi zasłaniać się pojęciem bezpieczeństwa, aby argumentować na korzyść różnych wątpliwych działań. Ale akurat w przypadku ruchu drogowego owy brak bezpieczeństwa jest widoczny gołym okiem i potwierdzają go wszelkie statystyki. Dlatego powinien być on tą właśnie dziedziną, w której bez wątpienia powinniśmy oczekiwać od państwa większego zaangażowania. Bez niego bowiem póki co zabijamy się nawzajem w liczbie kilku tysięcy osób rocznie.