Newsletter

Podwójna radość

Tomasz Mincer, 14.07.2014
Z pustych kościołów cieszą się nie tylko lewicowcy

Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego potwierdza to, o czym wielu mówi od dawna, a jeszcze więcej osób przeczuwa. Mniej Polek i Polaków uczęszcza do kościołów na mszę. Mamy do czynienia ze spadkiem „niewielkim, ale systematycznym”.

CC - BY - 3.0.

Warto pamiętać – wbrew prasowym nagłówkom o ubywaniu wiernych – że kościelni abstynenci nie lądują automatycznie w przegródce z napisem „niewierzący”. Po pierwsze dlatego, że dla wielu wciąż ważna pozostaje kulturowa strona religii katolickiej. Stąd też figurują oni na kościelnych listach, a w badaniach opinii deklarują wyznanie rzymskokatolickie.

Po drugie, sama procedura wystąpienia z Kościoła katolickiego jest niezwykle trudna. A z punktu widzenia Kościoła całkowite opuszczenie społeczności wierzących jest niemożliwe. Można się jedynie wypisać z ksiąg parafialnych. Czasem nawet by wypisać się skutecznie, trzeba posiłkować się interwencją GIODO.

Jednak w sensie teologicznym członkostwo w Kościele rzymskokatolickim nie ustaje. Zawsze jest szansa, by „z obrzeży” do tego Kościoła wrócić. Dla wielu eks-wiernych to narzędzie symbolicznej opresji. Nie da się jednak zauważyć, że dla tych, którzy przeżywają nawrócenie, taka furtka – umożliwiająca powrót zagubionej owieczki na łono Kościoła – jest na wagę złota.

Kościelni statystycy zwracają za to uwagę, że rośnie odsetek osób przystępujących do komunii. A to, zdaniem niektórych komentatorów przychylnych Kościołowi, ma świadczyć o bardziej pogłębionej wierze katolików. Jednak badania socjologów, jak np. prof. Józefa Baniaka czy prof. Mirosławy Grabowskiej i ośrodka CBOS od lat pokazują, że coś z tą pogłębioną wiarą i świadomością religijną szwankuje. Jako dowód podaje się często wynik badań TNS OBOP sprzed kilku miesięcy. Tylko 48 procent wierzy w śmierć Chrystusa na krzyżu, a 47 proc. w jego zmartwychwstanie.

Ponadto prof. Baniak w jednym z wywiadów dał do zrozumienia, że liczba osób przystępujących do sakramentu komunii nie musi się pokrywać z liczbą osób się spowiadających. Wygląda więc na to, że w kwestii sakramentów polskich wiernych cechuje dość swobodne podejście do nauki Kościoła.

Paradoksalnie, z bardziej pustych kościołów cieszą nie tylko lewicowcy, ale i katoliccy fundamentaliści. Dla nich bowiem prawdziwy Kościół to taki, w którym każdy wierzący przestrzega dokładnie tego, co głosi jego biskup. I postępuje dokładnie w taki sposób, w jaki Kościół tego od wiernych wymaga. Nie ma religii deklarowanej, kulturowej, od święta. Nie ma mowy o rozmywaniu dogmatów. Nie ma zgody na rzeczywisty dialog ze światem współczesnym, chociażby w kwestii etyki seksualnej. Nie ma opcji: nagrzeszę, a potem się z tego wyspowiadam. Prawo boskie musi stać ponad ziemskim w każdych okolicznościach, a w przypadku kolizji norm i wartości nie można zadecydować zgodnie z literą prawa doczesnego. Nawet jeśli jest się urzędnikiem państwowym.

Z kolei dla środowisk lewicowych mniej liczny Kościół to słabszy argument w ideologicznej walce z konserwatystami. Już nie ma jak powoływać się na „morze katolików”, wymuszając na państwie kolejne ustawy zgodne z kościelnym przekazem. Dla Macieja Gduli mniej wiernych to także szansa na bardziej świadomą wiarę, tak jak to obserwuje się u katolików w zlaicyzowanej Francji. Podałbym jeszcze przykład rodzimych protestantów, którzy od wieków w mniejszości na polskiej ziemi uchodzą (często zasadnie) za bardziej świadomych religijnie.

Przed Kościołem katolickim stoi dziś nie lada wyzwanie. Musi raz jeszcze określić swą strategię duszpasterską. Statystyki podpowiadają, że albo trzeba postawić na jakość, albo na ilość.