Newsletter

Chiny Europy

Weronika Przecherska, 11.07.2014
Wiele do nadrobienia ma jeszcze Unia Europejska w relacjach z Państwem Środka

Chińczycy Europy – tak zwykło się mówić o Niemcach w kręgach komentatorów i analityków. Nic więc dziwnego, że w czasach kryzysu Berlin i Pekin spoglądają na siebie z coraz większym zainteresowaniem.

Aut.: Staff Sgt. D. Myles Cullen (USAF)

Ekonomiczna niepewność, silna pozycja Niemiec, wschodząca (choć borykająca się z wieloma wyzwaniami) potęga Chin oraz tendencje globalizacji jedynie zintensyfikowały pielęgnowane od 1972 roku relacje dyplomatyczne. Oczywiście nie brakuje w tych kontaktach zgrzytów, jak po spotkaniu Merkel z Dalajlamą kilka lat temu. Symbolem ich znaczenia są jednak rozpoczęte trzy lata temu obopólne konsultacje międzyrządowe, częste spotkania na najwyższym szczeblu czy komentowana przez prasę fascynacja niemieckiej kanclerz Chinami.

Chińczycy są dla Niemców najważniejszym partnerem w Azji, Niemcy zaś dla Chińczyków w Europie. Dość powiedzieć, że w Niemczech działa 900 chińskich przedsiębiorstw, 5 tys. niemieckich istnieje na terenie Chin.

Ostatnia wizyta Merkel i jej delegacji w Chinach jedynie te relacje zacieśnia. Efektem podróży jest sześć bilateralnych umów, opiewających na dwa miliardy euro. Wśród deklaracji, które padły w ostatnim tygodniu, warto też odnotować m.in. decyzję Volkswagena o otwarciu w Chinach dwóch nowych fabryk. Jednak owe kroki to dopiero początek wobec planowanego na najbliższe lata bilateralnego programu „Partnerstwa innowacyjności” mającego obejmować nie tylko kwestie technologiczne, lecz także edukację czy praworządność.

Długa i obfitująca w gospodarcze decyzje wizyta Merkel w Chinach po raz kolejny pokazała jednak, że o ile kołem zamachowym obustronnych relacji jest ekonomia, o tyle hamulcowym zawsze będą wyznawane wartości. Co prawda Niemcy, w szczególności od czasów kanclerza Gerharda Schrödera, starają się poprzez gospodarkę przybliżać Chińczykom również swoją perspektywę w tym zakresie. Ale symbolicznych sytuacji – obrazujących różnice w światopoglądzie obu partnerów – nie brakuje (1). Kiedy w trakcie ostatniej wizyty kanclerz w przemówieniu na Uniwersytecie w Pekinie podkreślała, że wolność jednostki i innowacja są nierozerwalne, ze strony chińskich przedsiębiorców pojawiła się, nieco później złagodzona, prośba o tonowanie niemieckiego przekazu medialnego o Chinach i budowanie dobrego wizerunku Państwa Środka. To różnice, które wraz z zacieśniającą się współpracą gospodarczą będą coraz bardziej wyraziste, choćby w dziedzinie praw autorskich, wolności słowa czy innowacji.

Jednak zażyłość pomiędzy Pekinem a Berlinem każe stawiać nie tylko pytania o wyznawane wartości, ale też o ogólnoeuropejską strategię wobec Chin. Wizyta Angeli Merkel po raz kolejny pokazała bowiem, jak wiele do nadrobienia ma jeszcze Unia Europejska w relacji z Państwem Środka. I jak bardzo Niemcy są jej w tym potrzebne.

Nasi zachodni sąsiedzi korzystają w relacjach z Chinami nie tylko ze swojej gospodarczej i politycznej siły. Sprzyja im także fakt, że w porę dostrzegli potencjał Chin i wysunęli się przed europejski szereg. Chińczycy zaś w niemieckiej gospodarce upatrują klucz do swojego sukcesu, mówiąc „oni mają dokładnie te produkty, których potrzebujemy” (2).

W przeciwieństwie do wielu krajów Wspólnoty, Niemcy wypracowały sposób na relacje z Chinami. Kanclerz Merkel jest dla nich symbolem zdecydowania i politycznej siły – uosobieniem tego, czego brakuje im w strukturach Unii Europejskiej. Nie jest bowiem tajemnicą, że europejski proces decyzyjny jest dla decydentów Państwa Środka męczący i zbyt długotrwały. Obrazu dopełnia brak wzajemnego zaufania i nierozwiązane kwestie z przeszłości, jak choćby embargo na broń nałożone na Chiny w 1989 roku.

Chińczycy zdają sobie sprawę z siły 500-milionowego europejskiego rynku, postrzegając go jako ważnego gracza w tworzącym się na arenie międzynarodowej nowym układzie sił (3). I choć zdaniem komentatorów zmiany w tych obopólnych relacjach są dostrzegalne, to dopiero początek długotrwałych procesów. W tym roku po raz pierwszy chińskiej delegacji do UE przewodził prezydent, aktywnie zabiegając o dialog chińsko-europejski. To dobre otwarcie dla kolejnego etapu stosunków chińsko-europejskich i sygnał dla Niemiec. Kontakty europejsko-chińskie będą bowiem nierozerwalnie związane z chińsko-niemieckimi.

Autorzy raportu opublikowanego przez ECFR mówią nawet dobitniej, że to właśnie relacje Berlin-Pekin określą stosunki między Państwem Środka a Starym Kontynentem. Chiny będą zaś musiały wypracować formułę relacji z Unią Europejską szczególnie w kontekście Agendy Strategicznej UE – Chiny 2020, skupiającej się m.in. na kwestiach bezpieczeństwa, handlu czy zrównoważonego rozwoju.

To kluczowy moment dla zaangażowania Niemiec. Choć potężni na arenie europejskiej i traktowani przez Chińczyków jako silny partner na arenie międzynarodowej, w kontekście wyzwań demograficznych czy multipolaryzacji mają szansę coś zyskać jedynie grając w europejskiej lidze. Dialog Europy z Chinami leży więc nie tylko w interesie ogólnoeuropejskim, ale także w ich własnym.

Przy opracowaniu tekstu korzystałam z raportu „China and Germany: Why the emerging special relationship matters for Europe?” opracowanego przez European Council on Foreign Relations (ECFR)  oraz informacji opublikowanych na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec.