Newsletter

Wyzwania europejskie – nowy parlament

Michał Boni, 10.07.2014
Pierwsze posiedzenie w Strasburgu odsłoniło skalę trudnych problemów do pokonania

Strona 1

Pierwsze posiedzenie w Strasburgu odsłoniło skalę trudnych problemów do pokonania

copyright: fot. © European Union 2012 - European Parliament

Przeszło dwustu posłów nowego parlamentu to albo radykalni przeciwnicy integracji europejskiej, albo ekstremalni przeciwnicy obecnej polityki europejskiej z lewej i prawej strony sceny politycznej.

Farage, Marie Le Pen są wyrazistymi liderami. Będą toczyli zaciekłe boje. W polskich mediach co i raz informowano o aktywnościach Korwin-Mikkego, choć z europejskiego punktu widzenia nie mają one żadnego znaczenia. Ale nie było jeszcze w historii tego parlamentu tak mocnej antysystemowej opozycji. I dlatego polskie przewodnictwo w komisji konstytucyjnej (Danuta Huebner) jest tak istotne. Bo pierwsze stanowiska Parlamentu Europejskiego wobec konkretnych propozycji brytyjskich dotyczących ewentualnego wychodzenia z UE, czy innych głosów w sprawie traktatu rozmontowujących UE będą dyskutowane i opracowywane właśnie w tej komisji.

To oznacza, iż parlament obecnej kadencji będzie o wiele bardziej podzielony niż poprzedni. Chociaż, z drugiej strony, uzyskał po wyborach i decyzji o nominacji Junckera na szefa Komisji Europejskiej, oraz ustaleniu quasi-koalicyjnym między EPP a socjaldemokratami co do Schulza jako przewodniczącego PE dodatkową, realną siłę sprawczą. Właściwie nigdy wcześniej parlament nie miał takiej rangi, a wyniki wyborów nie były tak mocną przesłanką również co do decyzji personalnych. W tym sensie dziś parlament i komisja mogą mieć większe znaczenie, niż do tej pory, także w dyskusjach z Radą Europejską, czyli szefami rządów.

Istnieje wszak obawa, że to przesunięcie sił pomiędzy instytucjami (choć może się okazać pozorne, przy np. takiej roli, jaką ma kanclerz Merkel) nie zostanie zauważone przez obywateli i ta swoista demokratyzacja procesu decyzyjnego w UE nie zdobędzie zrozumienia oraz wsparcia właśnie u obywateli. Dlatego i Juncker, i Schulz podkreślają potrzebę odświeżenia demokracji w UE.

Jak to interpretować? Chodzi o zwiększenie przejrzystości procesów decyzyjnych, ale też i stworzenie możliwości, by poprzez nowe narzędzia technologiczne, internet stosować konsultacje on-line, czy wystawiać pomysły i projekty na platformach pozwalających obywatelom na współtworzenie rozwiązań (crowdsourcing).

To musi także oznaczać lepszy kontakt posłów z wyborcami z wykorzystaniem różnych kanałów komunikacyjnych. I powinno oznaczać, że debata o przyszłości UE, o priorytetach programowych i rozwojowych nie może być zamknięta. Toczyć się ma nie tylko w gabinetach premierów, liderów partii, posłów… Ale może również musi to oznaczać co najmniej lekkie przedefiniowanie udziału partii opozycyjnych w pracach parlamentu i mechanizmach wyłaniania np. władz komisyjnych. Chciałoby się z jednej strony odpowiedzialności posłów od Farage’a w pracach merytorycznych, ale z drugiej, udostępnienia im pozycji w gremiach zarządzających komisjami.

Kiedy czytam przygotowane przez Radę Europejską dokumenty i wskazane priorytety, dostrzegam ważną i potrzebną kontynuację programową oraz ostrożność rządów, by nie zapowiedzieć niczego, co stworzyłoby jakikolwiek problem w relacjach między rządami właśnie. Ale zachowawczość nie rozwiązuje problemów. Są cztery co najmniej kwestie, które wymagają bardziej ofensywnego podejścia, oprócz sprawy systemowej, jaką jest demokratyczna partycypacja obywateli w europejskich procesach decyzyjnych (bez ulepszenia zasad działania w tej dziedzinie Europa nie zrobi kolejnego kroku w rozwoju).

Pierwsza sprawa to wyzwania energetyczne. Ostatnie miesiące, inicjatywy premiera Tuska przywróciły do debaty kwestię Europejskiej Unii Energetycznej. Ale Rada sprzęgła temat energetyczny z klimatycznym. A to przesuwa akcent z bezpieczeństwa energetycznego – w pełni szanującego obecne, krajowe mixy energetyczne (z rolą węgla w Polsce) i powiązanego z koniecznością uniezależnienia się od monopolistów takich jak firmy rosyjskie – na równowagę energetyczną, ale wynikającą z proklimatycznych działań: nowych źródeł energii i efektywności.

Temat jest otwarty i trzeba dalej dyskutować. Gdyby nie mocna interwencja Donalda Tuska w ostatnich miesiącach, gdyby nie doświadczenie Ukrainy, nie byłoby nowego otwarcia w tym obszarze. A tak jest otwarcie, choć trzeba je umiejętnie wykorzystać, przy widocznej różnicy stanowisk między grupami krajów. I to, że szefostwo komisji ITRE jest w silnych rękach polskich (Jerzy Buzek teraz, a Janusz Lewandowski później) daje nam bardzo duże szanse na odpowiednie prowadzenie debaty i optymalizację rozwiązań, które będą łączyły polskie interesy z europejskimi, w szczególnym kontekście zagrożeń bardziej ze strony Rosji niż klimatu.

Druga kwestia to warunki rozwojowe w Europie. Najsilniejszy dzisiaj spór europejski to ten, który wynikł pomiędzy włoskim premierem Renzi a Niemcami. Czy też ujmując szerzej, najsilniejszą partią w parlamencie, EPP. Renzi szuka stymulatorów wzrostu i rozwoju. W pełni świadomie nie chodzi tu tylko o wzrost PKB, bo on sam w sobie nie może być jedynym miernikiem postępu. I odwołuje się do Paktu Stabilności i Rozwoju, czyli zasad Maastricht, jako fundamentów europejskich rygorów gospodarczego wzrostu z sugestią ich zredefiniowania. Czyli innego spojrzenia na ocenę zagrożeń wynikających z wielkości długu publicznego.

Spór jest poważny, bo 130 proc. poziomu długu włoskiego w relacji do PKB tworzy zagrożenie dla efektywności spłacania długu. Tym samym zwiększa ryzyko zamrażania wydatków rozwojowych. Ale, zaznacza Renzi, bez elastyczności w traktowaniu długu nie można wygenerować czynników rozwojowych, czyli nie uruchamia się poprzez rozwój i wzrost siły gospodarczej możliwości spłacania długu w dłuższym okresie.