Newsletter

Zabawa w złego demiurga

Tomasz Mincer, 13.06.2014
Ten wpis nie będzie o tym, czy państwo Kwaśniewscy złamali prawo

Ten wpis nie będzie o tym, czy państwo Kwaśniewscy złamali prawo, czy nie. Ani o tym, czy Mariusz Kamiński, były szef CBA, któremu prokuratura zamierzała postawić zarzut przekroczenia uprawnień, gdy kierował antykorupcyjną służbą, powinien uniknąć sprawiedliwości.

Ten tekst będzie o ludzkiej potrzebie polowania na kozła ofiarnego. A właściwie o tym, jak tę potrzebę znakomicie wykorzystują politycy, media, czasem nawet Kościoły (vide „ideologia gender”). I o działaniu na granicy prawa.

Partia Jarosława Kaczyńskiego otrzymała dar od losu. To nagłośnienie sprawy sprzed lat dotyczącej rzekomych nieoficjalnych źródeł dochodu byłego prezydenta i jego małżonki.

PiS poczuł krew. Kilkukrotnie skompromitowany prezydent o komunistycznym rodowodzie nadaje się znakomicie na chłopca do bicia dla partii walczącej „z układem”. Partii, której brakuje skutecznych pomysłów na przejęcie władzy, i która po raz ósmy otrzymała czerwoną kartkę od wyborców.

Szczegóły sprawy, jakie wyciekły do prasy, nasuwają poważne wątpliwości. Chodzi o możliwość przekroczenia uprawnień przez śledczych. Dowody mające świadczyć o winie państwa Kwaśniewskich starano się ponoć zdobyć za pomocą skrupulatnie wyreżyserowanej prowokacji. Niby nic w tym złego, ale przypomina się sprawa posłanki Beaty Sawickiej. I wyrok Sądu Najwyższego, który na służbistach Kamińskiego nie pozostawił suchej nitki.

Sąd Najwyższy, nie kwestionując nieetycznego zachowania posłanki uznał, iż demokratycznemu państwu nie wolno testować uczciwości obywateli. Nie wolno też sprawdzać podatności obywateli na popełnienie przestępstwa. Kto wie czy nie podobnie byłoby w przypadku sprawy Kwaśniewskich? A czy Mariusz Kamiński poniósł jakąś odpowiedzialność, chociażby polityczną, po wyroku SN?

Nie przesądzam o etyczności zachowania byłego prezydenta. To nigdy nie był bohater mojej bajki, choć nie można mu odmówić wielu zasług dla wolnej Polski. Niemniej nie ma i nie powinno być świętych krów, a od tych, którym więcej dano – mówiąc językiem biblijnym – więcej należy też wymagać.

Te dwie sprawy jednakże – Kwaśniewskich i Sawickiej – tak użyteczne dla PiS i prowadzone za czasów Kamińskiego jako szefa CBA, warto skonfrontować z innym kontrowersyjnym przypadkiem. Bo on pokaże, że działanie na granicy prawa może służyć lepszej sprawie i czasami po prostu nie ma innego wyboru. To sprawa tzw. dopalaczy. I bezpieczeństwa zwykłych obywateli. W 2010 r. Polską wstrząsnęły przypadki śmierci i poważnego uszczerbku na zdrowiu osób po spożyciu wspomnianych środków sprzedawanych gdzie popadnie.

Już samo nagłośnienie niebezpieczeństwa związanego z używaniem dopalaczy obudziło społeczną wrażliwość. Czy dobór instrumentów rządu był wtedy najwłaściwszy? W opinii prawników – nie do końca. Ale w tamtym momencie liczył się szybki efekt. To jak w sytuacji ratowania ludzkiego życia. Każdy człowiek, który nie miał wówczas możliwości zakupu tego typu środków, był dowodem skuteczności polityki rządu.

Działanie na granicy prawa przyniosło dobre owoce, choć w krótkiej perspektywie. Niestety mogło podważyć zaufanie do państwa i jego systemu prawnego. Nie chodziło jednak o „robienie kampanii”, tylko o powstrzymanie sytuacji, w której najczęściej młodzi ludzie rozstawali się z życiem.

Inaczej było w przypadku Beaty Sawickiej. Jak będzie w przypadku państwa Kwaśniewskich na progu kampanii samorządowej i nieodległej kampanii do parlamentu? Nie wiem, ale mam nadzieję, że przynajmniej nie damy się nabrać na polowanie w sezonie ogórkowym i „jedynych sprawiedliwych” z PiS.