Newsletter

Zamordowana piłka

Artur Madaliński, Jarosław Makowski, 12.06.2014
Gdy korporacje zakończą żniwa, a kamery przestaną śledzić zmagania piłkarzy, zostaje tylko spalona ziemia

Gdy korporacje zakończą żniwa, a kamery przestaną śledzić zmagania piłkarzy, zostaje tylko spalona ziemia. Jak w RPA, gdzie futbolowe igrzyska okazały swoją destrukcyjną moc. 
Po mistrzostwach pozostały tam straszące, wybudowane za gigantyczną kasę wielkie stadiony

Futbol przegrał swój najważniejszy mecz – o zachowanie piękna i źródłowej radości, które tkwiły w zmaganiach najwybitniejszych piłkarzy. O to, by ciarki przechodziły nam po plecach, kiedy oglądamy w internecie fragmenty wielkich pojedynków. Jak chociażby ten – symboliczny z dzisiejszej perspektywy – ćwierćfinał w Guadalajarze, w którym epicką, fantasmagoryczną bitwę stoczyły Francja i Brazylia. To jeden z tych meczów, których zapomnieć nie sposób, a które odciskają się w pamięci silniej niż pierwsza miłość. Tkwią w nas jak ożywcze wspomnienie pierwszych samodzielnych wakacji.

Dzisiaj – po prawie trzech dekadach od czasu, kiedy wpatrywaliśmy się z uwielbieniem w bezczelne dryblingi Zico i Rocheteau, doskonałe podania Sócratesa i Platiniego, niepoczytalne rajdy Careci i Tigany – tęsknimy do tamtych chwil nie dlatego, że w futbolu nie było wówczas wielkich pieniędzy, a dzisiaj nie ma wielkich piłkarzy. I wtedy były pieniądze, i dzisiaj są znakomici gracze. Ale wówczas, w roku 1986, imponderabilia trzymały się jeszcze mocno: przede wszystkim chodziło o futbol, o radość gry, o błyskotliwy drybling, o bezinteresowne podanie na drugi koniec boiska. Dzisiaj chodzi już tylko o pieniądze.

Przeciwnik zwykłych ludzi

Czy to właśnie jest zarazem powodem, dlaczego ludzie, ci prości „zjadacze chleba”, mają dość futbolu? Ci, którzy po godzinach pracy kopią piłkę lub ojcowie oglądający z zapartym tchem, jak ich synowie po szkole podają starą futbolówkę – ci ludzie mówią dzisiejszej piłce nożnej: basta!

A przecież do wczoraj w naszej globalnej wiosce raz na cztery lata zawieszaliśmy nasze troski, by oglądać zmagania ludzi, którzy z piłki uczynili życiową pasję. Podziwialiśmy ich wysiłek, determinację, ale także solidarność i wspólnotowość, bez której przecież nie ma piłki czy idealnie zgranej drużyny. Tak, w indywidualistycznej kulturze futbol jawił się jako ostatni bastion sztuki bycia razem. Na dobre i na złe. Futbol to esencja tego, jak razem odnosi się sukces. Albo porażkę. Tu nie ma wyścigu szczurów, w którym wygrywa szczur największy i najsprawniejszy. Jest za to zaufanie, odpowiedzialność, współpraca.

Czytaj całość

Źródło: Rzeczpospolita