Newsletter

Ukraina: nowy prezydent, stare problemy

Łukasz Kołtuniak, 02.06.2014
Jeśli ktokolwiek ma szanse przeprowadzić Ukrainę przez kryzys, to tym człowiekiem jest właśnie z natury skłonny do kompromisu Petro Poroszenko

Jeśli ktokolwiek ma szanse przeprowadzić Ukrainę przez kryzys, to tym człowiekiem jest właśnie z natury skłonny do kompromisu Petro Poroszenko

CC BY 2.0

Paradoksem wydaje się, że w wyniku rewolucji, która miała obalić system oligarchiczny, prezydentem Ukrainy został oligarcha. Póki co jednak Ukraińcy mają prawo wierzyć, że to oligarcha inny niż pozostali. Nowy szef ukraińskiego państwa, który dorobił się fortuny na produkcji słodyczy, podbił serce Ukraińców z Majdanu, jednocześnie zjednując sobie sporo sympatii także na „separatystycznym” wschodzie kraju.

Król czekolady rusza na Majdan

Po wejściu do polityki w 1998 roku Petro Poroszenko związał się z Wiktorem Medwedczukiem, jednym z filarów obozu Leonida Kuczmy. Na początku nowego stulecia wszedł także w skład rodzącej się Partii Regionów, wówczas biznesowego projektu donieckich oligarchów (Medwedczuk był także jednym z filarów ekipy prezydenta Janukowycza, w której uchodził za „oko i ucho Kremla”).

Szybko jednak drogi polityczne Poroszenki i „donieckich” się rozeszły – on założył własną partię o nazwie Solidarność i stał się… jednym z filarów obozu Juszczenki. Odegrawszy ważną rolę w zwycięstwie pomarańczowej rewolucji, liczył na posadę premiera, ta jednak przypadła Julii Tymoszenko. Na pocieszenie „król czekolady” został szefem rady Bezpieczeństwa Narodowego. Ale szybko doszło do konfliktu między nim a panią premier, której otoczenie oskarżyło Poroszenkę o korupcję. Sąd zarzutów nie potwierdził, lecz ekipa „pomarańczowych” się rozleciała.

Tym niemniej Poroszenko zachował opinię człowieka kompromisu, który może być akceptowany zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie. Jako minister spraw zagranicznych w latach 2009-2010 (notabene – w rządzie Julii Tymoszenko) wspierał prozachodnią orientację swego kraju.
Ale jest to też człowiek, który może być przez Moskwę jeśli nie akceptowany, to przynajmniej tolerowany. Dla Rosji to z pewnością lepszy potencjalny partner niż na przykład Arsenij Jaceniuk albo Ołeh Tiahnybok. Tym bardziej że, choć to z dzisiejszej perspektywy wydaje się dyskusyjne, Rosja w pierwszej kolejności dąży na Ukrainie do zabezpieczenia własnych interesów gospodarczych. Owszem, rok temu nałożyła embargo na wyroby cukierniczej firmy Poroszenki Roshen, ale był to element szerszej wojny handlowej.

Lepszy złodziej niż szaleniec

Opinii Ukraińców o Poroszence nie zaszkodziło zbytnio nawet ubiegłoroczne wejście do rządu Mykoły Azarowa, a postawa w czasie „rewolucji Majdanu” pozwoliła mu w pełni odzyskać sympatie protestujących.

Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku wydawać by się mogło, że ukraińskie społeczeństwo jest bierne, a opozycja kompletnie skompromitowana. Mimo że opozycyjne partie UDAR, Batkiwszczyna i Swoboda miały poparcie w sondażach porównywalne z Partią Regionów, nie były w stanie zmobilizować społeczeństwa nawet wokół tak ewidentnych nadużyć władzy jak aresztowanie Julii Tymoszenko. Co więcej, wielu Ukraińców mówiło o relacjach między obozem Janukowycza a opozycją: „lepszy złodziej niż szaleniec”.

Wybuch protestów na Majdanie zaskoczył liderów opozycji. Kliczko, Jaceniuk i Tiahnybok gorączkowo starali się zdobyć serca buntowników, ci jednak byli bardzo nieufni. Początkowo zakazali nawet używania na Majdanie partyjnych sztandarów. W pewnym momencie wyczuli też rzecz oczywistą: że liderzy opozycji walczą na Majdanie o prezydenturę. Uznano, że walczą nie przejmując się losem protestujących. Nieufność sięgnęła zenitu, czego symbolem było oblanie Kliczki płynem gaśniczym.

Poroszenko, choć oligarcha, miał zdecydowanie lepszą pozycję w społeczeństwie niż inni ukraińscy bogacze, bo był właścicielem jedynej opozycyjnej stacji telewizyjnej – Kanału 5. Na Majdanie jego postawa została uznana przez protestujących za wzorową. Kiedy trzeba było, szedł na pierwszej linii, jak na przykład w noc przed pierwszym szturmem. Potrafił też jednak łagodzić nastroje. I nieoczekiwanie to on, a nie na przykład Kliczko, okazał się największym zwycięzcą Majdanu.

Klęska żelaznej damy

Od momentu gdy Kliczko ogłosił, iż wycofuje się z wyborów właśnie na rzecz Poroszenki, stało się jasne, że to „król czekolady” będzie faworytem do prezydentury. Przeszkodzić mogła mu w zasadzie tylko Tymoszenko. „Żelazna dama” ukraińskiej polityki liczyła z pewnością na to, że opromieniona więzienną chwałą odrodzi się politycznie niczym feniks z popiołów.

Ale między Julią i Majdanem nie było już tej chemii co 10 lat temu, nie była już „księżniczką Majdanu”. Ukraińcy nie zapomnieli, że to właśnie żenujące kłótnie Tymoszenko z Juszczenką wyniosły do władzy Janukowycza. Możliwe, że po wyborczej porażce była premier znajdzie sobie miejsce w ukraińskiej polityce w roli, w której czuje się najlepiej – radykalnej opozycjonistki, gromadząc wokół siebie najbardziej skrajną i nieprzejednaną część Majdanu.

Poroszenko otrzymał 54,7 proc. głosów. Natomiast 60-procentowa frekwencja robi tym większe wrażenie, że w „separatystycznych” obwodach, donieckim i ługańskim, gdzie praktycznie nie udało się przeprowadzić wyborów (większość lokali była zamknięta), frekwencja wyniosła około 15 proc.
Jednoprocentowe poparcie dla Swobody i Prawego Sektora podważa zaś mit o „banderowskiej” Ukrainie. Ukraińcy nie „kupili” idei nacjonalistycznych.

Jedna Ukraina?

Jednak kandydaci radykalni w sferze metod działania, jak Ołeh Laszko (rozdawał na barykadach Majdanu widły) i Anatolij Hrycenko, uzyskali stosunkowo dobre wyniki, co pokazuje istnienie znacznej grupy „nieprzejednanych”.

Kilkuprocentowe rezultaty Partii Regionów i komunistów rodzą natomiast pytanie, czy partie te są jeszcze współczesnej Ukrainie potrzebne. Co do „regionałów”, to prezydent, który najpierw kazał strzelać do ludzi, a potem w Rostowie nad Donem błagał Rosję o „bratnią pomoc”, zraził do swej partii wielu nawet najwierniejszych jej zwolenników. Jeżeli partia ta nie pójdzie „drogą Kwaśniewskiego”, być może czeka ją los komunistów.

Nowy prezydent stanął przed niezwykle trudnym zadaniem ratowania integralności kraju. Wydaje się, że wśród kijowskiej elity jest jedną z lepiej przygotowanych do tego osób. Nigdy jeszcze poparcie dla prezydenta nie było we wschodniej i zachodniej części kraju aż tak zbliżone. Aby zjednoczyć Ukrainę, Poroszenko musi jednak przede wszystkim pokazać Ukraińcom ze wschodu, że zwycięstwo Majdanu nie oznacza triumfu „banderowców ze Lwowa” i zepchnięcia mieszkańców Ługańska czy Doniecka do roli „sowieckich podludzi”.

Nowemu prezydentowi Ukrainy zdaje się sprzyjać także, ostatnio jakby nieco bardziej koncyliacyjne, stanowisko Moskwy. Być może Putin i Miedwiediew zrozumieli, że sprawy zaszły za daleko, a Poroszenko jest dla nich mniejszym złem.

Można zatem spróbować podjąć dialog z mieszkańcami Donbasu i Rosją z pominięciem separatystów, którzy zresztą i tak są sterowani przez Moskwę. Będzie to jednak o tyle trudne, że w Doniecku i Ługańsku nieudolność operacji antyterrorystycznej dodatkowo zniechęca mieszkańców do władz Ukrainy. Z drugiej strony władze na Kremlu wydają się wciąż dążyć jeżeli nie do rozbicia, to przynajmniej do wasalizacji Ukrainy.

Człowiek kompromisu

Ważnym zadaniem nowych władz Ukrainy jest oczywiście także reforma gospodarki, ale ona leży bardziej w kompetencjach rządu niż prezydenta. Ukraina nie obejdzie się bez „terapii szokowej”, co może bardzo podważyć zaufanie do rządzących. Ważne jest, by władze w Kijowie wyczuły moment, w którym trzeba będzie rozpocząć łagodzenie skutków tej terapii. Przydałyby się również przyspieszone wybory parlamentarne, gdyż obecny rząd Arsenija Jaceniuka ma pewien problem z demokratyczną legitymizacją.

Petro Poroszenko został prezydentem Ukrainy w najtrudniejszym momencie jej współczesnej historii. Wydaje się jednak, że jeśli ktokolwiek ma szanse przeprowadzić Ukrainę przez kryzys, to tym człowiekiem jest właśnie z natury skłonny do kompromisu Poroszenko. Bo choć wielokrotnie zmieniał front, nie palił za sobą mostów. W społeczeństwie tak podzielonym jak ukraińskie kompromis jest konieczny.

*Łukasz Kołtuniak – aplikant radcowski, doktorant na Wydziale Prawa UJ, pisze pracę na temat Jerzego Turowicza i środowiska Tygodnika Powszechnego, interesuje się problematyką Europy Środkowo-Wschodniej i Bałkanów oraz filozofią polityki