Newsletter

Nie ma co płakać po Palikocie

Jarosław Makowski, 29.05.2014
Janusz Palikot postawił na tępy antykatolicyzm zapewne za podszeptem czołowego ateisty kraju Jana Hartmana. 
Jednak się okazało, 
że choć polscy katolicy 
są zdrowo antyklerykalni, to nie są genetycznie antykościelni 


Janusz Palikot postawił na tępy antykatolicyzm zapewne za podszeptem czołowego ateisty kraju Jana Hartmana. 
Jednak się okazało, 
że choć polscy katolicy 
są zdrowo antyklerykalni, to nie są genetycznie antykościelni 


Klęska koalicji Europa Plus Twój Ruch w europejskich wyborach to nie tylko klęska Janusza Palikota. To także klęska socjaldemokratycznego projektu w Polsce. Dlaczego? Ano dlatego, że Palikot chciał, ba, poniekąd mu się to nawet udało, jawić się rodzimej opinii publicznej jako nowoczesna i europejska lewica.

Janusz Grabarz

Palikot chciał zostać odnowicielem lewicy, jednak przypadł mu w udziale los jej grabarza. Czy faktycznie miał mandat, by jawić się Polkom i Polakom jako nowy lider lewicy? Tak – i to z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że jego działania legitymizowali ludzie, którzy w Polsce należą do szeroko rozumianej lewicy. I wciąż uchodzą na niej, choć już w coraz mniejszym stopniu, za autorytety.

Myślę tu o byłym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim, który swój autorytet rozmienia dziś na drobne, nie mogąc się zdecydować, czy chce być jeszcze ważnym w Polsce politykiem, czy dorabiać jako lobbysta u wschodnich oligarchów. O reżyserze Kazimierzu Kutzu, który przez swoje wolty polityczne traci autorytet w oczach tak drogich mu Ślązaków. O Andrzeju Celińskim, który swoją kartę opozycyjną niszczy obecnymi działaniami politycznymi. Działania Palikota legitymizowała również tak ważna dla ruchu kobiecego postać, jak Kazimiera Szczuka, oraz skonfliktowana, a potem znów z politykiem z Lublina pogodzona Wanda Nowicka.

Czytaj całość

Źródło: Rzeczpospolita