Newsletter

Nie tylko pamięć

Maciej Zięba OP, 29.05.2014
Warto rozejrzeć się wokół i przekonać się, czy nie znasz kogoś, komu za ciężką pracę i poświęcenie nie należy się coś więcej niż pamięć

Warto rozejrzeć się wokół i przekonać się, czy nie znasz kogoś, komu za ciężką pracę i poświęcenie nie należy się coś więcej niż pamięć

Takim nieznanym bohaterem (czasu transformacji – przyp. redakcji) jest „ksiądz Jureczek”, Jerzy Marszałkowicz, który choć księdzem nie jest ma prawo chodzenia w sutannie. Człowiek cichy, niepozorny, łagodny, i nieśmiały – nigdy nie działający na pierwszym, ani nawet drugim planie. Przed pół wiekiem, jeszcze jako furtian we wrocławskim seminarium, zaczął być nawiedzany przez ludzi bezdomnych, żyjących w skrajnej nędzy, często uzależnionych. W czasach PRL byli oni „elementem aspołecznym”. „Ksiądz Jureczek” zaczął więc chodzić po znajomych domach, zbierając dla swoich „podopiecznych” – jak o nich mówił – żywność i ubrania. W czasie „karnawału Solidarności” udało mu się założyć schronisko im. św. Brata Alberta, w którym zamieszkał razem z bezdomnymi. Od zawsze bezgranicznie oddany ludziom pozbawionym dachu nad głową, nigdy nie dbał o promocję swoich działań. Chyba nawet nie zna terminu „promocja”. Zawsze był trochę nie z tego świata: dobry, łagodny i nieco naiwny zarazem. Ale gdy zacząłem dopytywać się o „księdza Jureczka” wrocławskich przyjaciół dowiedziałem się, że za swą nierzucającą się w oczy, trwającą dziesiątki lat działalność został wyróżniony Medalem Świętego Jerzego oraz orderem Pro Ecclesia et Pontifice.

Pomyślałem więc o innym cichym i spokojnym człowieku, zmarłym niedawno Zbyszku Przydziale, techniku we Wrocławskiej Stoczni Rzecznej oraz najstarszym członku Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w zajezdni na Grabiszyńskiej. Zbyszek zawsze pracował na drugim planie. Łagodny, spokojny, rozsądny, roztropny. Unikał rewolucyjnej retoryki i populistycznych zabiegów – pracował bardzo ciężko organizując struktury Solidarności. Nie dbał o popularność, nie skupiał uwagi mediów. Zawsze jednak wspierał swoimi mądrymi i roztropnymi radami. W okresie stanu wojennego i później, już po przejściu na emeryturę, udzielał się publicznie – tyle że w taki dyskretny, prawie niedostrzegalny sposób. Gdy zapytałem o Zbyszka przyjaciół z Wrocławia usłyszałem, że jego wieloletnią pracę dla wspólnego dobra nagrodzono w 2007 roku Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Po Wrocławiu pomyślałem sobie o Krakowie, o niesłychanie skromnych siostrach Sawickich, Marcie i nieżyjącej już Teresie. Swoją ciężką pracę rozpoczęły w latach 80., żywiąc za własne (a w późniejszych latach – także za uzbierane) pieniądze biednych i potrzebujących. Dwie starsze panie codziennie gotowały we własnym mieszkaniu ponad 100 obiadów, bez żadnych zgód czy pozwoleń. Tak po prostu – z potrzeby serca. I znów, przyjaciele w Krakowie powiedzieli mi, że po latach swojej ciężkiej pracy otrzymały nagrodę im. księdza Józefa Tischnera oraz nagrodę TOTUS.

Tak więc dzięki waszemu cyklowi „Cisi bohaterowie wolności” dokonałem nader optymistycznego odkrycia: wielu spośród tych nieznanych i ukrytych w cieniu bohaterów czasów transformacji zostało docenionych i wyróżnionych w III Rzeczpospolitej. Ich skromność zawsze była uderzająca. Pracowali bez rozgłosu, nigdy nie zabiegali o uznanie, bo uważali swą pracę dla innych za najzwyklejszą powinność. Ale to właśnie zaskarbiło im szacunek w otoczeniu, a z czasem zostało docenione przez władze kościelne i świeckie. Warto więc rozejrzeć się wokół i przekonać się, czy nie znasz kogoś, komu za ciężką pracę i poświęcenie nie należy się coś więcej niż pamięć.

Wysłuchała Weronika Przecherska

*Maciej Zięba OP – dominikanin, teolog, filozof i publicysta. Od lat 70. związany z demokratyczną opozycją. W latach 80. współpracował z Solidarnością.