Newsletter

Szkoła gotowa na maluchy

Beata Maria Nowak, 21.05.2014
Trzy czwarte rodziców sześciolatków było zadowolonych z decyzji posłania dziecka do szkoły. Przyznali, że gdyby mieli decydować jeszcze raz, zrobiliby to samo

Strona 1

Trzy czwarte rodziców sześciolatków było zadowolonych z decyzji posłania dziecka do szkoły. Przyznali, że gdyby mieli decydować jeszcze raz, zrobiliby to samo – mówi prof. Beata Maria Nowak w rozmowie z Marzeną Haponiuk

CC-BY-SA-2.0

Marzena Haponiuk: Z przeprowadzonego przez Panią badania wynika, że analityczne, racjonalne nastawienie do tematu oraz wyciszenie emocji dotyczących obniżenia wieku szkolnego zaowocowało dobrą aklimatyzacją sześciolatków w szkole. Kogo Państwo przebadali?

Prof. Beata Maria Nowak: W badaniu „Uczestnictwo dziecka 6-letniego w edukacji szkolnej” interesowały nas opinie rodziców sześciolatków, które poszły do szkoły w roku szkolnym 2012/2013, a także opinie ich nauczycieli na temat uczestnictwa dziecka sześcioletniego w systemie szkolnym. Nie badaliśmy dzieci, nie badaliśmy też przygotowania szkół na przyjęcie sześciolatków. Tym zajmuje się MEN oraz inne instytucje kontrolne (m.in. NIK – przyp. MH).

We wrześniu 2013 przeprowadziliśmy badania w klasach II, czyli po rocznym pobycie dzieci 6-letnich w szkole. Mówiąc precyzyjnie, badaliśmy rodziców tych dzieci i nauczycieli, którzy je uczyli. Co ważne, badania przeprowadziliśmy w następującym zestawieniu: nauczyciel z danej klasy i rodzice dzieci, które ten nauczyciel uczył. Nie było więc tak, że zebraliśmy opinie wszystkich rodziców i nauczycieli z różnych szkół.

Otrzymaliśmy obraz zalążków postaw rodziców wobec całego „problemu” związanego z sześciolatkami w szkole. Badaliśmy bowiem opinie, które są jednym ze składników postaw.

Jaki jest więc obraz polskiej szkoły wyłaniający się z badania?

Trzy czwarte polskich rodziców było zadowolonych z decyzji posłania sześciolatka do szkoły. Przyznali, że gdyby mieli decydować jeszcze raz, zrobiliby to samo. Podejrzewamy, że może to być efektem przełożenia dyskursu społecznego na postrzeganie problemu. Co ciekawe, tylko jedna trzecia rodziców stwierdziła, że ich dziecko jest przygotowane do nauki szkolnej, gotowe do podjęcia wyzwań edukacyjnych.

Zadowoleni z posłania sześciolatka do szkoły rodzice uważają, że ich dziecko jednak nie jest na szkołę gotowe? To trochę zaskakujące.

Mamy tu do czynienia z sytuacją, że wypowiadając się na temat gotowości szkolnej dziecka rodzic miał na myśli własne dziecko. Był to więc wyraz jego osobistych obserwacji czy odniesienia do tego, jak dziecko radzi sobie w szkole.

Natomiast odpowiedź na pytanie o to, czy rodzic powtórzyłby swoją decyzję, dotyczy generalnego spojrzenia na problematykę obniżenia wieku szkolnego, który z kolei wynika m.in. z dyskursu społecznego, mediów.

Ten dyskurs to w ogromnym skrócie przekaz: ratujmy maluchy. A może trzeba ratować rodziców przed tym przekazem?

Trzeba to rozumieć jeszcze inaczej. Rodzice słyszeli dwa przekazy: ratujmy maluchy – ale także to, że np. wiek szkolny w wielu krajach europejskich jest znacznie bardziej obniżony, że do szkół idą nawet pięciolatki. Odnosili się więc do tych wszystkich wypowiedzi łącznie.

Myślę, że nasz obraz to suma wypowiedzi już wyważonych, po uspokojeniu emocji wywołanych burzą medialną. Badanie prowadziliśmy od września, a nie w czerwcu, gdy państwo Elbanowscy byli bardzo aktywni. Rozmowy odbyły się po wakacjach, kiedy dzieci szły do drugiej klasy. Rodzice i nauczyciele byli już wtedy niejako zdystansowani do sprawy. Takie zresztą było nasze założenie badawcze: nie przeprowadzać badań, kiedy społeczeństwo jest rozchwiane emocjonalnie.

Jak interpretować wynik Państwa badania w odniesieniu do debaty publicznej na temat sześciolatków?

Rozumiem, że pyta Pani o wyniki badań pilotażowych, przeprowadzonych przez nas w czerwcu 2013 roku. Wówczas opinię publiczną bombardowano sprzecznymi informacjami. Widać było dwa skrajne stanowiska, co też zmotywowało mnie do przeprowadzenia tego badania. Głównie po to, żeby zobaczyć, jak rodzice i nauczyciele oceniają całą sprawę. Tym bardziej, że oba te podmioty współuczestniczą w procesie rozwoju dziecka i osiąganiu przez nie sukcesu szkolnego.

Warto dodać, że to jedyne tego typu badanie w Polsce, w którym ktoś pochylił się nad tym, w jaki sposób rodzice i nauczyciele oceniają miejsce sześciolatka w szkole. Dziecko przez pół dnia przebywa w szkole, która go socjalizuje, kształtuje światopogląd, dostarcza wiedzy, umiejętności i postaw. Szkoła i rodzina to dwa środowiska społeczno-wychowawcze, w których dziecko przebywa w czasie tzw. edukacji długotrwałej.

Przygotowanie szkół dla sześciolatków dobrze ocenia 70 proc. nauczycieli i prawie 90 proc. rodziców. Skąd większy sceptycyzm wśród nauczycieli?

Mnie on zupełnie nie dziwi. Przez wiele lat pracowałam w szkolnictwie, równolegle rozwijając karierę naukową (byłam nauczycielem przedmiotowym i pełniłam funkcję pedagoga szkolnego). Nauczyciele w badaniu wypowiadają się jako profesjonaliści. To oni wiedzą najlepiej, czego im potrzeba, jeżeli chodzi o przygotowanie szkoły i podnoszenie jakości kształcenia dzieci.

Nauczyciele są  po prostu uwrażliwieni zawodowo na pewne braki szkoły, rodzic natomiast postrzega to z perspektywy zadowolenia swego dziecka. Jeżeli dziecko jest zadowolone, rodzic mówi: fajna szkoła. Nauczyciele i rodzice mają zatem odmienne perspektywy.

Jak wobec tych argumentów i ocen nauczycieli wyglądają działania MEN? Od września klasa nie będzie mogła mieć więcej niż 25 dzieci. Będzie możliwość zatrudniania w szkołach asystentów?

Te propozycje to odpowiedź na potrzeby nauczycieli i rodziców. Rodzice też – choć liczba wypowiadających się na temat bolączek była zdecydowanie mniejsza – wskazywali na pewne braki. Chodzi o brak kącików zabaw czy nauczycieli opiekujących się dzieckiem po lekcjach w świetlicy.