Newsletter

Transformacja na 3 z plusem

Elżbieta Mączyńska, 15.05.2014
Transformacja miała być dla ludzi. Bo to ludzie, zniechęceni nieprawidłowościami w systemie socjalistycznym

Strona 1

Transformacja miała być dla ludzi. Bo to ludzie, zniechęceni nieprawidłowościami w systemie socjalistycznym – niskimi płacami, nędznymi warunkami socjalnymi – podjęli walkę o poprawę warunków życia – mówi prof. Elżbieta Mączyńska w rozmowie z Marzeną Haponiuk

Marzena Haponiuk: Jakie oblicze ma kapitalizm w Polsce?

Prof. Elżbieta Mączyńska: Pytając o kapitalizm, pyta pani o polski model ustroju społeczno-gospodarczego. Formalnie rzecz biorąc, artykuł 20. Konstytucji RP z 1997 r. wyraźnie stanowi, że podstawą ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej jest model społecznej gospodarki rynkowej oparty na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych.

To model kapitalistyczny. Należy jednak pamiętać, że kapitalizm niejedno ma imię. Można wyróżnić kilka jego modeli, w tym reński, nordycki, śródziemnomorski czy anglosaski. Konstytucyjnie deklarowany w Polsce model społecznej gospodarki rynkowej bliższy jest wariantowi reńskiemu, względnie skandynawskiemu aniżeli anglosaskiemu. Jednak samo pojęcie społecznej gospodarki rynkowej jest rozmaicie interpretowane, nierzadko błędnie. Nie brakuje też osób, które rozumieją lub nie znają tego pojęcia mimo jego konstytucyjnej rangi

Dlaczego?

Nawet sami ekonomiści nie są zgodni, co ten termin tak naprawdę oznacza. Zdaniem niektórych pojęcie „społecznej gospodarki rynkowej” wprowadzono do uchwalonej w 1997 r. Konstytucji RP jako zapis kompromisowy, służący złagodzeniu ustrojowych kontrowersji m.in. między premierem Mazowieckim a wicepremierem Leszkiem Balcerowiczem. Czyli dla uspokojenia troski premiera Mazowieckiego o społeczne następstwa transformacji ustrojowej. Jednak prof. Balcerowicz uznaje to pojęcie za pleonazm. Bo rynek z natury jest społeczny

Możemy pokusić się o stworzenie definicji dla społecznej gospodarki rynkowej?

To ustrój równowagi czyli zorientowany na godzenie interesów gospodarczych, społecznych i ekologicznych. Jego podstawą jest teoria ordoliberalna. A „ordo“ znaczy ład.
Ordoliberalizm jest jednym z trzech głównych odmian liberalizmu, obok liberalizmu klasycznego i neoliberalizmu.

Może więc zdefiniujmy też liberalizm?

Liberalizm klasyczny to fundament leseferystycznej, XVIII-wiecznej teorii ekonomii Adama Smitha, uznawanego za ojca ekonomii i liberalizmu. Idee Smitha z czasem uległy erozji. Poważne zagrożenia dla klasycznego liberalizmu i idei wolnościowych przyniósł okres międzywojenny. To wtedy nasiliły się tendencje etatystyczne, będące zaprzeczeniem liberalizmu. Wiązało się to m.in. z powstaniem ZSRR. Totalitaryzm cechował też hitlerowskie Niemcy.

Z czasem pojawił się opór społeczny, czego wyrazem był m.in. międzynarodowy ruch naukowy na rzecz obrony liberalizmu. To silne, wręcz nieprzejednane, różnice poglądów i spory wśród głównych teoretyków tego ruchu zaowocowały wyodrębnieniem się tuż przed II Wojną Światową dwóch nowych nurtów liberalizmu: neo- i ordoliberalizmu. I to ten drugi do dziś stanowi teoretyczne podłoże właśnie dla modelu społecznej gospodarki rynkowej.

Czego dotyczyły spory wyznawców liberalizmu?

Toczyły się one w ramach międzynarodowych naukowych debat dotyczących „nowego“ liberalizmu. Nieprzejednane różnice poglądów utrzymują się zresztą do dziś. Dotyczyły i dotyczą przede wszystkim roli państwa w systemie wolnorynkowym. W odróżnieniu od liberalizmu klasycznego i neoliberalizmu w teorii ordoliberalnej uznawana jest potrzeba wyznaczania przez państwo ram ustroju społeczno-gospodarczego. Tworzenia ram dla wolnego rynku.

Ordoliberalizm oznacza, że aby wolnościowe idee mogły należycie funkcjonować, muszą być oparte na moralności, uczciwości i odpowiedzialności ludzi. Neoliberalizm zaś cechuje fundamentalizm rynkowy, czyli założenie, że wolny rynek ukształtuje porządek gospodarczy na tyle sprawnie, że państwo może być sprowadzone do roli stróża własności prywatnej.

Cechujące neoliberalizm „wypranie“ z rozważań etyczno-moralnych było następstwem przyjęcia założenia, że wolny rynek doskonale wszystkie kwestie, także te społeczne, rozwiązuje. Takie podejście stało się właśnie podglebiem dla upowszechniającej się w II połowie XX wieku zasady: „Chciwość jest dobra“.

Ordoliberałowie w odróżnieniu od neoliberałów kwestionowali zasadę nieomylności i efektywności wolnego rynku. Od samego początku przeciwstawiali się sprowadzeniu państwa do roli „stróża nocnego“. Wskazywali, że od czasów Adama Smitha rzeczywistość stała się znacznie bardziej złożona i mniej przejrzysta. Ten sam argument pojawia się obecnie m.in. w niedawno wydanej książce Ha-Joon Changa pt. „23 rzeczy, których ci nie mówią o kapitalizmie“.

Tytuł bardzo przewrotny.

Chang kwestionuje niezawodność i efektywność mechanizmu rynkowego. Podobnie jak ordoliberałowie uważa, że gospodarka wolnorynkowa wymaga jednak regulacji oraz ładu ustrojowego.

Czyli w Polsce mamy ustrój ordoliberalny?

Formalnie tak, jednak tylko formalnie, bo nie przekłada się to na realia. Profesor Tadeusz Kowalik pisał swego czasu o „demoralizującej hipokryzji konstytucji”. Zapisany jest w niej co prawda model społecznej gospodarki rynkowej, ale w rzeczywistości mamy system neoliberalny. Zaniedbywane są bowiem przez państwo kwestie społeczne, w tym: demograficzne, kwestie rynku pracy, ekologii i inne.

Z taką opinią nie zgadzają się oczywiście neoliberałowie, których zdaniem mamy za dużo regulacji i ingerencji państwa w gospodarkę, a za mało wolności.

A mamy?

Uważam, że zanadto ulegliśmy wierze w mechanizmy wolnorynkowe. Rynek to mechanizm, a każdy mechanizm wymaga regulacji, norm, zasad funkcjonowania. Moim zdaniem w wielu sytuacjach w Polsce niektórych norm czy zasad zabrakło.